Kategoria: Finanse

  • Indyjski jednorożec w 8 miesięcy. Emergent, czyli jak „kodowanie na vibes” generuje 100 mln dolarów przychodu

    Indyjski jednorożec w 8 miesięcy. Emergent, czyli jak „kodowanie na vibes” generuje 100 mln dolarów przychodu

    Zaledwie osiem miesięcy po starcie, bez kodowania, niemal wyłącznie dzięki mocy AI i głosom klientów. To nie scenariusz science fiction, a rzeczywistość startupu Emergent. Platforma do tak zwanego „vibe-codingu”, z korzeniami w Indiach, a główną siedzibą w San Francisco, ogłosiła właśnie, że jej roczne przychody recurring (ARR) przekroczyły pułap 100 milionów dolarów. Dla porównania, Slackowi osiągnięcie tego poziomu zajęło dwa lata, a Zoomowi – trzy lata.

    Skala jest oszałamiająca, ale to dopiero początek historii. Ta firma to coś więcej niż tylko kolejny szybko rosnący startup. To sygnał, jak głęboko sztuczna inteligencja zaczyna zmieniać fundamenty tworzenia oprogramowania, oddając narzędzia w ręce zupełnie nowej grupy twórców.

    Czym jest „vibe-coding” i dlaczego podbija świat?

    W dużym uproszczeniu, „vibe-coding” to tworzenie aplikacji, stron czy systemów za pomocą… opisu słownego. Zamiast pisać tysiące linijek kodu w Pythonie czy JavaScript, użytkownik wchodzi w interakcję z asystentem AI. Mówi lub pisze, czego potrzebuje: „Chcę aplikację mobilną dla mojej małej piekarni, która będzie pozwalała klientom składać zamówienia na świeży chleb z wyprzedzeniem, a mi – zarządzać listą dostaw i zapasami mąki”.

    AI – w przypadku Emergent są to specjalne agenty – analizuje ten prompt, projektuje, buduje, testuje, a na końcu może nawet wdrożyć gotową, pełnoprawną aplikację. To proces, który brzmi jak magia, ale jego sukces opiera się na prostej ludzkiej potrzebie: chęci automatyzacji i cyfryzacji bez konieczności zatrudniania drogich programistów.

    „Widzimy ogromne zapotrzebowanie w naszych kluczowych regionach – USA, Europie i Indiach – i zamierzamy dalej się w nich rozwijać” – mówi założyciel i CEO Emergent, Mukund Jha, w rozmowie z TechCrunch. Jego platforma ma już ponad 6 milionów użytkowników w 190 krajach. Co kluczowe, około 70% z nich nie ma żadnego wcześniejszego doświadczenia w kodowaniu.

    Kto buduje i po co? Piekarz, a nie programista

    Portret użytkownika Emergent jest bardzo wyraźny. Niemal 40% to małe i średnie firmy. Ludzie, którzy wcześniej zarządzali swoim biznesem za pomocą arkuszy kalkulacyjnych, poczty e-mail i komunikatorów. Ich operacje były nieefektywne, podatne na błędy i trudne do skalowania.

    Teraz, z pomocą AI, w ciągu godzin lub dni mogą stworzyć sobie dopasowany do własnych potrzeb system CRM do obsługi klienta, ERP do zarządzania zasobami czy narzędzie do kontroli logistyki i magazynu. Szczególnie mocno widać trend ku aplikacjom mobilnym – od 80% do 90% nowych projektów na Emergent to właśnie appki na smartfony. To logiczne: szybkie wdrożenie, natychmiastowa dostępność dla właściciela biznesu w terenie i dla jego klientów.

    „Ludzie używają jej do budowania aplikacji biznesowych, takich jak niestandardowe CRM-y i ERP-y, szczególnie mobilnych, do szybkiego wdrożenia” – tłumaczy Jha. To pokazuje, że prawdziwa wartość nie leży w tworzeniu kolejnej gry czy social media, ale w rozwiązywaniu codziennych, przyziemnych problemów operacyjnych milionów małych przedsiębiorstw na całym świecie. Rynek, który przez dekady był pomijany przez wielkich dostawców oprogramowania ze względu na wysokie koszty dostosowania.

    Silnik finansowy: skąd bierze się te 100 mln dolarów?

    Szybki wzrok może uznać 6 milionów użytkowników za klucz do sukcesu. Jednak prawdziwy mechanizm napędowy to około 150 tysięcy płacących klientów. Emergent generuje przychód z trzech głównych strumieni, a wszystkie dynamicznie rosną.

    Po pierwsze, subskrypcje – różne pakiety z dostępem do zaawansowanych funkcji AI i większą przepustowością. Po drugie, cena oparta o zużycie – im więcej projektów, agentów AI lub mocy obliczeniowej, tym więcej zapłacisz. I wreszcie, opłaty za wdrożenie i hosting. To istotny punkt różnicujący Emergent od części konkurentów. Platforma nie kończy na ładnym prototypie. Dostarcza aplikację gotową do działania w produkcji, którą można opublikować np. w sklepach Apple’a i Google’a.

    „Wzrost przyspiesza” – przyznaje Mukund Jha. „W miarę jak modele i platformy się poprawiają, widzimy, że znacznie więcej użytkowników odnosi sukces”. Firma podkreśla też, że jej marże brutto poprawiają się z miesiąca na miesiąc, co jest zdrowym sygnałem dla długoterminowej rentowności.

    Wyścig zbrojeń i presja inwestorów

    Niezwykły wzrost finansowany jest przez równie imponujące rundy inwestycyjne. W ciągu zaledwie siedmiu miesięcy Emergent zebrał łącznie 100 milionów dolarów. Najpierw 23 miliony w Serii A, która wyceniła firmę na 100 milionów dolarów. Później, niespełna cztery miesiące po tym, przyszła gigantyczna Seria B na 70 milionów dolarów, prowadzona przez SoftBank Vision Fund 2 i Khosla Ventures. Ta transakcja potroiła wycenę startupu – do 300 milionów dolarów.

    Wśród inwestorów znaleźli się też tacy gracze jak Prosus, Lightspeed, Together oraz akcelerator Y Combinator. To pokazuje, jak gorącą kategorią jest „vibe-coding” w oczach funduszy venture capital. Rywalizacja jest zażarta. Na rynku działają już Replit, Lovable, Rocket.new, Wabi czy Anything. Ten ostatni startup podobno osiągnął 2 miliony dolarów ARR w ciągu… dwóch tygodni.

    Krytycy wskazują jednak na słabość wielu narzędzi z tej kategorii: świetnie radzą sobie z tworzeniem prototypów i proof-of-concept, ale potem pojawiają się problemy z infrastrukturą, bezpieczeństwem i skalowaniem w środowisku produkcyjnym. Emergent wydaje się stawiać właśnie na ten ostatni, kluczowy element, co może być jego główną przewagą.

    Co dalej? Aplikacja mobilna i wielkie plany

    Firma nie zwalnia tempa. W tym samym czasie, gdy ogłaszała próg 100 milionów dolarów ARR, wypuściła też swoją natywną aplikację mobilną na iOS i Androida. Pozwala ona nie tylko przeglądać, ale i tworzyć aplikacje bezpośrednio z telefonu, używając tekstu lub głosu. To logiczny krok, biorąc pod uwagę, że większość tworzonych projektów to aplikacje mobilne. Co ważne, użytkownik może płynnie przełączać się między desktopem a telefonem, bez utraty kontekstu.

    Kolejnym strategicznym kierunkiem jest segment enterprise. Obecnie Emergent testuje ofertę dla większych firm, prowadząc pilotaże z wybranymi klientami. Chce lepiej zrozumieć ich wymagania dotyczące bezpieczeństwa, zgodności z przepisami (compliance) i zarządzania. To może otworzyć przed firmą zupełnie nowy, jeszcze większy rynek.

    Zespół liczy obecnie 75 osób, z czego 70 pracuje w biurze w Bengaluru w Indiach. Firma planuje agresywny nabór zarówno w Dolinie Krzemowej, jak i w Indiach. Pozyskane fundusze mają posłużyć dalszemu rozwojowi produktu i ekspansji na kluczowe ryny.

    Podsumowanie: nowa fala demokratyzacji technologii

    Sukces Emergent to nie jest tylko historia o kolejnym „jednorożcu”. To znacznie więcej. To namacalny dowód na to, że fala demokratyzacji tworzenia oprogramowania, zapoczątkowana przez narzędzia no-code, zyskała z AI potężne, rakietowe przyspieszenie.

    Firma uderza w ogromną, niedosłużoną niszę: dziesiątki milionów małych przedsiębiorców na całym świecie, którzy chcą się digitalizować, ale nie mają ani budżetu, ani wiedzy, by zatrudnić zespół deweloperski. Emergent, poprzez prostotę interakcji głosowej i tekstowej, daje im klucz do własnego, spersonalizowanego oprogramowania.

    Czy „vibe-coding” zastąpi tradycyjne programowanie? Raczej nie w pełni i nie dla skomplikowanych systemów. Ale już teraz wyraźnie widać, że przejmuje ogromną przestrzeń tworzenia tak zwanych „mikro-aplikacji” – wyspecjalizowanych, wąskich narzędzi biznesowych, które wcześniej po prostu nie miały szansy powstać. Emergent, z 100 milionami dolarów ARR w osiem miesięcy, jest właśnie na czele tej nowej, rodzącej się rewolucji. I wygląda na to, że dopiero się rozkręca.

  • Zimny prysznic dla Amazona. Akcje nurkują mimo rekordowych przychodów

    Zimny prysznic dla Amazona. Akcje nurkują mimo rekordowych przychodów

    Wall Street nie ma litości, nawet dla gigantów. Amazon właśnie pokazał swoje karty za czwarty kwartał 2025 roku i reakcja rynku była natychmiastowa – wyprzedaż. Kurs akcji w handlu pozasesyjnym zanurkował o ponad 10%, by ostatecznie ustabilizować się na minusie w okolicach 8%. Powód? Zyski nie dojechały do stacji „oczekiwania analityków”.

    Liczby, które bolą (i te, które cieszą)

    Zacznijmy od tego, co poszło nie tak. Zysk na akcję wyniósł 1,95 USD. Niby solidnie, ale rynek spodziewał się 1,97 USD. Te dwa centy różnicy wystarczyły, by zapalić czerwoną lampkę u inwestorów. Do tego doszła prognoza zysku operacyjnego na pierwszy kwartał 2026 roku. Amazon celuje w przedział 16,5–21,5 mld USD, podczas gdy analitycy liczyli na coś w okolicach 22 miliardów.

    Z drugiej strony, patrząc na przychody, firma wciąż jest potęgą. Spójrzcie na te dane:

    • Całkowite przychody: 213,39 mld USD (powyżej oczekiwań)
    • Amazon Web Services (AWS): 35,58 mld USD (lepiej niż prognozowano)
    • Przychody z reklam: 21,32 mld USD (również powyżej szacunków)

    Swoją drogą, to ciekawe, że firma potrafi pobić rekordy sprzedaży i zarobić krocie na chmurze oraz reklamach, a mimo to dostać po głowie za nieco niższy zysk netto.

    Zakład o 200 miliardów dolarów

    Prawdziwy powód nerwowości leży jednak gdzie indziej. Chodzi o wydatki. Amazon nie zamierza zaciskać pasa – wręcz przeciwnie, planuje wydać astronomiczną kwotę na inwestycje w 2026 roku. Mówimy tu o wzroście nakładów inwestycyjnych (CAPEX) o 50% w porównaniu z rokiem ubiegłym.

    Andy Jassy, szef Amazona, stawia sprawę jasno: przyszłość to AI i infrastruktura.

    Biorąc pod uwagę tak duży popyt na naszą obecną ofertę i przełomowe możliwości, takie jak sztuczna inteligencja (…) spodziewamy się zainwestować około 200 miliardów dolarów w nakłady inwestycyjne w Amazon w 2026 roku – zapowiedział Andy Jassy w oświadczeniu.

    200 miliardów dolarów. To kwota, która może przyprawić o zawrót głowy nawet największych graczy na Wall Street. Pieniądze te pójdą głównie w centra danych, układy scalone i robotykę. Jassy obiecuje „wysoki długoterminowy zwrot”, ale inwestorzy widzą na razie tylko gigantyczne koszty, które będą ciążyć na wynikach w najbliższych kwartałach.

    Czy to ryzykowne zagranie? Z pewnością. Ale w wyścigu zbrojeń AI, Amazon najwyraźniej uznał, że stanie w miejscu jest bardziej niebezpieczne niż wydanie fortuny na rozwój.

    Źródła