Przez ostatnie 15 lat nasz rytm korzystania z internetu wyglądał niemal identycznie. Wpisujesz hasło, dostajesz listę niebieskich linków, a potem otwierasz 20 kart, próbując skleić z tego sensowną odpowiedź. Przebijanie się przez reklamy i teksty pisane pod SEO to nasza codzienna udręka. Wygląda jednak na to, że ten model właśnie się kończy.
Nowa fala przeglądarek AI, takich jak ChatGPT Atlas od OpenAI czy Comet od Perplexity, zmienia zasady gry. Zamiast wyświetlać nam sieć, one ją dla nas czytają i interpretują. Nie musisz już szukać idealnego słowa kluczowego. Możesz zadać luźne pytanie, a przeglądarka – rozumiejąc kontekst, a nie tylko słowa – poda ci gotową odpowiedź, podsumowanie lub tabelę porównawczą.
Atlas i Comet wchodzą do gry
OpenAI nie próżnuje. Atlas, to coś więcej niż tylko nakładka. Jedną z funkcji jest „Browser Memory”, który pamięta kontekst stron i zadań. To trochę przerażające, ale niesamowicie wygodne.
Z drugiej strony mamy Perplexity Comet, który potrafi też działać w trybie agenta – porówna ceny, a nawet przeprowadzi nas przez proces zakupu w sklepie internetowym.
Oczywiście starzy wyjadacze też nie śpią. Microsoft Edge mocno integruje Copilota, a Google Chrome wdraża Gemini. Różnica jest taka, że dla nich AI to dodatek do tradycyjnego przeglądania, podczas gdy Atlas czy Comet są zbudowane wokół modelu językowego od podstaw.
Agenci, którzy robią zakupy za Ciebie
To jest chyba najciekawsza część tej rewolucji. Mówimy o tzw. „Agentic AI”. To nie jest już tylko chatbot, z którym sobie gawędzisz w bocznym pasku. To narzędzie, które może działać autonomicznie. Wyobraźcie sobie, że przeglądarka sama wypełnia formularze, rezerwuje bilety lotnicze albo robi zakupy, podczas gdy wy tylko patrzycie na pasek postępu. Opera One i wspomniany Comet już testują te rozwiązania.
Brzmi jak marzenie leniucha? Owszem, ale tutaj wkraczamy na grząski grunt.
Druga strona medalu: bezpieczeństwo
Eksperci z Gartnera nie owijają w bawełnę – ta nowa „pomocność” to spory ból głowy dla speców od bezpieczeństwa. Ostrzegają przed ryzykiem wycieku danych (bo wszystko, co przeglądasz, przelatuje przez chmurę AI) oraz czymś, co nazywają „pośrednim wstrzyknięciem promptu”. W skrócie: złośliwa strona internetowa może ukryć instrukcje, które zmuszą twojego agenta AI do zrobienia czegoś głupiego, na przykład wysłania hakerom twoich danych sesji.
No i są jeszcze halucynacje. Jeśli polegamy na podsumowaniu zrobionym przez AI i nie klikamy w źródło, ryzykujemy, że uwierzymy w kompletną bzdurę, którą model właśnie zmyślił.
Czy to koniec stron internetowych?
Jest jeszcze jeden problem, o którym mówi się za mało. Internet działa na prostej umowie: strony dają nam treść za darmo w zamian za to, że oglądamy na nich reklamy. Przeglądarki AI burzą ten układ. Jeśli AI przeczyta artykuł za ciebie i poda ci gotową odpowiedź, wydawca nie zobaczy ani grosza z reklam.
Statystyki są brutalne. Coraz więcej zapytań to tzw. „zero-click searches” – użytkownik dostaje odpowiedź i nigdzie nie klika. Jeśli ten trend się utrzyma, twórcy treści mogą stracić rację bytu.
Czy warto przesiąść się na przeglądarkę AI? Jeśli twoja praca polega na szybkim researchu i mieleniu ogromnych ilości danych – zdecydowanie tak. Ale warto zachować zdrowy rozsądek i od czasu do czasu jednak kliknąć w ten link źródłowy. Choćby po to, żeby upewnić się, że nasz cyfrowy asystent nie buja w obłokach.
Źródła
- https://www.cnet.com/tech/services-and-software/ai-browsers-what-to-know-chatgpt-atlas-perplexity-comet-copilot-brave-opera-one-dia-duckai-gemini/
- https://www.turingcollege.com/blog/ai-browsers-chatgpt-atlas-vs-perplexity-comet
- https://www.cnet.com/tech/services-and-software/perplexitys-comet-ai-web-browser-now-available-to-everyone/

