Kategoria: Aktualności

  • Fizyczne AI ściąga miliony od inwestorów, podczas gdy rynek cyfrowy łapie zadyszkę

    Fizyczne AI ściąga miliony od inwestorów, podczas gdy rynek cyfrowy łapie zadyszkę

    Podczas gdy entuzjazm na wykresach aktywów cyfrowych nieco opadł, na halach fabrycznych dzieje się coś dokładnie odwrotnego. Kapitał venture capital wykonuje właśnie gwałtowny zwrot, zamieniając wirtualne tokeny na roboty, które potrafią wykonać konkretną pracę. Mówimy tu o potężnym przepływie gotówki w stronę tzw. fizycznego AI.

    Pieniądze lubią konkrety

    Rok 2025 pokazał nam jedną ważną rzecz: użyteczność jest królem. Kiedy rynki spekulacyjne przechodziły swoje naturalne cykle, w salach konferencyjnych funduszy VC zapadały decyzje o zmianie kursu.

    Co ciekawe, inwestorzy nie szukają już tylko kodu, który liczy czy generuje obrazy. Szukają maszyn, które potrafią chwycić skalpel albo złożyć skrzynię biegów. Jeśli startup rozwiązuje problem braku rąk do pracy za pomocą sprzętu, portfele otwierają się szeroko.

    Ręce zamiast całego robota

    Świetnym przykładem tego trendu jest Haply Robotics z Montrealu. Firma zgarnęła 16 milionów dolarów kanadyjskich w rundzie finansowania, która miała miejsce na początku 2026 roku.

    Zamiast budować autonomiczne roboty od zera, Haply skupia się na technologii haptycznej – tworząc swego rodzaju „kierownice” dla fizycznego AI.

    Technologia ta znajduje zastosowanie między innymi w szkoleniach chirurgicznych. Kapitał wyraźnie wyczuł pismo nosem – zamiast gonić za kolejnym wirtualnym trendem, inwestuje w to, co fizyczne, namacalne i, co najważniejsze, użyteczne.

    Źródła

  • Super Bowl 2026: Czy reklamy za miliony sprawią, że Amerykanie w końcu pokochają AI?

    Super Bowl 2026: Czy reklamy za miliony sprawią, że Amerykanie w końcu pokochają AI?

    Jeśli oglądaliście tegoroczny Super Bowl, pewnie zauważyliście coś więcej niż tylko futbol i występy gwiazd. Przerwy reklamowe zamieniły się w prawdziwy festiwal sztucznej inteligencji. Giganci technologiczni postanowili wydać fortunę, żeby przekonać nas – a konkretnie dość sceptycznych Amerykanów – że AI to nie zagrożenie, ale pomocna dłoń.

    Wielka ofensywa uroku

    To naprawdę ciekawe zjawisko. Firmy takie jak OpenAI (ChatGPT), Google (Gemini) czy Anthropic (twórcy Claude'a) nie reklamowały po prostu "szybszych procesorów". Ich cel był znacznie bardziej subtelny. Washington Post zauważa, że te spoty miały za zadanie "egzorcyzmować" lęk przed technologią. Chodzi o to, by pokazać AI jako narzędzie dla zwykłych ludzi, a nie tylko dla programistów z Doliny Krzemowej.

    Co więcej, skala wydatków jest porażająca. Firmy wpompowały w te działania miliardy dolarów, licząc na to, że 30-sekundowy spot w trakcie najważniejszego wydarzenia sportowego w USA zmieni nastawienie społeczne.

    Reklamy stworzone przez roboty?

    Ale tutaj robi się jeszcze ciekawiej. Niektóre marki nie tylko mówiły o AI, ale pozwoliły AI przejąć stery. Weźmy na przykład markę wódki Svedka.

    Ich reklama "Shake Your Bots Off", w której wystąpiły roboty Fembot i Brobot, była pierwszym ogólnokrajowym spotem na Super Bowl stworzonym głównie przez sztuczną inteligencję. Oczywiście, nie stało się to magicznie w jedną noc.

    Prace nad spotem Svedki trwały cztery miesiące i wymagały ścisłej współpracy z ludźmi odpowiedzialnymi za scenariusz – donoszą źródła.

    Szybkość, która zawstydza tradycyjne agencje

    Z drugiej strony mamy Artlist, który postanowił pokazać, jak szybko ta technologia ewoluuje. Ich zespół stworzył reklamę w całości we własnym zakresie, używając swojego AI Toolkit. Wiecie, ile im to zajęło? Zaledwie 5 dni. Dla porównania, tradycyjne reklamy na Super Bowl powstają miesiącami.

    Artlist poszedł nawet o krok dalej, angażując społeczność:

    • Uruchomili wyzwanie dla twórców z pulą nagród 60 000 dolarów.
    • Uczestnicy mają czas do 18 lutego na stworzenie własnych reklam w stylu "Big Game".
    • Jedyny warunek? Muszą użyć ich narzędzi AI.

    Czy te reklamy faktycznie sprawią, że Amerykanie przestaną bać się buntu maszyn? Trudno powiedzieć. Ale jedno jest pewne: tegoroczny finał pokazał, że AI w marketingu przestało być tylko ciekawostką, a stało się głównym graczem.

    Źródła

  • Strach przed AI paraliżuje Wall Street. Nowa rzeczywistość giełdowa stała się faktem

    Strach przed AI paraliżuje Wall Street. Nowa rzeczywistość giełdowa stała się faktem

    Wall Street właśnie otrzymało brutalną pobudkę, a sen o niekończących się zyskach z AI zamienił się w koszmar o zastępowalności. W minionym tygodniu nastroje na giełdzie zmieniły się o 180 stopni. Bezpośrednim powodem tego zamieszania są ogłoszenia gigantów technologicznych dotyczące masowych inwestycji w infrastrukturę AI. Równocześnie na rynek trafiają systemy zdolne do automatyzacji skomplikowanych zadań w prawie, analizie danych czy finansach.

    Koniec miodowego miesiąca

    Przez miesiące inwestorzy żyli w przekonaniu, że sztuczna inteligencja to fala, która podniesie wszystkie łodzie. Teraz zaczynają rozumieć, że niektóre z tych łodzi mogą zostać zatopione. Reakcja rynku była natychmiastowa i bolesna. Kiedy stało się jasne, że nowe modele mogą wykonywać pracę analityków czy agentów podróży, kapitał zaczął uciekać z firm, które do tej pory wydawały się bezpieczne.

    Oberwało się szerokiemu spektrum przedsiębiorstw. Wśród ofiar wyprzedaży znaleźli się:

    • Expedia Group Inc. (branża turystyczna)
    • Salesforce Inc. (systemy CRM)
    • London Stock Exchange Group Plc (dane finansowe)

    Inwestorzy zadają sobie proste, ale przerażające pytanie: po co płacić tym firmom, skoro AI może zrobić to samo szybciej i taniej?

    Miliardy dolarów wyparowały w jeden dzień

    To, co dzieje się na rynku, to nie tylko spekulacje dotyczące małych graczy. Liczby są wręcz astronomiczne. Czterech największych graczy technologicznych – Amazon, Alphabet, Meta i Microsoft – ogłosiło, że ich łączne wydatki na infrastrukturę AI w 2026 roku wyniosą ponad 600 miliardów dolarów. To wzrost o 36% w porównaniu do roku poprzedniego.

    Te gigantyczne nakłady inwestycyjne (capex) wystraszyły akcjonariuszy. Microsoft odczuł to najboleśniej.

    Aktualizacje dotyczące wydatków kapitałowych sprawiły, że akcje Microsoftu spadły o 12%.

    Sytuacja jest o tyle ciekawa, że do tej pory wydawanie pieniędzy na AI było nagradzane wzrostami kursów. Teraz rynek mówi „sprawdzam” i żąda konkretnych wyników, a nie tylko obietnic przyszłej dominacji.

    Nowa rzeczywistość inwestycyjna

    Musimy spojrzeć prawdzie w oczy – sentyment się zmienił. Nowe narzędzia AI, które potrafią przeprowadzać złożone badania finansowe czy obsługiwać procesy prawne, pokazały, że technologia wchodzi w fazę, w której realnie kanibalizuje usługi. To już nie jest dodatek do pracy, to potencjalne zastępstwo dla całych działów w firmach.

    Analitycy Bloomberg, Jeran Wittenstein i Ryan Vlastelica, słusznie zauważają, że strach przed tym, jak AI przekształci gospodarkę, narastał od miesięcy. Teraz jednak te obawy wylały się na parkiet giełdowy z niespotykaną siłą. Nie chodzi już tylko o to, kto wygra wyścig AI, ale o to, kto przetrwa w świecie, gdzie algorytmy wykonują pracę białych kołnierzyków.

    Czy to oznacza krach? Niekoniecznie, ale z pewnością koniec bezrefleksyjnego kupowania wszystkiego, co ma w nazwie „technologia”. Inwestorzy zaczynają selekcję negatywną, próbując wytypować spółki, które staną się zbędne w nowym ekosystemie. To brutalna gra, a ostatnie wydarzenia pokazują, że nikt – nawet giganci z ugruntowaną pozycją – nie może czuć się bezpiecznie.

    Źródła

  • Sztuczna inteligencja została Twoim szefem? Platforma RentAHuman płaci ludziom za „bycie ciałem” w świecie fizycznym

    Sztuczna inteligencja została Twoim szefem? Platforma RentAHuman płaci ludziom za „bycie ciałem” w świecie fizycznym

    Platforma o nazwie RentAHuman.ai wystartowała 5 lutego 2026 roku i robi dokładnie to, co sugeruje jej nazwa – pozwala oprogramowaniu wynajmować ludzi. To brzmi jak scenariusz z kiepskiego filmu science-fiction, ale liczby mówią same za siebie. W ciągu zaledwie tygodnia strona przyciągnęła ponad 200 000 zarejestrowanych użytkowników.

    Chodzi o prostą zależność: algorytmy mogą pisać poezję i generować wideo, ale nie mają rąk. Nie mogą odebrać paczki, pójść na spotkanie czy sprawdzić, czy sklep jest otwarty. Dlatego potrzebują nas.

    Odwrócona ekonomia fuch

    Zazwyczaj to my używamy AI do pracy, ale tutaj role się odwróciły. Alexander Liteplo, założyciel serwisu, stworzył miejsce, gdzie autonomiczni agenci – czyli programy działające samodzielnie – wystawiają zlecenia dla ludzi.

    Co ciekawe, stawki wcale nie są głodowe. Raporty wskazują, że średnie wynagrodzenie oscyluje wokół 50 dolarów za godzinę, wypłacane zazwyczaj w kryptowalutach.

    Przykładowe zadania, za które płacą boty:

    • Fizyczny odbiór przesyłek
    • Obecność na wydarzeniach w świecie rzeczywistym
    • Weryfikacja fizycznych lokalizacji
    • Proste interakcje społeczne, jak jogging w określonym miejscu

    To właściwie gig economy postawione na głowie. Maszyny outsourcują swoje ograniczenia – czyli brak fizycznego ciała – do nas, ludzi.

    Moltbook i cyfrowe społeczeństwo

    Cała ta sytuacja wpisuje się w szerszy trend, który branża nazywa „agentic AI” (AI ze sprawczością). To nie są już tylko chatboty odpowiadające na pytania. Te programy mają własne cele i budżety.

    Warto wspomnieć o Moltbook – to coś w rodzaju Reddita, ale wyłącznie dla agentów AI. Boty mają tam swoje konta, dyskutują i wymieniają się informacjami bez udziału ludzi. To właśnie tam często rodzi się zapotrzebowanie na usługi w świecie fizycznym. Wygląda na to, że cyfrowa inteligencja zaczyna tworzyć własne struktury społeczne i ekonomiczne.

    Czy to tylko viralowy żart?

    Część krytyków zastanawia się, na ile jest to prawdziwy rynek pracy, a na ile sprytny performance artystyczny lub eksperyment socjologiczny.

    Bez względu na to, czy RentAHuman przetrwa jako platforma, czy zniknie jako ciekawostka, bariera została przekroczona. Mamy luty 2026 roku i właśnie zobaczyliśmy, jak maszyna płaci człowiekowi za to, żeby ten wyszedł z domu i „dotknął trawy” w jej imieniu.

    Źródła

  • Apple zaspało na rewolucję AI i… właśnie dzięki temu wygrywa

    Apple zaspało na rewolucję AI i… właśnie dzięki temu wygrywa

    Słucham narzekań moich znajomych z branży i szczerze mówiąc, trudno im się dziwić. Otwierasz pocztę, chcesz po prostu pobrać załącznik, a tam guzik od sztucznej inteligencji. Chcesz odpisać szefowi? Kolejny guzik. Microsoft i Google zachowują się trochę jak nadgorliwy sprzedawca, który nie rozumie słowa „nie”. A Apple? Apple stoi z boku i patrzy.

    Wszyscy mają dość guzików

    Sytuacja na rynku wygląda dość specyficznie. Użytkownicy Windowsa i Androida otrzymują mnóstwo funkcji, o które nie zawsze prosili. Mój redakcyjny kolega był ostatnio zirytowany, gdy Gmail po raz kolejny próbował mu „podsumować” maila ze zdjęciami z wakacji, zamiast po prostu dać je ściągnąć. To samo dzieje się w Outlooku. Jedyny kolorowy, zachęcający element interfejsu to ten od Copilota. Nie dlatego, że jest przydatny. Dlatego, żebyś w niego kliknął, nawet przez pomyłkę.

    Z drugiej strony mamy ekosystem Apple. Korzystam z Mail.app i wiecie co? Tam jest spokój. Jasne, Apple pracuje nad swoimi rozwiązaniami, ale nie wpycha ich nam do gardła na siłę. W wielu regionach funkcje Apple Intelligence wciąż są wdrażane stopniowo, co paradoksalnie stało się… zaletą. Mój iPhone działa dokładnie tak, jak działał rok temu. Nie muszę walczyć z interfejsem.

    Spóźnieni na własne życzenie

    Tim Cook i jego ekipa są znani z tego, że na imprezy przychodzą spóźnieni. Tyle że zazwyczaj wchodzą w wielkim stylu. Tym razem spóźnienie wynika z czegoś innego. Giganci z Silicon Valley zachłysnęli się AI tak samo, jak wcześniej metaverse czy NFT. Pamiętacie jeszcze te szalone wizje wirtualnych światów? No właśnie. Teraz firmy technologiczne próbują za wszelką cenę udowodnić akcjonariuszom, że wpakowanie miliardów w modele językowe miało sens.

    Ciekawe jest to, co dzieje się na rynku sprzętu. Eksperci rynkowi zauważają – i to jest naprawdę ważna informacja – że klienci kupujący komputery niespecjalnie interesują się funkcjami AI. To nie jest ten „killer feature”, który napędza sprzedaż. Ludzie chcą sprawnego sprzętu, a nie wirtualnego asystenta, który halucynuje przy prostym pytaniu.

    Strategia na leniwca

    Apple zamiast wypuszczać niedopracowany produkt, robi coś sprytniejszego. Według doniesień, planuje zintegrować silnik Gemini od Google w Siri. Nie próbują wyważać otwartych drzwi swoim własnym, niedoskonałym modelem. Biorą to, co działa u konkurencji, ale pakują to w swoje „bezpieczne” opakowanie. To trochę tak, jakby inni producenci samochodów montowali eksperymentalne silniki rakietowe, które czasem wybuchają, a Apple po prostu czekało na sprawdzoną hybrydę.

    Jestem już w takim wieku, że irytuje mnie, gdy sklep zmienia układ półek. Wchodzę po chleb, a tam proszek do prania. Dokładnie to robią teraz Google i Microsoft ze swoimi aplikacjami, przesuwając funkcje i dodając nowe przyciski, byle tylko wykresy użycia AI szły w górę. Apple, zostając w tyle, dało użytkownikom to, czego teraz pragną najbardziej: święty spokój i stabilność.

    Wygląda na to, że w wyścigu o dominację sztucznej inteligencji wygra ten, kto najmniej zdenerwuje swoich klientów. I na ten moment, ku zaskoczeniu wielu, liderem tej dziwnej konkurencji jest firma z Cupertino.

    Źródła

  • Google prawie dogoniło ChatGPT. Król AI czuje oddech konkurencji na plecach

    Google prawie dogoniło ChatGPT. Król AI czuje oddech konkurencji na plecach

    Google oficjalnie przestaje być tym drugim w wyścigu zbrojeń sztucznej inteligencji. Z najnowszych analiz wynika, że Gemini – flagowy czatbot giganta z Mountain View – staje się równorzędnym rywalem dla konkurencji. To potężny skok w porównaniu do poprzednich miesięcy, kiedy usługa dopiero nabierała rozpędu.

    Można by pomyśleć, że to tylko technologia, ale w świecie IT to sygnał alarmowy dla obecnego lidera. ChatGPT, który przez długi czas wydawał się nietykalny, czuje teraz realną presję.

    Technologia jest nieubłagana

    Spójrzmy na to z perspektywy możliwości technicznych. ChatGPT zamknął rok 2025 jako lider, ale różnica w jakości generowanych odpowiedzi między nim a goniącym go Googlem stopniała. Jeszcze rok temu wydawało się to niemożliwe, bo ChatGPT wyznaczał standardy, podczas gdy Google musiał nadrabiać zaległości.

    Dynamika rozwoju jest więc po stronie Google. Agresywna ekspansja i premiera modelu Gemini 3 zrobiły swoje. Firma chwali się, że ich systemy obsługują teraz imponujące okna kontekstowe, liczone w milionach tokenów, co pozwala na analizę ogromnych ilości danych. To skala, którą trudno sobie nawet wyobrazić.

    Kto na tym zarabia, a kto traci?

    I tutaj dochodzimy do najciekawszej części tej układanki. Popularność to jedno, ale biznes musi się spinać. OpenAI, twórca ChatGPT, generuje przychody, to fakt. Ale koszty utrzymania i rozwoju tej technologii są astronomiczne. To wyzwanie na niespotykaną skalę.

    A Google? Google jest w zupełnie innej sytuacji finansowej. Wprowadzenie narzędzi AI do ekosystemu firmy, w tym do Google Workspace, jest kluczowym czynnikiem rozwoju. W przeciwieństwie do konkurencji, gigant z Mountain View potrafi już teraz integrować swoje rozwiązania AI z szerokim portfolio usług, co przynosi wymierne korzyści, a nie tylko nagłówki w gazetach.

    As w rękawie

    Jest jeszcze jeden element, który może przewrócić stolik. Integracja z własnym ekosystemem. Jeśli zastanawialiście się, jak będzie wyglądać przyszłość usług Google, to odpowiedź brzmi: będzie to Gemini. Technologia ta trafia do narzędzi takich jak Gmail czy Dokumenty, co drastycznie zwiększa zasięg ich usług.

    Z drugiej strony nie możemy zapominać o Meta AI. Mark Zuckerberg po cichu rozwija swoje modele, więc wyścig nie jest dwuosobowy, ale to starcie Google kontra OpenAI jest teraz najbardziej zacięte.

    Czy król spadnie z rowerka, jak sugerują niektórzy komentatorzy? Może nie spadnie, ale z pewnością będzie musiał zacząć pedałować znacznie szybciej. Monopol ChatGPT się kończy, a dla nas – zwykłych użytkowników – to świetna wiadomość. Bo nic tak nie napędza innowacji, jak rywal, który depcze ci po piętach.

    Źródła

  • Poznań idzie po swoje. Gigafabryka AI może powstać właśnie w Wielkopolsce

    Poznań idzie po swoje. Gigafabryka AI może powstać właśnie w Wielkopolsce

    To nie są drobne wyścigi, ale prawdziwy maraton o technologiczną dominację w regionie. Poznań jest jednym z kluczowych ośrodków branych pod uwagę w ramach projektu Baltic AI GigaFactory. Wstępne założenia wskazują, że stolica Wielkopolski posiada znaczący potencjał w tym przedsięwzięciu.

    Projekt zakłada stworzenie rozproszonej infrastruktury, a główne instalacje mają znaleźć się w wybranych polskich lokalizacjach. W gronie miast tworzących ten ekosystem wymienia się, obok Poznania, także Warszawę, Kraków, Gdańsk czy Wrocław. To szansa dla stolicy Wielkopolski na ugruntowanie swojej pozycji na technologicznej mapie kraju.

    Dlaczego akurat Poznań?

    Można by pomyśleć, że to kwestia polityki albo przypadku, ale w tym razie decydują konkrety. Poznań nie obiecuje, że coś zbuduje – on już to w dużej mierze ma. Ważnym atutem jest gotowa infrastruktura, która w świecie sztucznej inteligencji jest na wagę złota.

    Eksperci wskazują na kilka kluczowych atutów:

    • Kampus Data Center firmy Beyond.pl, który już teraz jest gotowy na przyjęcie ogromnych mocy obliczeniowych.
    • Działający superkomputer F.I.N.
    • Zaplecze naukowe w postaci PCSS (Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe) i projekt PIAST AI.
    • Stabilne dostawy energii i świetna infrastruktura telekomunikacyjna.

    Wieloletnie inwestycje w technologie mogą teraz zaprocentować w skali makro.

    Gra o europejską stawkę

    Musimy pamiętać, że Baltic AI GigaFactory to nie jest lokalny projekt. To ogromne przedsięwzięcie o charakterze ponadnarodowym. W grę wchodzą miliardy euro – szacuje się, że wartość inwestycji może sięgnąć nawet 3 miliardów. Gotowość do realizacji tego projektu zgłosiła nie tylko Polska, ale też Litwa, Łotwa i Estonia.

    Chodzi o stworzenie gigantycznego zaplecza obliczeniowego, które pozwoli Europie Środkowo-Wschodniej nie tylko gonić Zachód, ale realnie konkurować w wyścigu zbrojeń AI. Jeśli elementy gigafabryki powstaną w Poznaniu, miasto stanie się jednym z najważniejszych punktów na cyfrowej mapie kontynentu.

    Ciekawe jest to, że Poznań stawia na model, w którym nauka miesza się z biznesem. To nie będzie tylko kolejna serwerownia. Istnienie takich podmiotów jak sieć PIONIER czy wspomniany wcześniej Beyond.pl sprawia, że ekosystem już tam funkcjonuje. Brakuje tylko tego ostatecznego impulsu, jakim jest wielka inwestycja w ramach unijnych programów.

    Czy to oznacza, że sprawa jest już przesądzona? Jeszcze nie, projekt jest obecnie na etapie analiz. Poznań ma jednak karty na stole i wygląda na to, że jest to mocne rozdanie.

    Źródła

  • Google robi porządki w Gemini. Nowa sekcja Labs i przełącznik prywatności

    Google robi porządki w Gemini. Nowa sekcja Labs i przełącznik prywatności

    Google właśnie wprowadziło cichą, ale bardzo potrzebną aktualizację do webowej wersji Gemini. Menu Narzędzi, które ostatnio zaczęło pękać w szwach od nowych funkcji, doczekało się reorganizacji. Zamiast wrzucać wszystko do jednego worka, gigant z Mountain View postanowił oddzielić sprawdzone rozwiązania od eksperymentów.

    Zmiana jest prosta, ale znacząca. Pojawiła się nowa sekcja o nazwie Labs. To tam trafią funkcje, które wciąż są w fazie testów lub są zarezerwowane dla specyficznych grup użytkowników.

    Co trafia do laboratorium?

    Do tej nowej sekcji przeniesiono kilka ciekawych, choć wciąż rozwijanych narzędzi. Google wyraźnie chce odróżnić stabilne funkcje od tych, które mogą jeszcze płatać figle.

    W sekcji Labs znajdziemy teraz:

    • Agent (dostępny dla użytkowników AI Ultra)
    • Dynamic view / Visual layout (dostępne dla wszystkich)
    • Personal Intelligence (dla płatnych użytkowników)

    Co ciekawe, oznacza to, że główne menu Narzędzi pozostanie zarezerwowane dla "pewniaków". Zostają tam takie funkcje jak Deep Research, generowanie obrazów i wideo, Canvas, Guided Learning oraz Deep Think. Dzięki temu, gdy szukasz konkretnego, stabilnego narzędzia do pracy, nie musisz przedzierać się przez gąszcz eksperymentalnych dodatków.

    Większa kontrola nad prywatnością

    To jednak nie koniec nowości. Wraz z reorganizacją menu, Google wprowadza coś, co ucieszy osoby dbające o prywatność danych. Mowa o przełączniku Personal Intelligence.

    Opcja ta, opisana jako "Personalize chat when helpful", pozwala użytkownikom jednym kliknięciem wyłączyć wykorzystywanie danych z połączonych aplikacji w bieżącej konwersacji. Jeśli więc nie chcesz, aby Gemini zaglądało do Twoich maili czy dokumentów w trakcie konkretnej rozmowy, teraz możesz to łatwo zablokować.

    To logiczny krok. W miarę jak Gemini staje się potężniejszym asystentem, granica między pomocą a inwigilacją staje się cienka. Danie użytkownikom prostego wyłącznika to ruch w dobrą stronę, który zwiększa przejrzystość działania modelu.

    Źródła

  • Przeglądarki AI: ChatGPT Atlas, Perplexity Comet i koniec ery miliona otwartych kart

    Przeglądarki AI: ChatGPT Atlas, Perplexity Comet i koniec ery miliona otwartych kart

    Przez ostatnie 15 lat nasz rytm korzystania z internetu wyglądał niemal identycznie. Wpisujesz hasło, dostajesz listę niebieskich linków, a potem otwierasz 20 kart, próbując skleić z tego sensowną odpowiedź. Przebijanie się przez reklamy i teksty pisane pod SEO to nasza codzienna udręka. Wygląda jednak na to, że ten model właśnie się kończy.

    Nowa fala przeglądarek AI, takich jak ChatGPT Atlas od OpenAI czy Comet od Perplexity, zmienia zasady gry. Zamiast wyświetlać nam sieć, one ją dla nas czytają i interpretują. Nie musisz już szukać idealnego słowa kluczowego. Możesz zadać luźne pytanie, a przeglądarka – rozumiejąc kontekst, a nie tylko słowa – poda ci gotową odpowiedź, podsumowanie lub tabelę porównawczą.

    Atlas i Comet wchodzą do gry

    OpenAI nie próżnuje. Atlas, to coś więcej niż tylko nakładka. Jedną z funkcji jest „Browser Memory”, który pamięta kontekst stron i zadań. To trochę przerażające, ale niesamowicie wygodne.

    Z drugiej strony mamy Perplexity Comet, który potrafi też działać w trybie agenta – porówna ceny, a nawet przeprowadzi nas przez proces zakupu w sklepie internetowym.

    Oczywiście starzy wyjadacze też nie śpią. Microsoft Edge mocno integruje Copilota, a Google Chrome wdraża Gemini. Różnica jest taka, że dla nich AI to dodatek do tradycyjnego przeglądania, podczas gdy Atlas czy Comet są zbudowane wokół modelu językowego od podstaw.

    Agenci, którzy robią zakupy za Ciebie

    To jest chyba najciekawsza część tej rewolucji. Mówimy o tzw. „Agentic AI”. To nie jest już tylko chatbot, z którym sobie gawędzisz w bocznym pasku. To narzędzie, które może działać autonomicznie. Wyobraźcie sobie, że przeglądarka sama wypełnia formularze, rezerwuje bilety lotnicze albo robi zakupy, podczas gdy wy tylko patrzycie na pasek postępu. Opera One i wspomniany Comet już testują te rozwiązania.

    Brzmi jak marzenie leniucha? Owszem, ale tutaj wkraczamy na grząski grunt.

    Druga strona medalu: bezpieczeństwo

    Eksperci z Gartnera nie owijają w bawełnę – ta nowa „pomocność” to spory ból głowy dla speców od bezpieczeństwa. Ostrzegają przed ryzykiem wycieku danych (bo wszystko, co przeglądasz, przelatuje przez chmurę AI) oraz czymś, co nazywają „pośrednim wstrzyknięciem promptu”. W skrócie: złośliwa strona internetowa może ukryć instrukcje, które zmuszą twojego agenta AI do zrobienia czegoś głupiego, na przykład wysłania hakerom twoich danych sesji.

    No i są jeszcze halucynacje. Jeśli polegamy na podsumowaniu zrobionym przez AI i nie klikamy w źródło, ryzykujemy, że uwierzymy w kompletną bzdurę, którą model właśnie zmyślił.

    Czy to koniec stron internetowych?

    Jest jeszcze jeden problem, o którym mówi się za mało. Internet działa na prostej umowie: strony dają nam treść za darmo w zamian za to, że oglądamy na nich reklamy. Przeglądarki AI burzą ten układ. Jeśli AI przeczyta artykuł za ciebie i poda ci gotową odpowiedź, wydawca nie zobaczy ani grosza z reklam.

    Statystyki są brutalne. Coraz więcej zapytań to tzw. „zero-click searches” – użytkownik dostaje odpowiedź i nigdzie nie klika. Jeśli ten trend się utrzyma, twórcy treści mogą stracić rację bytu.

    Czy warto przesiąść się na przeglądarkę AI? Jeśli twoja praca polega na szybkim researchu i mieleniu ogromnych ilości danych – zdecydowanie tak. Ale warto zachować zdrowy rozsądek i od czasu do czasu jednak kliknąć w ten link źródłowy. Choćby po to, żeby upewnić się, że nasz cyfrowy asystent nie buja w obłokach.

    Źródła

  • Mozilla w końcu daje wybór. Nowy Firefox pozwoli jednym kliknięciem wyłączyć całe AI

    Mozilla w końcu daje wybór. Nowy Firefox pozwoli jednym kliknięciem wyłączyć całe AI

    Mozilla właśnie ogłosiła coś, co dla wielu z nas może być powodem do małego świętowania, a przynajmniej odetchnięcia z ulgą. W nadchodzącej aktualizacji Firefox 148, która trafi do użytkowników 24 lutego 2026 roku, pojawi się "wyłącznik bezpieczeństwa" dla wszystkich funkcji opartych na sztucznej inteligencji.

    Żyjemy w momencie, gdzie dosłownie każda aplikacja i usługa próbuje na siłę wcisnąć nam jakiegoś asystenta AI. Czy tego chcemy, czy nie. Mozilla podeszła do tematu zupełnie inaczej, zauważając, że spora grupa użytkowników ma tego po prostu dość i oczekuje klasycznego przeglądania sieci.

    Słyszeliśmy od wielu osób, które nie chcą mieć nic wspólnego z AI – przyznali przedstawiciele Mozilli, tłumacząc swoją decyzję.

    Jak to będzie działać?

    Rozwiązanie jest zaskakująco proste i eleganckie. W ustawieniach pulpitu, a konkretnie w sekcji "Prywatność i bezpieczeństwo", znajdziemy nowy przełącznik o nazwie "Zablokuj ulepszenia AI" (Block AI enhancements). Co ciekawe, nie musimy przekopywać się przez dziesiątki opcji, żeby wyłączyć każdą rzecz z osobna.

    Jedno kliknięcie wyłącza wszystko – zarówno obecne, jak i przyszłe funkcje generatywne. Jeśli jednak wolicie bardziej precyzyjną kontrolę, będzie można zarządzać poszczególnymi elementami niezależnie. O jakich funkcjach mowa? Nowe ustawienia obejmą kontrolę nad takimi elementami jak:

    • Tłumaczenia stron
    • Generowanie tekstu alternatywnego dla plików PDF
    • Inteligentne grupowanie kart
    • Podglądy linków
    • Chatboty na pasku bocznym (obsługujące modele takie jak ChatGPT czy Claude)

    Powrót do korzeni

    To podejście mocno kontrastuje z tym, co widzimy u konkurencji. W innych przeglądarkach wyłączenie asystentów AI często wymaga grzebania w zaawansowanych flagach konfiguracyjnych albo po prostu jest niemożliwe, bo producenci traktują te funkcje jako kluczowe ulepszenia. Mozilla zdaje się rozumieć, że dla wielu użytkowników przeglądarka ma być po prostu oknem na świat, a nie inteligentnym asystentem, który "wie lepiej".

    Swoją drogą, to ciekawe posunięcie w kontekście walki o rynek. Zamiast ścigać się na to, kto ma bardziej zaawansowany model językowy wbudowany w pasek adresu, Firefox staje się przystanią dla tych, którzy chcą od technologii nieco odpocząć. To ruch w stronę prywatności i wyboru, co zawsze było mocną stroną tej przeglądarki.

    Nowe opcje pojawią się w stabilnym wydaniu pod koniec lutego 2026. Wygląda na to, że wreszcie będziemy mogli sami zdecydować, czy chcemy, by sztuczna inteligencja zaglądała nam przez ramię podczas przeglądania internetu.

    Źródła