Tag: openclaw

  • Twórca OpenClaw o „vibe coding”: To obelga, która deprecjonuje umiejętność

    Twórca OpenClaw o „vibe coding”: To obelga, która deprecjonuje umiejętność

    Peter Steinberger, programista, który w swoim wiedeńskim salonie stworzył jeden z najszybciej rozwijających się projektów open source na GitHubie, ma dosyć jednego terminu. Chodzi o „vibe coding”, czyli intuicyjne promptowanie modeli AI do generowania kodu. Dla niego to „obelga”, która ma sprawiać, że programowanie z pomocą sztucznej inteligencji brzmi banalnie łatwo. Jego słowa nabierają szczególnej wagi, bo właśnie został gwiazdowym nabytkiem OpenAI. To opowieść o tym, jak pewien developer, wydający 20 tysięcy dolarów miesięcznie z własnej kieszeni, przekonał do siebie szefów największych firm technologicznych świata.

    Czym jest OpenClaw i jak podbił GitHub?

    Historia projektu, który pierwotnie nazywał się Clawdbot (nawiązanie do Claude’a Code), a potem Moltbot, to gotowy materiał na film. W ciągu niecałych trzech miesięcy zdobył niemal 196 tysięcy gwiazdek na GitHubie, stając się najszybciej rosnącym repozytorium open source. Do rozwoju przyczyniło się ponad 600 współtwórców i ponad 10 tysięcy commitów.

    To nie był jednak spokojny rozwój. Projekt przetrwał spór o znak towarowy, ataki crypto scammerów, którzy przejęli repozytorium, a także poważną lukę bezpieczeństwa umożliwiającą zdalne wykonanie kodu. Tuż przed ogłoszeniem zatrudnienia Steinbergera, luka została załatana ponad 40 poprawkami. Sam Steinberger budował OpenClaw, uruchamiając jednocześnie od 4 do 10 agentów AI do kodowania. W samym styczniu 2026 roku nagromadził 6600 commitów, nazywając siebie „największym nieopłacanym promotorem Codexa”.

    „Vibe coding” to słowo na „L”? Kontrowersje wokół terminu

    Termin „vibe coding” spopularyzował Andrej Karpathy, były szef AI w Tesli. Jednak, jak przyznaje sam Karpathy, przyszłość należy do „inżynierii agentycznej” (agentic engineering). To właśnie to określenie preferuje Steinberger.

    • Dlaczego „vibe coding” jest tak problematyczne? W podcaście OpenAI „Builders Unscripted” Steinberger wyjaśnił, że termin ten jest używany przez tradycjonalistów do deprecjonowania nowego podejścia. „Są ludzie, którzy piszą oprogramowanie w stary sposób, a stary sposób odejdzie. Nazywają to 'vibe coding’. Myślę, że 'vibe coding’ to obelga” – stwierdził.

    Jego zdaniem, słowo to implikuje, że chodzi o bezmyślne „wibrowanie” z maszyną, a nie o prawdziwą umiejętność. „Nie rozumieją, że to jest umiejętność” – podkreślił, porównując kodowanie z AI do nauki gry na gitarze. Na początku wydaje się trudne, ale z czasem i praktyką staje się drugą naturą. Steinberger posunął się nawet do tego, że – jak przyznał w rozmowie – wysyła do produkcji kod wygenerowany przez AI, nawet go nie czytając. „Większość kodu jest nudna” – uzasadnił, dodając, że ma już dobre wyczucie tego, co model napisze.

    Do krytyki terminu przyłączył się też Andrew Ng, były naukowiec Google Brain, nazywając go „niefortunnym” i „mylącym”. Paradoksalnie, w 2025 roku słowo „vibe coding” trafiło do słownika Collinsa jako „słowo roku”.

    Wojny o agentów: Zuckerberg vs. Altman, Google vs. cały świat

    Sukces OpenClawa nie uszedł uwadze największych graczy. Steinberger przyznał, że kontaktowali się z nim przedstawiciele wszystkich czołowych laboratoriów AI. Meta – gdzie Mark Zuckerberg osobiście dzielił się swoimi doświadczeniami z testowania projektu – złożyła mu ofertę pracy. Również OpenAI z Samem Altmanem na czele chciało go zatrudnić.

    • Dlaczego wybrał OpenAI? Steinberger wskazał na misję. Altman, nazywając go „geniuszem z mnóstwem niesamowitych pomysłów na przyszłość bardzo inteligentnych agentów”, przekonał go wizją rozwoju. 15 lutego 2026 roku ogłoszono, że Steinberger dołącza do OpenAI, by prowadzić rozwój „agentów osobistych nowej generacji”. Samo OpenClaw przeszło pod skrzydła niezależnej fundacji i pozostaje open source.

    Ciekawsze były reakcje innych firm na sam projekt. Podczas gdy OpenAI zatrudniło twórcę, a Anthropic uprzejmie prosiło o zmiany i aktualizowało regulamin, Google przyjął twardą linię.

    FirmaStanowisko wobec użytkowników OpenClawSzczegóły
    GoogleBanuje konta bez zwrotów (Antigravity)Fala banów 12-23.02.2026; Steinberger wycofał wsparcie 23 lutego
    AnthropicUpominki, bezpośredni kontakt z twórcąKoniec stycznia fingerprinting; 20 lutego zakaz OAuth w TOS
    OpenAIZatrudnia twórcę, nie banuje użytkownikówOgłoszenie zatrudnienia 15 lutego

    Steinberger skomentował to krótko: zakazy Google’a były „dość drakońskie”. „Nawet Anthropic do mnie pisze i miło załatwia sprawy. Google po prostu banuje” – stwierdził.

    Bezpieczeństwo, sceptycy i nowa norma

    Szybki sukces OpenClawa budzi też obawy. Na forach takich jak Hacker News dyskutanci zwracali uwagę na historię projektu: niewspółosiowość agentów, włamania i oszustwa, które miały miejsce podczas jego używania. Dla niektórych zatrudnienie Steinbergera przez OpenAI, firmę deklarującą priorytet bezpieczeństwa, stanowiło pewną sprzeczność.

    Jednocześnie nie sposób nie docenić rozmachu. Projekt w dużej mierze zbudowany przez AI, rozwijany przez społeczność, który przetrwał kryzysy, stał się symbolem zmiany. Jak zauważyli komentatorzy, taka ścieżka rozwoju – od pomysłu jednej osoby do globalnego fenomenu przy wsparciu agentów AI – może być „nową normą”.

    Rynek agentów AI jest gorący. Claude Code, konkurencyjne narzędzie Anthropic, notuje podobno przychody na poziomie miliarda dolarów rocznie. Największe firmy ścigają się, by zdobyć przewagę w tej dziedzinie, a otwarte modele zaczynają nadganiać dystans.

    Jaka przyszłość? Agent, którego użyje nawet mama

    Co dalej? Dla Petera Steinbergera najważniejszy jest kolejny krok. Jego osobistą misją, jak sam mówi, jest „zbudowanie agenta, którego będzie mogła użyć nawet moja mama”. To kwintesencja jego filozofii: prawdziwa moc technologii ujawnia się wtedy, gdy staje się dostępna dla każdego, a nie tylko dla wtajemniczonych.

    Jego przejście z roli samotnego, finansującego się z oszczędności twórcy open source do lidera w OpenAI to opowieść o zmianie paradygmatu. „Vibe coding” może być dla niego obelgą, ale ta dyskusja o semantyce to tylko symptom głębszego przeobrażenia. Chodzi o uznanie, że sterowanie zespołami inteligentnych agentów, precyzyjne promptowanie i architektura systemów opartych na AI to zupełnie nowa, wymagająca dyscyplina. To nie jest po prostu „wibrowanie” – to inżynieria.

    Wyczerpany, ale tryumfujący Steinberger, który przez miesiące „krwawił” 20 tysięcy dolarów miesięcznie w wiedeńskim salonie, właśnie dostał największe możliwe validation. Nie tylko od rynku (gwiazdki na GitHubie), ale od samego Sama Altmana. Teraz ma zasoby i platformę, aby swoje pomysły wprowadzić w życie. A termin „vibe coding”? Cóż, prawdopodobnie przejdzie do historii tak, jak „horseless carriage” (powóz bez konia) na określenie samochodu. Jako nieporęczne, przejściowe słowo, które nie było w stanie objąć skali nadchodzącej zmiany.

  • Wibrujący kod czy agentyczna inżynieria? Twórca OpenClaw mówi, że „vibe coding” stało się obelgą

    Wibrujący kod czy agentyczna inżynieria? Twórca OpenClaw mówi, że „vibe coding” stało się obelgą

    Peter Steinberger, twórca najszybciej rozwijającego się projektu open-source w historii GitHub, ma dość pewnego terminu. Mowa o "vibe coding", które w jego oczach przerodziło się w coś więcej niż tylko żargon. To, według niego, "obelga" używana przez krytyków, by zdyskredytować nowatorskie podejście do programowania z AI.

    Steinberger, którego projekt OpenClaw w krótkim czasie po viralnym wzroście pod koniec stycznia 2026 roku zdobył ponad 215 tysięcy gwiazdek na GitHubie, a on sam został zatrudniony przez OpenAI w lutym 2026 roku do pracy nad rozwojem agentów AI, stawia sprawę jasno. W publicznych wypowiedziach porównał kodowanie z AI do nauki gry na gitarze – to umiejętność, którą trzeba opanować, a nie magiczny trik. I właśnie to przeświadczenie o łatwości jest sednem problemu z terminem "vibe coding".

    Czym naprawdę jest "vibe coding"?

    Sam termin wyłonił się jako potoczne określenie stylu programowania, w którym deweloperzy wykorzystują asystentów AI, takich jak ChatGPT czy Claude, do generowania kodu na podstawie ogólnych wskazówek. Zamiast precyzyjnych specyfikacji czy tradycyjnego, krok po kroku, pisania kodu, chodzi tu o nakreślenie intencji i "wyczucie" właściwego kierunku przy pomocy modelu językowego. To jakby prowadzić rozmowę z niezwykle pojętnym, choć czasem literackim, stażystą.

    To podejście zyskało ogromną popularność w 2025 roku, na tyle dużą, że termin stał się powszechnie rozpoznawany. Szybko jednak, jak to bywa z nowymi zjawiskami, termin zaczął żyć własnym życiem. Dla jednych stał się wygodnym skrótem myślowym opisującym nową rzeczywistość. Dla innych – właśnie jak dla Steinbergera – nabrał pejoratywnego wydźwięku.

    Obelga czy tylko żargon? Spór o słowa

    "Oni nie rozumieją, że to umiejętność" – tak Steinberger skomentował postrzeganie pracy z AI przez część środowiska. Dla niego określenie "vibe coding" jest używane po to, by sprawić, że kodowanie z AI brzmi banalnie i trywialnie. To zdaniem programisty pomija cały warsztat, doświadczenie i intuicję potrzebną do skutecznego prowadzenia "rozmowy" z maszyną.

    Zamiast tego, Steinberger proponuje termin "agentic engineering" – inżynieria agentowa. To określenie ma oddawać powagę i strategiczny charakter tej metody. Nie chodzi już o "wibrowanie", ale o świadome projektowanie i zarządzanie inteligentnymi agentami AI, które wykonują złożone zadania. Ten spór terminologiczny nie jest czysto akademicki. Odzwierciedla głębszy podział w świecie technologii na tych, którzy widzą w AI jedynie narzędzie automatyzacji, i tych, którzy dostrzegają w niej fundament zupełnie nowej metodologii tworzenia oprogramowania.

    Co ciekawe, sam termin "vibe coding" spopularyzował Andrej Karpathy, były szef AI w Tesli. Jednak i on podobno zaczyna dziś preferować "agentic engineering". To sygnał, że nawet twórcy określeń ewoluują wraz ze zrozumieniem zjawiska.

    Od menedżera do wirtuoza AI

    Historia Steinbergera dobrze pokazuje, dlaczego "vibe coding" to uproszczenie. Przed stworzeniem OpenClaw założył on PSPDFKit i przez lata zarządzał zespołami programistów. To doświadczenie okazało się kluczowe. W jednym z wywiadów przyznał, że zarządzanie ludźmi nauczyło go czegoś fundamentalnego: musiał zaakceptować, że podwładni nie napiszą dokładnie takiego kodu, jakiego by on sam oczekiwał. Ta sama zasada dotyczy agentów AI.

    "Wiedzę, kiedy kod jest zły" – mówił, opisując swoją pracę. Dziś potrafi "wydać" kod wygenerowany przez AI, nawet go nie czytając, bo ma wyczucie granic możliwości systemu i wie, na co można mu pozwolić. "Większość kodu jest nudna" – stwierdził, podkreślając, że kluczem jest zrozumienie ogólnych wzorców i architektury, a nie wkuwanie każdej linijki. To połączenie głębokiego doświadczenia programistycznego, umiejętności miękkich wyniesionych z zarządzania i intuicji w pracy z AI złożyło się na sukces OpenClaw.

    Dlaczego OpenAI zatrudniło "wibrującego" programistę?

    Decyzja OpenAI o zatrudnieniu Steinbergera w lutym 2026 roku jest najsilniejszym argumentem w tej dyskusji. Firma ogłosiła to 14 lutego, wskazując, że będzie on pracował nad rozwojem agentów AI. To nie jest zatrudnianie kogoś, kto po prostu "klika prompty". To strategiczny ruch firmy, która dostrzega w jego metodologii przyszłość tworzenia oprogramowania.

    Steinberger nie był zresztą obiektem zainteresowania tylko OpenAI. Jak sam wspominał, prowadził rozmowy z wieloma wiodącymi laboratoriami AI. Firma Anthropic poprosiła go nawet o zmianę nazwy jego chatbota z Clawdbot na Moltbot z powodu kwestii znaku towarowego, co pokazuje, jak poważnie potraktowano jego projekt. Jego sukces dowodzi, że podejście, które niektórzy chcieliby zdyskredytować jako "vibe coding", jest w stanie produkować oprogramowanie na światowym poziomie, przyciągające setki tysięcy zainteresowanych deweloperów.

    Podsumowanie

    Spór o "vibe coding" vs. "agentic engineering" to coś więcej niż tylko wojna na słowa. To starcie dwóch perspektyw na rewolucję, która dzieje się na naszych oczach. Z jednej strony mamy postawę lekceważącą, redukującą złożoną współpracę człowieka z zaawansowaną inteligencją do prostej "wibracji". Z drugiej – widzenie tej relacji jako nowej dyscypliny inżynieryjnej, wymagającej głębokich umiejętności, strategicznego myślenia i zupełnie nowego zestawu kompetencji.

    Sukces Petera Steinbergera i jego OpenClaw, który rozpoczął się jako Clawdbot w listopadzie 2025 roku, a gwałtownie zyskał popularność na przełomie stycznia i lutego 2026, jest mocnym argumentem za tą drugą opcją. Gdy najważniejsze firmy AI świata zabiegają o takiego specjalistę, trudno utrzymywać narrację, że jego praca to jedynie "wyczucie". To raczej zapowiedź nowego zawodu – agentycznego inżyniera – który łączy w sobie znajomość kodu, psychologii zarządzania i sztukę precyzyjnej komunikacji z maszynami. A to już brzmi znacznie poważniej niż jakakolwiek "wibracja".