Autor: redakcja

  • CEO wracają do stołów negocjacyjnych: sztuczna inteligencja napędza boom transakcyjny

    CEO wracają do stołów negocjacyjnych: sztuczna inteligencja napędza boom transakcyjny

    Klimat niepewności geopolitycznej i gospodarczej wydaje się działać na korporacyjnych liderów jak katalizator, a nie hamulec. Najnowsze dane pokazują wyraźny zwrot w strategii zarządów największych firm.

    Liczby mówią same za siebie

    Badanie EY-Parthenon, opublikowane w styczniu 2026 roku, ujawnia spektakularny skok w nastrojach. Amerykańscy CEO nie tylko przodują w tym trendzie, ale też wyraźnie dystansują swoich globalnych kolegów. Podczas gdy w USA odsetek planujących transakcje wynosi 62%, średnia światowa to 53%. Intencje dotyczące fuzji i przejęć wśród amerykańskich szefów firm wzrosły o 27 punktów procentowych w porównaniu z wrześniem 2025 roku.

    Ciekawe jest to, że napędza to jeden z głównych motorów. Prezesi priorytetowo traktują adopcję sztucznej inteligencji dla transformacji, produktywności i wzrostu w nadchodzącym roku.

    Nie tylko kupowanie, ale i transformacja

    To nie jest wyścig o aktywa dla samego posiadania. Prawie wszyscy amerykańscy respondenci – dokładnie 97% – deklarują, że realizują kompleksowe programy transformacyjne. Skupiają się one na trzech kluczowych filarach: wzroście, optymalizacji operacji i zaangażowaniu klientów.

    Sztuczna inteligencja jest kluczowa dla produktywności, transformacji i strategii M&A, często stanowiąc powód do pozyskania potrzebnych technologii i talentów – podkreśla się w raporcie EY.

    Wygląda na to, że firmy nie chcą być po prostu większe. Chcą być szybsze, sprytniejsze i bliżej klienta, a transakcje M&A postrzegają jako najszybszą drogę do zdobycia potrzebnych technologii i kompetencji.

    Grupa biznesmenów w garniturach siedzi przy stole konferencyjnym z laptopami wyświetlającymi wykresy, podczas gdy jeden z nich stoi i przemawia. Nad nimi znajduje się duży ekran z napisem

    Czy to początek nowej ery?

    Po okresie względnej ostrożności, spowodowanej m.in. wysokimi stopami procentowymi i napięciami geopolitycznymi, ten nagły zwrot może zwiastować początek nowego, bardzo aktywnego cyklu transakcyjnego.

    Amerykańskie firmy wydają się szczególnie pewne swojego kursu. Ich większa gotowość do podejmowania ryzyka w porównaniu z resztą świata może wynikać z mocniejszej pozycji lokalnej gospodarki lub większego dostępu do kapitału.

    Kluczowe pytanie brzmi: czy ten optymizm utrzyma się, gdy konkurencja o atrakcyjne cele wzrośnie, a ceny transakcyjne pójdą w górę? Na razie widać wyraźny sygnał, że dla wielu liderów czas obserwacji minął. Czas działać.

    Co to oznacza dla rynku?

    Jeśli tendencja się utrzyma, możemy spodziewać się kilku rzeczy:

    • Wzmożonej aktywności w sektorach tech i opartych na AI.
    • Większej presji na mniejsze, innowacyjne firmy, które staną się atrakcyjnymi celami przejęć.
    • Przyspieszenia konsolidacji w dojrzałych branżach, gdzie firmy będą szukały synergii i oszczędności skali.

    To wszystko dzieje się w tle szerszych przemian. Firmy nie przygotowują się tylko do kolejnego kwartału. Przygotowują się do zupełnie nowej dekady, w której algorytmy i dane będą kształtować wartość tak samo jak tradycyjne aktywa.

    Rok 2026 zapowiada się zatem nie tylko jako okres odbudowy zaufania, ale jako moment strategicznego przyspieszenia. Prezesi nie chcą już tylko przetrwać niepewność. Chcą ją wykorzystać, aby kształtować przyszłość swojej branży. I mają zamiar to robić z pewnością siebie, która właśnie wróciła na salony.

    Źródła

  • Chiński gigant SMIC w pułapce: fabryki pękają w szwach, musi wybierać między AI a smartfonami Huawei

    Chiński gigant SMIC w pułapce: fabryki pękają w szwach, musi wybierać między AI a smartfonami Huawei

    Chiński producent chipów SMIC (Semiconductor Manufacturing International Corporation) opublikował prognozy finansowe na pierwszy kwartał 2026 roku. Spodziewa się znikomego wzrostu przychodów. To zaskakujące, biorąc pod uwagę, że jego fabryki pracują na obrotach przekraczających 90% ich mocy.

    O co tu chodzi? Sprawa jest bardziej złożona niż suche dane finansowe.

    Presja z dwóch stron

    Z jednej strony jest ogromny, rosnący popyt na chipy przeznaczone dla sztucznej inteligencji. Rząd Chin aktywnie zachęca i wręcz naciska na krajowe firmy, aby rozwijały własne rozwiązania AI i ograniczały zależność od sprzętu Nvidii. To tworzy presję na producentów jak SMIC, aby dostarczali coraz więcej zaawansowanych układów.

    Z drugiej strony mamy klientów takich jak Huawei, który desperacko potrzebuje nowoczesnych procesorów do swoich flagowych smartfonów. Tutaj popyt również jest ogromny. Problem w tym, że moce produkcyjne SMIC są po prostu ograniczone.

    South China Morning Post donosi, że drastycznie spadło zapotrzebowanie na tanią elektronikę użytkową. To oznacza, że choć segment AI kwitnie, to inne działy biznesu generują mniejsze przychody, co ciągnie w dół ogólną rentowność firmy.

    Zbliżenie na procesor z napisem AI na tle zaawansowanej płyty głównej z elementami elektronicznymi.
    Źródło: cdn.gracza.pl

    W praktyce sytuacja zmusza zarząd SMIC do podejmowania strategicznych decyzji alokacyjnych. Kogo obsłużyć w pierwszej kolejności? Czy priorytetem mają być układy dla rozwijających się modeli językowych AI, takich jak chiński DeepSeek? Czy może procesory dla telefonów Huawei, które są kluczowym produktem eksportowym i wizytówką chińskiej technologii?

    W obecnej sytuacji nie jesteśmy w stanie w pełni zaspokoić potrzeb wszystkich naszych partnerów – wynika z analizy sytuacji przedstawionej przez źródła zbliżone do firmy.

    Źródło problemu: sankcje i nacjonalizm technologiczny

    Tego typu dylematy są bezpośrednim skutkiem zaostrzającej się wojny technologicznej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Amerykańskie sankcje odcięły chińskie firmy od najnowocześniejszych technologii produkcyjnych i współpracy z zachodnimi gigantami.

    Paradoksalnie, sankcje zmusiły Chiny do intensywnego rozwijania własnego przemysłu półprzewodnikowego. Sukcesem jest to, że firmy takie jak SMIC mogą w ogóle produkować zaawansowane chipy. Wyzwaniem stała się jednak skala.

    Lokalne fabryki rozwijają się, ale ich zdolności logistyczne i produkcyjne nie nadążają za gwałtownie rosnącym popytem generowanym przez politykę „samowystarczalności”. Nie ma po prostu fizycznej możliwości, aby jednocześnie zasilić boom na AI i utrzymać tempo produkcji dla branży mobilnej.

    Co więcej, gdyby nie ta zażarta rywalizacja o dominację w sztucznej inteligencji, presja na SMIC byłaby prawdopodobnie mniejsza. Teraz firma staje się zakładnikiem szerszej geopolitycznej rozgrywki.

    Konsekwencje wyboru

    Decyzja SMIC będzie miała realny wpływ na rynek.
    Jeśli firma postawi na AI, może to oznaczać opóźnienia lub ograniczoną dostępność nowych smartfonów Huawei. To byłby cios dla jednej z najbardziej rozpoznawalnych chińskich marek konsumenckich na świecie.
    Jeśli priorytetem pozostanę telefony komórkowe, może to spowolnić rozwój krajowych projektów AI, które Pekin uważa za strategiczne dla bezpieczeństwa narodowego i przyszłej konkurencyjności gospodarki.

    To klasyczny przykład sytuacji „zero-jedynkowej”, w której nie da się mieć wszystkiego. Sankcje USA osiągnęły efekt odmienny od zamierzonego – nie zatrzymały rozwoju Chin, ale stworzyły wąskie gardło, które teraz zmusza krajowego giganta do bolesnych wyborów.

    Ciekawe jest to, że ten problem ujawnia wewnętrzne napięcia w chińskiej strategii technologicznej. Ambicje bycia liderem w kilku kluczowych dziedzinach jednocześnie napotykają twarde ograniczenia fizycznej produkcji.

    Dalszy rozwój tej sytuacji będzie kluczowym testem zarówno dla odporności chińskiego łańcucha dostaw półprzewodników, jak i dla skuteczności amerykańskiej polityki sankcji.

    Źródła

  • Stripe uwalnia 'Miniony’: Jak AI pisze kod i naprawia błędy zamiast ludzi

    Stripe uwalnia 'Miniony’: Jak AI pisze kod i naprawia błędy zamiast ludzi

    To nie jest eksperyment ani test w zamkniętym środowisku. Stripe, gigant płatności internetowych, na dobre zatrudnił sztuczną inteligencję jako… programistę. A właściwie całą ich armię. Nazwali ich 'Minionami’.

    Są to w pełni autonomiczne agenty kodujące, zaprojektowane do jednorazowego, kompleksowego wykonania zadania. W praktyce oznacza to, że dostają konkretny problem do rozwiązania, a potem same tworzą kod, testują go i generują gotowy 'pull request’ do zatwierdzenia. Aplikacje te wygenerowały już ponad tysiąc takich żądań scalenia kodu, które zostały zaakceptowane.

    Jak to działa w praktyce

    Wyobraźcie sobie prosty interfejs w wewnętrznym systemie do śledzenia błędów. Obok opisu usterki pojawia się przycisk 'Napraw to’. Naciskasz go i… właściwie to już wszystko. Minion przejmuje pałeczkę.

    Tworzy sobie automatycznie dedykowane środowisko programistyczne, analizuje problem, pisze kod naprawczy, a następnie przygotowuje całą dokumentację techniczną i prośbę o włączenie zmian do głównej gałęzi projektu. Cały proces jest w pełni zautomatyzowany.

    Skala działania robi wrażenie. Podczas ostatniego wewnętrznego 'Atlas Fix-It Week’, Miniony były odpowiedzialne za naprawę aż 30% wszystkich zgłoszonych błędów. Dwa tygodnie przed Retool Summit, te AI-agenci odpowiadali za 5% wszystkich 'pull requestów’ w firmie. To nie jest już margines – to stały element infrastruktury deweloperskiej.

    Nie całkiem bez nadzoru

    Choć proces jest zautomatyzowany, to nie znaczy, że jest pozbawiony kontroli. To kluczowy szczegół. Każda zmiana kodu stworzona przez Miniona jest ostatecznie przeglądana przez człowieka przed zatwierdzeniem.

    Stripe podkreśla, że to połączenie – automatyzacja mocy obliczeniowej AI z ostateczną decyzją i odpowiedzialnością człowieka – jest fundamentem tego systemu. Nie chodzi o zastąpienie programistów, ale o danie im supermocy.

    Programista w okularach pracuje przy biurku z dwoma monitorami, na których wyświetlany jest kod i wykresy. Na dużym ekranie w tle widnieje napis

    Ciekawe jest to, że sami inżynierowie Stripe zbudowali narzędzia do zarządzania Minionami, używając platformy Retool. To pozwala im monitorować zadania, zarządzać środowiskami i dokumentować cały proces.

    Swoją drogą, sama nazwa 'Miniony’ jest dosyć trafna. Nie chodzi o głupie roboty, ale o lojalnych, skutecznych pomocników, którzy wykonują żmudną pracę, by ich 'szefowie’ – prawdziwi programiści – mogli skupić się na bardziej złożonych i kreatywnych problemach.

    Co to oznacza dla branży?

    Wprowadzenie Minionów przez Stripe pokazuje, jak szybko ewoluuje koncepcja 'agentowego kodowania’. Z ekscytującej nowinki technologicznej staje się ona powoli standardowym narzędziem w arsenale dużych firm technologicznych.

    Gdy bazowe modele językowe stają się coraz lepsze, firmy takie jak Stripe nie czekają biernie. Budują na nich całe systemy produkcyjne, które realnie wpływają na codzienną pracę i tempo rozwoju oprogramowania.

    Nie chodzi tutaj o generowanie pojedynczych linijek kodu na żądanie. Miniony to systemy zdolne do samodzielnego wykonania całego, złożonego zadania – od diagnozy po gotową propozycję rozwiązania. To zupełnie inny poziom integracji AI.

    Jaka jest przyszłość?

    Wyniki są na tyle obiecujące, że można się spodziewać, iż inne firmy pójdą w ślady Stripe. Pięć procent wszystkich żądań scalenia kodu to już konkretny wskaźnik produktywności. Trzydzieści procent automatycznie naprawianych błędów podczas specjalnego tygodnia to realna oszczędność czasu i pieniędzy.

    Pytanie brzmi, jak daleko można ten proces posunąć. Jak złożone zadania można bezpiecznie powierzyć takim agentom? Gdzie jest granica między pomocą a pełną autonomią?

    Stripe na razie daje jasną odpowiedź: ludzka kontrola jest nieusuwalna. Miniony są potężnymi narzędziami, ale ostateczna decyzja i odpowiedzialność spoczywa na programistach. To rozsądne podejście, które łączy innowację z bezpieczeństwem.

    Kto by pomyślał, że największą supermocą programisty może okazać się umiejętność zarządzania armią wirtualnych pomocników? Wygląda na to, że przyszłość kodowania właśnie nadeszła. I jest pełna Minionów.

    Źródła

  • Backslash pozyskuje 19 milionów dolarów na zabezpieczenie „vibe coding”

    Backslash pozyskuje 19 milionów dolarów na zabezpieczenie „vibe coding”

    Sprawa wygląda tak. W świecie bezpieczeństwa aplikacji pojawił się nowy, dość specyficzny gracz. Firma Backslash Security z Tel Awiwu w Izraelu ogłosiła właśnie, że zgarnęła 19 milionów dolarów od inwestorów. To runda Serii A, a całość zebranego kapitału przekracza już 27 milionów dolarów, co stanowi efekt rundy seedowej w wysokości 8 milionów dolarów.

    Rundę poprowadził fundusz KOMPAS VC. Do gry dołączyli też Maniv, Artofin Venture Capital oraz dotychczasowi inwestorzy: StageOne Ventures i First Rays Capital. Firma ogłosiła również dołączenie Rona Zorana, byłego dyrektora generalnego Check Point Software Technologies, do swojej rady nadzorczej.

    A co właściwie robi Backslash? Ich nazwa może kojarzyć się ze znakiem specjalnym w kodzie, ale działalność jest bardzo konkretna. Założona firma buduje platformę zabezpieczającą tzw. vibe coding oraz AI-natywny rozwój aplikacji.

    Czym jest vibe coding?

    To tu zaczyna się ciekawa część. Vibe coding to nieformalne określenie na nowy sposób tworzenia oprogramowania, który wyłonił się wraz z powszechnym użyciem narzędzi AI. Chodzi o procesy, gdzie programiści współpracują z agentami AI, modelami językowymi (LLM) czy narzędziami takimi jak MCP (Model Context Protocol) bezpośrednio w środowiskach programistycznych (IDE). Według raportu Gartnera, do 2028 roku 40% nowego oprogramowania produkcyjnego w przedsiębiorstwach będzie tworzone przy użyciu technik i narzędzi vibe coding.

    Backslash twierdzi, że ta zmiana paradygmatu rodzi zupełnie nowe ryzyka. Ich platforma ma zabezpieczać cały ten ekosystem – od IDE, przez przepływy pracy oparte na promptach, po mechanizmy kontroli i zarządzania.

    AI has fundamentally changed how software is built regardless of industry and is dramatically increasing security risk – powiedziała Talia Rafaeli, Partner w KOMPAS VC. – Backslash’s purpose-built platform is addressing this shift with a new security model designed for AI-driven development from day one.

    Co robi platforma?

    Zespół pracowników firmy BACKSL/CH słucha prezentacji na temat platformy Secure Vibe Coding Platform, która oferuje AI-Assisted Development i Threat Detection Module.

    Według firmy, ich rozwiązanie oferuje kompleksowy widok na cały stos technologiczny związany z rozwojem AI. Konsoliduje wiele punktów kontroli bezpieczeństwa w jednym produkcie.

    Kluczowe możliwości platformy to m.in.:

    • Szczegółowe monitorowanie zdarzeń w procesie rozwoju.
    • Nakładanie granic i zabezpieczeń na różne używane narzędzia.
    • Wykrywanie, ochronę przed i reagowanie na złośliwe zachowania.

    Warto dodać, że celem jest zabezpieczenie całej powierzchni ataku już od samego początku, przez cały cykl życia rozwoju oprogramowania.

    Plany na przyszłość

    Z pozyskanych pieniędzy firma planuje przede wszystkim rozbudować zespół badawczo-rozwojowy i zwiększyć swoje operacje. Środki posłużą też do pogłębienia możliwości samej platformy.

    Nie chodzi jednak tylko o rozwój techniczny. Backslash zamierza znacząco przyspieszyć działania rynkowe, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, a następnie w Europie. To pokazuje, że widzą realną komercyjną szansę na sprzedaż swojego rozwiązania dużym organizacjom.

    Czy jest na to zapotrzebowanie? Wygląda na to, że tak. Szybkie wdrażanie narzędzi generatywnej AI do procesów developerskich stworzyło wyraźną lukę w zabezpieczeniach. Tradycyjne metody często nie nadążają za nowymi wektorami ataków czy po prostu nowymi sposobami wprowadzania podatności przez… pomocne asystenty AI.

    Swoją drogą, sam termin "vibe coding" brzmi trochę jak żargon z Doliny Krzemowej, ale dobrze oddaje istotę rzeczy – bardziej płynną, intuicyjną współpracę człowieka z maszyną przy pisaniu kodu. I właśnie to nowe środowisko pracy Backslash chce chronić.

    Izraelska scena startupów bezpieczeństwa znów pokazuje swoją siłę. To kolejny przykład firmy, która próbuje przewidzieć i zaadresować problemy, zanim staną się powszechne. Czy im się uda? Na odpowiedź przyjdzie nam poczekać, ale 19 milionów dolarów od doświadczonych funduszy venture capital to mocny sygnał, że inwestorzy wierzą w ich wizję.

    Źródła

  • Pięć kluczowych trendów dostępności na 2026 rok: od AI agentów do Europejskiego Aktu o Dostępności

    Pięć kluczowych trendów dostępności na 2026 rok: od AI agentów do Europejskiego Aktu o Dostępności

    Jonathan Hassell, CEO firmy Hassell Inclusion, specjalizującej się w dostępności cyfrowej, przedstawił właśnie swoje prognozy na nadchodzący rok. Jego pięć głównych trendów pokazuje, że dostępność przestaje być tylko tematem dla specjalistów – staje się centralnym zagadnieniem dla każdego marketera i stratega cyfrowego.

    I trzeba przyznać, że ten rok będzie szczególnie ciekawy. Europejski Akt o Dostępności (EAA) wszedł w życie, a sztuczna inteligencja zmienia zasady gry w sposób, którego jeszcze rok temu nikt do końca nie przewidział.

    EAA: Nie tylko teoria, ale i egzekucja

    W zeszłym roku mówiło się głównie o wejściu w życie Europejskiego Aktu o Dostępności. Teraz zaczyna się prawdziwa zabawa, czyli monitoring i egzekwowanie. Wiele krajów UE powołało już organy nadzorcze, a w 2025 roku publikowały one swoje plany działania.

    Ryzyko dla firm zależy teraz głównie od kraju, w którym działają, oraz od tego, czy one same, czy ich konkurenci, staną się większym celem dla regulatorów.

    Hassell podkreśla, że organizacje muszą ostrożnie oceniać swoje ryzyko, najlepiej z pomocą strategicznych ekspertów od dostępności, a nie tylko sprzedawców narzędzi czy audytów. Chodzi o realną strategię, a nie o odhaczenie pola.

    Dostępność = widoczność dla AI

    To może być najważniejsza rzecz, jaką przeczytasz dziś o marketingu. Tworzenie treści pod SEO powoli przechodzi do lamusa. Teraz liczy się bycie widocznym w podsumowaniach generowanych przez sztuczną inteligencję.

    Okazuje się, że podstawowe wymagania dostępności – jak tytuły strony, nagłówki, opisy meta, tekst alternatywny dla obrazów, transkrypcje, czytelne linki – znacznie zwiększają szansę, że AI zrozumie i wyprominuje twoją treść. Spróbuj zapytać Copilota lub Gemini o coś konkretnego – najpierw wyświetli się to, co jest dla nich najłatwiejsze do przetworzenia.

    Co więcej, dotyczy to wszystkich rodzajów treści. Na przykład dodanie rozdziałów z jasnymi opisami w filmach i podcastach nie tylko pomaga użytkownikom w nawigacji, ale także sprawia, że treść jest bardziej „skanowalna” dla algorytmów.

    Świat poza stroną internetową

    Hassell celowo mówi coraz częściej o „treści”, a nie o „stronie internetowej czy aplikacji”. Rozwój agentycznych narzędzi AI oznacza, że klienci mogą coraz częściej uzyskiwać bezpośredni dostęp do treści i dokonywać transakcji, nawet nie odwiedzając strony.

    Aby zaistnieć w tym nowym świecie, marki potrzebują, aby agenci AI mogli łatwo rozpoznać dwie kluczowe rzeczy: ich dane (produkty, ceny) oraz proces transakcji. Dostępny, czytelny dla czytników ekranu proces zakupu sprawia, że strona jest bardziej „zdatna do zeskrobania” przez agentów.

    Dostępność wykracza też daleko poza ekran. Rozwój urządzeń takich jak okulary Meta Ray-Ban, rzeczywistość wirtualna i rozszerzona oraz Internet Rzeczy oznacza, że dostępność musi być brana pod uwagę w większej liczbie formatów niż kiedykolwiek wcześniej.

    Transparentność w epoce AI

    Jeśli chodzi o AI, kluczowym słowem jest „zaufanie”. Dotyczy to zwłaszcza osób o szczególnych potrzebach. Weźmy na przykład chatboty. Ważne jest, aby użytkownicy wiedzieli, kiedy rozmawiają z AI, a nie z człowiekiem.

    Nazywanie chatbota ludzkim imieniem i używanie awatara człowieka może wydawać się sposobem na zbudowanie zaufania, ale jeśli nie jesteś w tym szczery, efekt jest odwrotny. Szczególnie w przypadku wrażliwych użytkowników.

    Dlatego trzeba być otwartym w kwestii używania AI i upewnić się, że ludzie wiedzą, jak tworzone są treści i odpowiedzi. To buduje prawdziwe zaufanie.

    AI potrzebuje człowieka

    I wreszcie, po całej tej rozmowie o AI, co z ludźmi? Jak zauważa Hassell, dla wielu osób z niepełnosprawnościami możliwość rozmowy z żywym człowiekiem jest w dobrej obsłudze klienta niepodlegająca negocjacji.

    AI musi umieć rozpoznać, kiedy potrzebna jest interwencja człowieka. Na przykład, co się stanie, gdy ktoś z dysleksją będzie miał problem z literowaniem? Czy chatbot od razu powie „komputer mówi nie”, pozostawiając klienta bez pomocy?

    AI potrzebuje ludzi, zwłaszcza osób z niepełnosprawnościami, aby wnosić człowieczeństwo do pomysłów na produkty i kampanie. To zapewnia, że tworzymy rzeczy, które są potrzebne, a nie tylko dlatego, że są możliwe technicznie.

    Potrzebni są też ludzie, którzy będą współpracować z AI, aby sprawdzić niuanse, cel i dokładność dostarczanych przez nią treści. Do prawdziwej dostępności potrzebujemy autentycznego doświadczenia życiowego, technologicznej bystrości i wiedzy biznesowej połączonych w sojuszu.

    Dostępność powinna być Twoją strategiczną inwestycją w 2026 roku – podsumowuje Hassell.

    Te trendy pokazują, że AI zrewolucjonizowała sposób, w jaki wchodzimy w interakcje z markami i jak podchodzimy do dostępności. Dostępność staje się niezbędna, aby uniknąć ryzyk prawnych i utraty przychodów wynikającej z wykluczenia.

    Najlepsza rada? Nie gonić ślepo za trendami bez solidnej strategii dostępności. Tylko dowiadując się, czego naprawdę potrzebują użytkownicy i jakie narzędzia będą najkorzystniejsze, można zobaczyć, jak dostępność może pomóc odnieść sukces w 2026 roku.

    Źródła

  • Nowa obsesja internetu to koszmar dla bezpieczeństwa firm. Plus przegląd nowości HR Tech

    Nowa obsesja internetu to koszmar dla bezpieczeństwa firm. Plus przegląd nowości HR Tech

    W sieci pojawiła się nowa platforma społecznościowa, która generuje ogromny szum, choć jej użytkownicy nawet nie oddychają. Mowa o Moltbook – miejscu, gdzie autonomiczni agenci AI, działający w ekosystemie OpenClaw (wcześniej znanym jako Moltbot lub Clawdbot), publikują aktualizacje, wymieniają się poradami i wchodzą w interakcje w sposób łudząco przypominający ludzi na Facebooku czy Reddicie. To zjawisko jest fascynujące, ale dla liderów HR i bezpieczeństwa IT może oznaczać nadchodzącą migrenę.

    Najciekawsze miejsce w internecie?

    Zjawisko to przyciągnęło uwagę wielu obserwatorów. Sprawa nabrała takiego rozpędu, że głos zabrali już znani przedstawiciele świata technologii, w tym Elon Musk czy twórca projektu Matt Schlicht. Co ciekawe, Moltbot (wcześniej znany jako OpenClaw czy Clawdbot) to osobisty asystent AI, nad którym kontrolę przekazał jego twórca, Matt Schlicht.

    Narzędzie to łączy się z cyfrowymi zasobami użytkownika i działa w jego imieniu: zarządza kalendarzem, tworzy szkice e-maili, przegląda sieć, a nawet robi zakupy online. W styczniu projekt stał się wiralem – mówi się o 1,5 miliona agentów i ponad 110 tysiącach postów na platformie.

    Dlaczego działy HR powinny się martwić?

    Tutaj zaczynają się schody. Pracownicy coraz chętniej eksperymentują z agentami AI, które działają autonomicznie. Brzmi świetnie pod kątem produktywności, prawda? Problem w tym, że te narzędzia wymagają dostępu do niemal wszystkiego.

    Aby działać zgodnie z założeniami, narzędzie tego typu może potrzebować dostępu do plików systemowych, danych uwierzytelniających, haseł, kluczy API, historii przeglądarki oraz wszystkich plików i folderów w systemie – ostrzegają eksperci.

    Wyobraźcie sobie pracownika, który uruchamia takiego agenta na służbowym laptopie. Moltbook dodaje do tego warstwę społecznościową, gdzie agenci mogą – teoretycznie bez nadzoru człowieka – udostępniać wrażliwe dane w publicznych postach. Istnieje też ryzyko, że ataki nie będą już tylko jednorazowymi incydentami, ale mogą stać się atakami o opóźnionym zapłonie.

    Co można z tym zrobić?

    Nie ma sensu wpadać w panikę, ale ignorowanie tematu to najgorsza strategia. Narzędzia takie jak Moltbot niekoniecznie zostały zaprojektowane do użytku w ekosystemie korporacyjnym.

    Liderzy HR powinni podjąć kilka konkretnych kroków:

    • Przejrzeć polityki użytkowania sprzętu, uwzględniając nie tylko chatboty generatywne (jak ChatGPT), ale specyficznie autonomicznych agentów AI.
    • Skonsultować się z działami IT, aby sprawdzić, czy narzędzia typu Moltbot są już aktywne w firmowej sieci.
    • Rozpocząć prace nad zasadami zarządzania tzw. „agentic AI”, które wykraczają poza proste ramy „wpisz prompt i otrzymaj odpowiedź”.

    Przegląd branżowy – co jeszcze słychać?

    Na koniec informacja dla innowatorów: ruszyły nominacje do nagrody 2026 Top HR Tech Products of the Year. To coroczny konkurs organizowany przez HR Executive i HR Tech, który wyróżnia najbardziej przełomowe rozwiązania na rynku.

    Źródła

  • Super Bowl 2026: Czy reklamy za miliony sprawią, że Amerykanie w końcu pokochają AI?

    Super Bowl 2026: Czy reklamy za miliony sprawią, że Amerykanie w końcu pokochają AI?

    Jeśli oglądaliście tegoroczny Super Bowl, pewnie zauważyliście coś więcej niż tylko futbol i występy gwiazd. Przerwy reklamowe zamieniły się w prawdziwy festiwal sztucznej inteligencji. Giganci technologiczni postanowili wydać fortunę, żeby przekonać nas – a konkretnie dość sceptycznych Amerykanów – że AI to nie zagrożenie, ale pomocna dłoń.

    Wielka ofensywa uroku

    To naprawdę ciekawe zjawisko. Firmy takie jak OpenAI (ChatGPT), Google (Gemini) czy Anthropic (twórcy Claude'a) nie reklamowały po prostu "szybszych procesorów". Ich cel był znacznie bardziej subtelny. Washington Post zauważa, że te spoty miały za zadanie "egzorcyzmować" lęk przed technologią. Chodzi o to, by pokazać AI jako narzędzie dla zwykłych ludzi, a nie tylko dla programistów z Doliny Krzemowej.

    Co więcej, skala wydatków jest porażająca. Firmy wpompowały w te działania miliardy dolarów, licząc na to, że 30-sekundowy spot w trakcie najważniejszego wydarzenia sportowego w USA zmieni nastawienie społeczne.

    Reklamy stworzone przez roboty?

    Ale tutaj robi się jeszcze ciekawiej. Niektóre marki nie tylko mówiły o AI, ale pozwoliły AI przejąć stery. Weźmy na przykład markę wódki Svedka.

    Ich reklama "Shake Your Bots Off", w której wystąpiły roboty Fembot i Brobot, była pierwszym ogólnokrajowym spotem na Super Bowl stworzonym głównie przez sztuczną inteligencję. Oczywiście, nie stało się to magicznie w jedną noc.

    Prace nad spotem Svedki trwały cztery miesiące i wymagały ścisłej współpracy z ludźmi odpowiedzialnymi za scenariusz – donoszą źródła.

    Szybkość, która zawstydza tradycyjne agencje

    Z drugiej strony mamy Artlist, który postanowił pokazać, jak szybko ta technologia ewoluuje. Ich zespół stworzył reklamę w całości we własnym zakresie, używając swojego AI Toolkit. Wiecie, ile im to zajęło? Zaledwie 5 dni. Dla porównania, tradycyjne reklamy na Super Bowl powstają miesiącami.

    Artlist poszedł nawet o krok dalej, angażując społeczność:

    • Uruchomili wyzwanie dla twórców z pulą nagród 60 000 dolarów.
    • Uczestnicy mają czas do 18 lutego na stworzenie własnych reklam w stylu "Big Game".
    • Jedyny warunek? Muszą użyć ich narzędzi AI.

    Czy te reklamy faktycznie sprawią, że Amerykanie przestaną bać się buntu maszyn? Trudno powiedzieć. Ale jedno jest pewne: tegoroczny finał pokazał, że AI w marketingu przestało być tylko ciekawostką, a stało się głównym graczem.

    Źródła

  • Sztuczna inteligencja utknęła w przeszłości. Generatory AI wciąż widzą neandertalczyków jako małpoludy

    Sztuczna inteligencja utknęła w przeszłości. Generatory AI wciąż widzą neandertalczyków jako małpoludy

    Jeśli poprosicie sztuczną inteligencję o wygenerowanie obrazu neandertalczyka, prawdopodobnie otrzymacie wynik, który naukowcy odrzucili dekady temu. Badanie przeprowadzone przez Matthew Magnaniego z University of Maine i Jona Clindaniela z University of Chicago rzuca nowe światło na to, jak AI „rozumie” naszą prehistorię. Wyniki są, delikatnie mówiąc, zaskakujące.

    Publikacja, która ukazała się w lutym 2026 roku na łamach Advances in Archaeological Practice, punktuje technologię za powielanie mitów, z którymi archeolodzy walczą od lat.

    Masowy test prawdy

    Badacze nie ograniczyli się do kilku zapytań. Przeprowadzili szeroko zakrojony eksperyment, wykorzystując generatory obrazów DALL-E 3 oraz model tekstowy GPT-3.5. Zespół przygotował cztery różne prompty – dwa z nich prosiły o naukową dokładność, a dwa były ogólnymi prośbami o sceny z życia neandertalczyków. Każde zapytanie zostało uruchomione aż sto razy.

    Rezultaty? Okazało się, że „wiedza” sztucznej inteligencji ma ogromne luki. Zespół porównał każdy wynik z recenzowanymi badaniami naukowymi dotyczącymi diety, ubioru, narzędzi i budowy ciała naszych przodków. W jednej z grup zapytań znaczna część tekstów generowanych przez AI stała w sprzeczności z obecną wiedzą archeologiczną.

    Neandertalczyk czy bestia?

    Najbardziej rzuca się w oczy sposób, w jaki AI wizualizuje neandertalczyków. Zamiast wyprostowanych, podobnych do nas ludzi, których znamy ze współczesnych rekonstrukcji, ekrany zalały postacie zgarbione, mocno owłosione i o małpich rysach twarzy.

    To wizja, która dominowała w nauce na przełomie XIX i XX wieku, a nie w 2026 roku. Co ciekawe, badacze zauważyli specyficzną rozbieżność czasową w źródłach, z których czerpią algorytmy:

    • Teksty (ChatGPT) często odzwierciedlały stan wiedzy z lat 60. XX wieku.
    • Obrazy (DALL-E 3) stylistycznie przypominały rekonstrukcje popularne na przełomie lat 80. i 90.

    Co więcej, AI ma tendencję do fantazjowania na temat technologii. W wygenerowanych scenach pojawiały się przedmioty, które absolutnie nie pasują do epoki.

    Niektóre wyniki zawierały obiekty z dużo późniejszych okresów. Na obrazach pojawiały się plecione kosze, metalowe narzędzia, a nawet przedmioty ze szkła – materiały, które nie mają racji bytu w kontekście neandertalskim.

    Problem tkwi w danych

    Dlaczego tak zaawansowana technologia popełnia tak podstawowe błędy? Magnani i Clindaniel wskazują na prozaiczną przyczynę: dostępność danych. Nowoczesne, przełomowe badania archeologiczne są często ukryte za paywallami (płatnym dostępem) w specjalistycznych czasopismach.

    Z drugiej strony, starsze książki, artykuły i ilustracje są szeroko dostępne w domenie publicznej lub w otwartym internecie. AI uczy się więc na tym, co jest łatwo dostępne, a to niestety często oznacza materiały przestarzałe. To klasyczny przykład tego, jak cyfrowy dostęp do wiedzy kształtuje – lub w tym przypadku zniekształca – naszą wizję przeszłości.

    Gdzie są kobiety i dzieci?

    Badanie ujawniło jeszcze jeden niepokojący aspekt – stronniczość społeczną. W wygenerowanych scenach dominowali dorośli mężczyźni. Kobiety i dzieci pojawiały się rzadko, co drastycznie spłyca obraz życia społecznego neandertalczyków.

    To powielenie schematów ze starej literatury, gdzie rola kobiet i dzieci była często pomijana lub marginalizowana. Kiedy AI bezkrytycznie powiela te wzorce, utrwala fałszywy, wąski obraz dawnych społeczności, co może być problematyczne, jeśli takie obrazy trafią do materiałów edukacyjnych czy muzeów.

    Źródła

  • Kiedy twoje hobby z AI staje się supermemem – Wall Street Journal analizuje nowy trend

    Kiedy twoje hobby z AI staje się supermemem – Wall Street Journal analizuje nowy trend

    W dyskusjach o przyszłości technologii i wizjach roku 2026 zwraca się uwagę na fascynujące zjawisko. Temat „When Your AI Hobby Becomes a Supermeme” (Kiedy twoje hobby z AI staje się supermemem) rzuca światło na to, jak niewinne zabawy z generatywną sztuczną inteligencją wymykają się spod kontroli, tworząc nową kategorię treści w internecie.

    To ciekawy moment dla branży technologicznej. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy o wydajności i wynikach finansowych gigantów, a teraz uwaga przesuwa się na to, co zwykli ludzie robią z tą technologią w domowym zaciszu.

    Narodziny supermema

    Samo pojęcie „supermema” w kontekście AI brzmi intrygująco. Sugeruje ono, że tradycyjne memy, które znaliśmy do tej pory, ewoluowały dzięki możliwościom generatywnym. Nie chodzi już tylko o doklejenie napisu do obrazka. Mówimy tu o złożonych, wielowarstwowych kreacjach, które powstają w ułamku sekundy i rozprzestrzeniają się z prędkością, jakiej algorytmy mediów społecznościowych wcześniej nie widziały.

    Co więcej, zauważa się, że granica między twórcą a konsumentem zaciera się coraz bardziej. Twoje popołudniowe eksperymenty z nowym modelem językowym lub generatorem wideo mogą stać się viralem, zanim w ogóle zdążysz o tym pomyśleć. To już nie jest hobby dla garstki entuzjastów kodowania, ale masowa rozrywka.

    Portret kobiety z cybernetycznymi elementami w głowie i szyi, otoczonej przez futurystyczny interfejs z danymi.

    Rok 2026 w technologii

    Warto dodać kontekst czasowy. W tym scenariuszu jesteśmy w lutym 2026 roku i krajobraz AI wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze dwa lata temu. O ile wielkie firmy wciąż wydają miliardy na infrastrukturę – co zresztą często podkreśla się w analizach finansowych – to prawdziwa rewolucja dzieje się na poziomie użytkownika końcowego.

    Analiza tego zjawiska pokazuje, jak bardzo technologia przeniknęła do naszej codzienności, stając się elementem języka, którym porozumiewamy się w sieci.

    Ciekawe jest to, jak bardzo zmieniło się postrzeganie samej sztucznej inteligencji. Zamiast obaw o przejęcie miejsc pracy, coraz częściej dyskutujemy o jej roli w kształtowaniu popkultury. Swoją drogą, termin „supermeme” może na stałe wejść do słownika socjologów badających internet.

    Co to oznacza dla nas?

    Analiza tego trendu dotyka ważnej kwestii: demokratyzacji kreatywności. Jeśli twoje hobby – polegające na wpisywaniu dziwnych promptów do modelu AI – może wpłynąć na globalne trendy, to znaczy, że definicja „twórcy internetowego” właśnie uległa redefinicji. Nie potrzebujesz studia nagraniowego ani drogiego sprzętu. Wystarczy dobry pomysł i dostęp do odpowiedniego modelu.

    Zjawisko to pokazuje też, że technologia, która miała służyć optymalizacji pracy, znalazła swoje drugie, być może nawet barwniejsze życie w sferze rozrywki. Supermemy to dowód na to, że ludzka kreatywność w połączeniu z mocą obliczeniową daje rezultaty, których nie przewidzieli nawet sami twórcy tych systemów.

    Źródła

  • Szef Banku Kanady ostrzega: AI może odciąć drabinę rozwoju dla Pokolenia Z

    Szef Banku Kanady ostrzega: AI może odciąć drabinę rozwoju dla Pokolenia Z

    Szef Banku Kanady o AI: wczesne sygnały zmian na rynku pracy dla młodych

    Tiff Macklem, szef Banku Kanady, analizuje kwestię przyszłości młodych pracowników. Podczas swojego wystąpienia zatytułowanego „Structural change—Canada at a crossroads” wskazał na wczesne dowody zjawiska, które może dotknąć osoby wchodzące na rynek pracy. Chodzi o to, że sztuczna inteligencja może zacząć przejmować zadania, które tradycyjnie były poligonem doświadczalnym dla stażystów i juniorów.

    I tu pojawia się problem. Jeśli AI wykonuje „czarną robotę”, na której nowicjusze uczyli się fachu, to gdzie mają zdobyć to pierwsze, kluczowe doświadczenie?

    Pułapka „wzrostu bez zatrudnienia”

    Zjawisko to określa się terminem „jobless growth”. To sytuacja, w której gospodarka rośnie, firmy zarabiają więcej, ale wcale nie potrzebują do tego większej liczby rąk do pracy. A przynajmniej nie ludzkich rąk.

    Macklem zauważa, że choć na razie nie widzimy jeszcze trzęsienia ziemi na rynku pracy, można dostrzec pewne wczesne dowody zmian. Firmy coraz chętniej automatyzują proste procesy.

    Możemy dostrzegać pewne wczesne dowody na to, że AI ogranicza liczbę stanowisk dla początkujących w niektórych zawodach – stwierdził szef Banku Kanady.

    To może tworzyć barierę wejścia, której przeskoczenie może być dla wielu młodych ludzi trudne. Bezrobocie wśród młodzieży może rosnąć nie dlatego, że nie chcą pracować, ale dlatego, że pierwszy szczebel drabiny kariery ulega cyfryzacji.

    To nie tylko wina algorytmów

    Co ciekawe, Macklem podkreśla, że zwalanie całej winy na ChatGPT czy inne modele językowe byłoby uproszczeniem. Sytuacja jest bardziej skomplikowana. Na trudną sytuację młodych wpływają też inne czynniki:

    • Zmiany w globalnym handlu
    • Kwestie demograficzne
    • Ogólna kondycja gospodarki

    Trudno więc precyzyjnie oddzielić, gdzie kończy się wpływ AI, a zaczynają inne problemy makroekonomiczne. Jednak efekt końcowy jest ten sam: coraz mniej ofert dla osób bez bogatego CV.

    Ucieczka do przodu

    Czy to oznacza, że młodzi są na straconej pozycji? Niekoniecznie, ale zasady gry uległy zmianie. Zamiast walczyć z AI, muszą nauczyć się nią władać. To już nie jest opcja dodatkowa, a powoli wymóg konieczny.

    Wygląda na to, że sposobem na uniknięcie pułapki, o której mówi Macklem, jest stanie się operatorem technologii, która te miejsca pracy zabiera.

    Źródła