Muzyka z maszyny. Czy sztuczna inteligencja stworzy nam nowe przeboje?

Muzyka z maszyny. Czy sztuczna inteligencja stworzy nam nowe przeboje?

Na Spotify, Apple Music czy YouTube można już bez problemu trafić na playlisty z muzyką stworzoną przez algorytmy. Nie chodzi o proste podkłady, a o pełnoprawne piosenki z wokalami, które brzmią tak przekonująco, że wprowadzają słuchaczy w błąd. To nie science fiction, tylko teraźniejszość.

Ciekawe jest to, że słuchacze często nie mają o tym pojęcia. Rozmaite demonstracje możliwości AI pokazują, że wygenerowana muzyka może brzmieć niezwykle przekonująco. Pojawiają się głosy, że dla wielu liczy się po prostu brzmienie i emocje, które dana piosenka wywołuje. Skąd pochodzi, ma drugorzędne znaczenie.

Kwestia praw i autorstwa

W odpowiedzi na ten trend rodzą się też kontrowersje i nowe regulacje. Platformy streamingowe, takie jak Spotify, integrują treści i narzędzia oparte na sztucznej inteligencji. Nie wszyscy są z tego zadowoleni. Wielu twórców i fanów zarzuca tym platformom, że zasady są zbyt mało precyzyjne. Gdzie postawić granicę? Co jeśli artysta używa AI tylko jako narzędzia, a nie zastępcy?

Co więcej, giganty technologiczne pracują nad rozwiązaniami, które uporządkują ten bałagan. Doniesienia prasowe wskazują, że OpenAI pracuje nad zaawansowanym narzędziem do generowania muzyki na podstawie opisów tekstowych i próbek dźwięku. Projekt znajduje się we wczesnej fazie rozwoju.

Wyobraźcie sobie algorytm, który potrafi określić, że nowy utwór w 30% czerpie z twórczości Beatlesów, a w 15% z brzmień współczesnego popu. To mogłoby ułatwić rozliczanie tantiem i ochronę praw autorskich, które teraz stanowią ogromną szarą strefę.

Emocje bez emocji?

Mężczyzna w słuchawkach pracuje przy komputerze w pomieszczeniu serwerowym, na ekranach widoczne są fale dźwiękowe i sekwencer muzyczny, obok stoją szafy serwerowe z tabliczką

Kluczowe pytanie, które wraca w każdej dyskusji, brzmi: czy muzyka z algorytmu może nas poruszyć tak samo głęboko? Czy łzy, gęsia skórka czy przypływ energii są w stanie wywołać dźwięki zaprojektowane przez maszynę, która tych uczuć nigdy nie doświadczyła?

Dla jednych to herezja. Muzyka to przecież esencja człowieczeństwa, zapis duszy i doświadczeń. Dla innych to naturalna ewolucja. Przecież kompozytorzy od wieków używają narzędzi – od pióra i papieru, przez syntezatory, po cyfrowe stacje robocze. AI to tylko kolejne, potężniejsze narzędzie w tym łańcuchu.

Warto dodać, że rozmowa o tym nie jest abstrakcyjna. Audycje radiowe poświęcają temu tematowi całe programy. Zapraszają słuchaczy do dyskusji o granicach między technologią a człowiekiem.

Czy świadomie godzimy się na zastępowanie człowieka przez AI? – pytał prowadzący jednej z audycji.

Odpowiedź nie jest prosta. Z jednej strony mamy dostęp do nieskończonej, taniej i natychmiastowej muzyki na żądanie. Wpiszemy w generator „smutna ballada rockowa w stylu lat 90.” i za chwilę mamy gotowy utwór. Z drugiej strony ryzykujemy zatracenie tego, co w sztuce najcenniejsze – autentycznego, niedoskonałego, ludzkiego przekazu.

Co dalej?

Wygląda na to, że muzyka AI nie zniknie. Będzie jej tylko więcej. Pytanie, jak jako słuchacze i jako społeczeństwo się do tego ustosunkujemy. Czy stworzymy oddzielne kategorie, playlisty „Czysto ludzkie” i „Wspomagane AI”? Czy może przestaniemy w ogóle zwracać na to uwagę, tak jak dziś nie zastanawiamy się, czy zdjęcie było zrobione aparatem analogowym, czy cyfrowym?

Jedno jest pewne. Technologia zmusza nas do przemyślenia na nowo podstawowych pojęć: kreatywności, autorstwa i wartości sztuki. To fascynujący, choć nieco przerażający moment. Słuchać czy nie? Decyzja należy do każdego z nas.

Źródła

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *