Czasami najciekawsze rzeczy dzieją się za zamkniętymi drzwiami. Zwłaszcza w świecie wielkich technologii. I właśnie tak jest teraz z Metą. Firma Marka Zuckerberga właśnie weszła w nową, bardzo praktyczną fazę rozwoju sztucznej inteligencji. A klucz do zrozumienia tej fazy leży w jednym, prostym sformułowaniu: 'internal first’.
Co to znaczy? W zeszłym tygodniu, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, CTO Meta Andrew Bosworth zdradził coś ważnego. Powiedział, że nowy zespół – Meta Superintelligence Labs – już dostarczył pierwsze istotne modele AI. I tutaj trzeba być bardzo precyzyjnym. Nie powiedział 'wydaliśmy nowego chatbota’ ani 'pokazaliśmy publiczne demo’. Powiedział, że dostarczyli modele do użytku wewnętrznego.
To jest właśnie cała filozofia. Meta chce najpierw użyć swojej nowej, zaawansowanej AI do usprawnienia własnego podwórka. Pomyślcie o tym: reklamy, systemy rekomendacji w Facebooku i Instagramie, moderacja treści, wewnętrzne narzędzia do tworzenia. To są ogromne, złożone maszyny, które każdego dnia obsługują miliardy interakcji. Jeśli nowe modele mogą je choć trochę ulepszyć, zrobić je szybszymi lub bardziej trafnymi, to już jest ogromna wartość. I to wartość, którą firma może przetestować i wypracować w kontrolowanym środowisku, zanim cokolwiek pokaże światu.
Bosworth był zresztą w tym względzie bardzo ostrożny. Podkreślił, że 'dostarczone’ to nie to samo co 'gotowe dla konsumenta’. Po wytrenowaniu podstawowego modelu nadchodzi gigantyczna praca nad dostrojeniem, bezpieczeństwem i przede wszystkim – użytecznością. To jak z silnikiem wyścigowym. Możesz go zbudować w garażu, ale żeby wziąć nim udział w zawodach, musisz go wsadzić w karoserię, dostosować do przepisów i sprawdzić w każdych warunkach. Meta właśnie montuje karoserię i sprawdza zawieszenie.
A dlaczego teraz? Cóż, kontekst jest kluczowy. Rok 2026 w AI to już nie jest czas na efektowne pokazy i puste obietnice. To, co naprawdę się liczy, to stabilne wdrożenia i produkty, z których ludzie faktycznie codziennie korzystają. Wyścig o 'demo’ się skończył, zaczął się wyścig o integrację. Meta ma tutaj potężną przewagę – swoją niesamowitą bazę użytkowników. To jak mieć własne, ogromne laboratorium do testów. Mogą iterować szybciej niż ktoś, kto startuje od zera.
Ale ta przewaga to też ogromna odpowiedzialność. Każdy błąd AI w produkcie używanym przez miliardy osób ma zupełnie inną wagę niż potknięcie w jakiejś niszowej aplikacji. Presja regulacyjna i reputacyjna jest kolosalna. Strategia 'internal first’ pozwala złapać oddech i zmniejszyć to ryzyko. Można powiedzieć, że Meta uczy się chodzić, zanim pobiegnie maraton.
Co ciekawe, ten spokojny, metodyczny krok następuje po dość głośnej reorganizacji. Pamiętacie październik 2025? Właśnie wtedy Meta ogłosiła zwolnienia około 600 osób z tego samego Meta Superintelligence Labs. Wtedy mówiło się, że to upraszczanie struktury i przesuwanie zasobów dla szybszego rozwoju. No i najwyraźniej ten ruch zaczął przynosić efekty. Zespół, choć mniejszy, jest teraz bardziej skoncentrowany i, jak widać, dostarcza konkretne rezultaty.
A te rezultaty muszą mieć na czym działać. I tutaj dochodzimy do drugiego, mniej widocznego, ale absolutnie fundamentalnego elementu układanki: infrastruktury. Wiadomo już, że Meta planuje drastycznie zwiększyć wydatki inwestycyjne. W 2025 roku ma to być od 114 do 118 miliardów dolarów, a w 2026 – jeszcze więcej. Gdzie pójdą te pieniądze? Właśnie w infrastrukturę AI, własne chipy i rozwój nowych, multimodalnych systemów, które łączą tekst, obraz, wideo i mowę.
To nie są wydatki na 'coś w przyszłości’. To inwestycje w fundamenty, bez których żadne zaawansowane modele nie mają sensu. Można mieć najlepszy projekt silnika, ale jeśli nie masz fabryki, żeby go wyprodukować, i dróg, żeby na nim jeździć, to pozostaje tylko teoria. Meta buduje właśnie tę fabrykę i te drogi. Gigawatowe centra danych, program Meta Compute – to wszystko są elementy jednego planu: stworzyć ekosystem, który będzie napędzany przez AI od środka.
I tu jest właśnie sedno. Komunikat z Davos to nie jest zapowiedź nowego produktu. To sygnał dla rynku i być może dla konkurentów, że Meta odzyskuje tempo, ale robi to w przemyślany sposób. W kolejnych kwartałach możemy nie zobaczyć spektakularnych premier. Zamiast tego prawdopodobnie zauważymy serię drobnych, ale stopniowych ulepszeń w istniejących usługach. Reklamy mogą stać się bardziej trafne. Rekomendacje w Explore – ciekawsze. Moderacja – skuteczniejsza. To będą elementy większej, mozolnej przebudowy całego ekosystemu pod kątem AI.
To trochę jak remont dużego domu, w którym cały czas mieszkasz. Nie burzysz wszystkich ścian na raz. Najpierw wymieniasz instalację elektryczną i wodno-kanalizacyjną, żeby wszystko działało niezawodnie. Potem dopiero myślisz o nowym wystroju pokoi. Meta właśnie wymienia instalację. I choć może to brzmieć mało ekscytująco, to w rzeczywistości jest to najważniejsza praca, jaka może być wykonana. Bo od jakości tej 'instalacji’ zależy wszystko, co przyjdzie później.
Wydaje się więc, że firma z Menlo Park wyciągnęła wnioski z gorączki AI ostatnich lat. Zamiast gonić za nagłówkami, skupia się na tym, co trudne, drogie i mało medialne: na inżynierii, infrastrukturze i wewnętrznej integracji. To strategia na wytrzymałość, a nie na sprint. I choć na efekty przyjdzie nam pewnie trochę poczekać, to jeśli się uda, mogą być one trwalsze i głębiej zakorzenione niż kolejna modna aplikacja. Czas pokaże, czy ta cierpliwość się opłaci.

