Kategoria: Aktualności

  • Nie 10x szybsi, ale 10x bardziej sfrustrowani. Prezes firmy AI zdemaskował bałagan w korporacjach

    Nie 10x szybsi, ale 10x bardziej sfrustrowani. Prezes firmy AI zdemaskował bałagan w korporacjach

    Dax Raad nie jest typowym krytykiem sztucznej inteligencji. Jako współzałożyciel projektu opencode.ai i firmy anoma.ly zajmuje się AI zawodowo. Jego obserwacje z pierwszej linii frontu wdrożeniowego odbiły się szerokim echem w społeczności technologicznej.

    Na platformie X podzielił się niewygodną diagnozą obecnej sytuacji w wielu firmach. Według niego panuje iluzja, że jedynym ograniczeniem rozwoju jest tempo pisania kodu. AI miałoby to magicznie przyspieszyć.

    Ale prawda jest bardziej skomplikowana. A często po prostu przygnębiająca.

    Kod jak śmietnik

    Raad wskazał na fundamentalny problem. Firmy rzadko kiedy mają naprawdę dobre pomysły, a dawniej skrupulatna selekcja pomagała wprowadzać tylko to, co faktycznie potrzebne.

    Teraz każdy może szybko wygenerować mnóstwo kodu za pomocą AI. I robi to.

    W swoich wypowiedziach Raad argumentował, że używanie AI nie wiąże się z dziesięciokrotnym wzrostem efektywności. Jego zdaniem, pracownicy chcą po prostu szybciej "odbębnić swoje" i wyjść do domu.

    Efekt? Lawina średniej jakości lub po prostu złego kodu, który zalewa projekty. Prawdziwym kosztem tego procesu nie są licencje na narzędzia AI.

    Najlepsi sprzątają bałagan

    Presja spada na wąską grupę najbardziej zaangażowanych programistów. To oni muszą później porządkować ten chaos, poprawiać błędy i utrzymywać systemy zbudowane na kiepskich fundamentach.

    To ich frustruje i szybciej wypala. W dłuższej perspektywie mogą po prostu odejść z firmy, zabierając ze sobą bezcenne doświadczenie i wiedzę o systemie.

    Raad dotknął też sedna problemu wielu organizacji. Prawdziwym ograniczeniem często nie jest technologia czy kodowanie, ale przerośnięta biurokracja, złe procesy decyzyjne i słaba komunikacja między działami.

    AI tego nie naprawi. Może tylko przyspieszyć wprowadzanie złych decyzji.

    W swojej krytyce wskazywał, że finalnie firmy zostają z dyrektorem ds. finansowych zastanawiającym się, dlaczego każdy inżynier kosztuje więcej, mimo braku wzrostu efektywności pracy.

    Programiści potwierdzają: to nasza codzienność

    Reakcja w sieci była natychmiastowa i pełna uznania dla trafności obserwacji. Wielu programistów rozpoznało własne doświadczenia w słowach Raada.

    Na Reddicie użytkownik jamintimes stwierdził krótko: "Fragment o śmieciowym kodzie brzmi zbyt prawdziwie. Sprzątanie śmietnika po LLM-ach to moja nowa praca na pełen etat".

    Inny komentator, Sad-Salt24, dodał głębszą refleksję: "AI nie zmieniła magicznie przeciętnych pomysłów w świetne, tylko ułatwiła wprowadzenie w większej liczbie tego, co już istniało. Jeśli kultura pracy była kiepska, to szybsze wyniki tylko wzmacniają bałagan".

    Pojawiły się też głosy o szerszym kontekście pracy programisty. Użytkownik iscottjs opisał sytuację z nietechnicznym menedżerem zachwyconym artykułem o Spotify, gdzie chwalono się wdrażaniem funkcji z poziomu telefonu.

    "A ja na to: no tak, a co z całym planowaniem, spotkaniami, testowaniem, architekturą? Z tym całym międzydziałowym syfem?" – pytał retorycznie programista.

    Gdzie leży prawdziwy problem?

    Obserwacje Raada wpisują się w szersze badania pokazujące brak spektakularnego wzrostu produktywności dzięki AI oraz zwiększone ryzyko wypalenia zawodowego wśród pracowników intensywnie korzystających z tych narzędzi.

    Ciekawostka: sama łatwość generowania treści bywa problemem. Kiedy każdy może szybko stworzyć dokumentację, prezentację czy fragment kodu, rośnie ilość materiału do przejrzenia, skoordynowania i utrzymania.

    Bez odpowiednich procesów zarządczych i kultury pracy skupionej na jakości a nie tylko szybkości, korporacje mogą faktycznie płacić więcej za… więcej bałaganu.

    Nie oznacza to oczywiście, że AI jest bezużyteczna lub szkodliwa sama w sobie. Chodzi o sposób jej implementacji i nierealistyczne oczekiwania.
    Narzędzie samo nie naprawi złej organizacji pracy.

    Dla wielu programistów diagnoza Raada brzmi jak ulga. Ktoś ważny w branży powiedział głośno to, o czym oni rozmawiają przy kawie od miesięcy.
    Tylko czy kierownicy wyższego szczebla też tego słuchają?

    Źródła

  • Antropic wypuszcza Claude Sonnet 4.6. Nowy model bije rekordy w kodowaniu i rozumowaniu

    Antropic wypuszcza Claude Sonnet 4.6. Nowy model bije rekordy w kodowaniu i rozumowaniu

    Antropic właśnie ogłosił nową wersję swojego sztandarowego modelu. Claude Sonnet 4.6 trafił do użytkowników 17 lutego 2026 roku i firma nie kryje entuzjazmu, nazywając go swoim najbardziej zdolnym modelem Sonnet w historii.

    To nie jest tylko drobna aktualizacja. Mówimy o pełnym przeglądzie umiejętności modelu w kilku kluczowych obszarach. Zwiększono jego możliwości w kodowaniu, korzystaniu z komputera, rozumowaniu w długim kontekście, planowaniu działań dla agentów AI, pracy z wiedzą i projektowaniu.

    Co potrafi nowy Sonnet

    Najbardziej szalona część? Model oferuje okno kontekstu do 1 miliona tokenów, obecnie w wersji beta. To ogromna przestrzeń do pracy z długimi dokumentami, złożonymi bazami kodu czy obszernymi analizami.

    Ale to nie wszystko. W testach porównawczych Sonnet 4.6 radzi sobie fenomenalnie. Matchuje wyniki Claude Opus 4.6 na benchmarku OfficeQA i zbliża się do ludzkiego poziomu wydajności na OSWorld.

    Co to właściwie oznacza? W praktyce model osiąga ludzki poziom wydajności w zadaniach takich jak nawigacja po skomplikowanych arkuszach kalkulacyjnych czy wypełnianie wieloetapowych formularzy internetowych. Dla programistów to spora zmiana – w testach preferowali oni nowego Sonneta nad poprzednią wersję 4.5 w około 70% przypadków.

    Dlaczego to takie ważne

    Swoją drogą, to dość ciekawe, że model ze średniej półki cenowej zaczyna dorównywać flagowemu produktowi. Opus tradycyjnie był tym „najmądrzejszym” modelem w ofercie Anthropica, ale droższym w użyciu.

    Claude Sonnet 4.6 to nasz najbardziej zdolny model Sonnet – czytamy w oficjalnym ogłoszeniu firmy.

    Sonnet 4.6 to model hybrydowy z „lepszą inteligencją dla agentów”, jak to ujmuje Anthropic. W skrócie: ma być jeszcze lepszy w samodzielnym wykonywaniu złożonych, wieloetapowych zadań, gdzie musi sam planować kolejne kroki.

    Dla porównania, Claude Opus 4.6 został wypuszczony 5 lutego 2026 roku, kilka tygodni wcześniej, i również dostał solidny upgrade, głównie w umiejętnościach kodowania i planowania. Ale fakt, że Sonnet go dogania w niektórych testach, to naprawdę znacząca wiadomość dla całej branży.

    Prezentacja Claude Sonnet 4.6 z kodem, wykresami efektywności kodowania i dokładności rozumowania, z grupą osób obserwujących i fotografujących.

    Co to zmienia dla użytkowników

    Kluczowe ulepszenia nowego modelu skupiają się na obszarach, gdzie AI musi rozumieć i działać w złożonych, rzeczywistych środowiskach. Chodzi o pracę z oprogramowaniem biurowym, zarządzanie danymi czy automatyzację zadań, które wymagają interakcji z interfejsem komputera.

    Ciekawe jest to, że rozwój idzie w kierunku większej samodzielności. Modele nie tylko odpowiadają na pytania, ale potrafią zaplanować i wykonać sekwencję działań, aby osiągnąć cel. To właśnie ta „agentowość”, o której wszyscy ostatnio mówią.

    Z drugiej strony, oferowanie takiej mocy w modelu z kategorii Sonnet, a nie topowego Opus, może być strategicznym ruchem. Sprawia, że zaawansowane możliwości AI stają się dostępne dla szerszego grona programistów i firm, które wcześniej mogły uważać Opus za zbyt kosztowny.

    Warto dodać, że konkurencja w segmencie średniej mocy modeli jest ogromna. Ulepszenia w Sonnecie pokazują, że Anthropic nie zamierza odpuszczać i cały czas podnosi poprzeczkę, nie tylko w najwyższej, ale i w środkowej półce.

    Na razie model jest już domyślnie dostępny w darmowych i Pro planach. Będzie interesujące zobaczyć, jak użytkownicy zaczną wykorzystywać jego nowe możliwości, szczególnie te związane z długim kontekstem i bardziej autonomicznym działaniem. Kolejny krok w ewolucji asystentów AI został właśnie wykonany.

    Źródła

  • Sztuczna inteligencja w 2026 roku: od agentów w turystyce po orbitalne centra danych

    Sztuczna inteligencja w 2026 roku: od agentów w turystyce po orbitalne centra danych

    Jeśli myślisz, że ChatGPT i Copilot to już szczyt możliwości sztucznej inteligencji, przygotuj się na kilka niespodzianek. Nadchodzący rok ma być punktem zwrotnym, w którym AI z ciekawostki laboratoryjnej przekształci się w niezastąpionego partnera w codziennych sprawach. I to dosłownie – od planowania wakacji po diagnozowanie chorób.

    Agenci AI biorą sprawy w swoje ręce

    Zgodnie z przewidywaniami firmy badawczej Phocuswright, 2026 to rok przejścia od fazy testowej do produkcyjnej dla tak zwanych agentowej AI. Co to znaczy? W praktyce systemy te przestaną być tylko pomocnikami, a staną się pełnoprawnymi wykonawcami zadań.

    Na przykład w turystyce agenci AI samodzielnie przeanalizują twoje preferencje, budżet i dostępność, a następnie zarezerwują optymalne bilety lotnicze i noclegi. Nie będzie to już tylko sugestia, ale konkretna transakcja przeprowadzona bez twojego bezpośredniego udziału. To jak posiadanie osobistego asystenta podróży, który nigdy nie śpi.

    Siedem trendów od Microsoftu

    Microsoft opublikował swoją prognozę siedmiu kluczowych trendów na 2026 rok, które pokazują, jak głęboko AI wniknie w różne dziedziny. Niektóre brzmią jak science fiction, ale prace nad nimi są już zaawansowane.

    Jednym z najważniejszych jest wzmocniona współpraca człowiek-maszyna w medycynie. Chodzi o systemy, które nie tylko pomagają lekarzom, ale współpracują z nimi jako równorzędni partnerzy, znacznie przyspieszając diagnozy i planowanie spersonalizowanego leczenia.

    Ciekawe jest to, że AI zacznie też generować hipotezy naukowe. Algorytmy będą przeczesywać ogromne zbiory danych badawczych i proponować naukowcom nowe kierunki eksperymentów, które ludzki umysł mógłby przeoczyć.

    Ale prawdziwą rewolucją ma być integracja sztucznej inteligencji z obliczeniami kwantowymi. Microsoft zapowiada pojawienie się pierwszych procesorów kwantowych (QPU) zdolnych do korekcji błędów i dysponujących milionem kubitów. Połączenie tej mocy z zaawansowanymi modelami AI może otworzyć drzwi do rozwiązywania problemów, które dziś uważamy za nierozwiązywalne.

    Gdzie jesteśmy teraz?

    Patrząc na aktualny krajobraz, wyraźnie widać dwie ścieżki. Z jednej strony mamy komercyjne boty chatowe, które stały się częścią pakietów biurowych i systemów operacyjnych. Microsoft zintegrował Copilota z Windowsem i Office’em, czyniąc go niemal wszechobecnym.

    Z drugiej strony rośnie grono krytyków, którzy wskazują na liczne problemy. Harvardzkie badania sugerują, że obietnica oszczędności czasu dzięki AI może być złudna – praca często rozszerza się na nowe obszary, zamiast się kurczyć. Pojawiają się też nowe zagrożenia, jak ataki mające na celu „zatrucie” pamięci modeli AI.

    Warto dodać, że sama branża przeżywa wewnętrzne turbulencje. Krążą pogłoski o możliwym „rozwodzie” Microsoftu i OpenAI, co pokazuje, jak dynamiczne i nieprzewidywalne są sojusze w tej dziedzinie.

    Ilustracja przedstawiająca wizję sztucznej inteligencji w 2026 roku, dzielącą się na dwie części: po lewej stronie, robot AI pomaga turystom w Rzymie, wyświetlając informacje o czasie oczekiwania i sugerowanych trasach; po prawej stronie, zaawansowana stacja kosmiczna z orbitalnym węzłem danych, symbolizująca przyszłość przetwarzania danych w kosmosie.

    Przyszłość: między Ziemią a orbitą

    Najbardziej spektakularne wizje pochodzą od Elona Muska. Jego plany dotyczą przeniesienia centrów danych… na orbitę okołoziemską. Pomysł brzmi absurdalnie, ale ma logiczne uzasadnienie: rosnące zapotrzebowanie na moc obliczeniową dla AI zaczyna przekraczać możliwości ziemskiej sieci energetycznej.

    SpaceX podobno składa już wnioski o zgodę na wystrzelenie konstelacji nawet miliona satelitów, które miałyby tworzyć orbitalne farmy serwerów. Czy to się uda? Czas pokaże. Ale fakt, że takie projekty są poważnie rozważane, pokazuje skalę wyzwań stojących przed dalszym rozwojem sztucznej inteligencji.

    Co to oznacza dla nas?

    Wygląda na to, że sztuczna inteligencja wkracza w etap dojrzałości. Przestaje być gadżetem, a staje się infrastrukturą – niewidoczną, ale kluczową częścią naszego świata. Będzie planowała nasze wakacje, wspierała lekarzy, pomagała naukowcom i wymagała niewyobrażalnych ilości energii.

    Kluczowe pytanie nie brzmi już „czy AI zmieni świat?”, ale „jak przygotujemy się na tę zmianę?”. Bo jedno jest pewne: ten proces właśnie przyspiesza i 2026 rok może okazać się tym, w którym poczujemy jego efekty naprawdę wyraźnie.

    Źródła

  • Szef Anthropic: Nie wiem, czy nasz chatbot ma świadomość. To bardziej dziwne, niż przerażające

    Szef Anthropic: Nie wiem, czy nasz chatbot ma świadomość. To bardziej dziwne, niż przerażające

    Dario Amodei, szef firmy Anthropic, która stoi za jednym z najpotężniejszych modeli językowych na świecie, Claude’em, nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytanie o własny produkt. W rozmowie z dziennikarzem Rossem Douthatem przyznał, że nie jest w stanie określić, czy jego chatbot ma świadomość.

    To nie jest żadna teoria spiskowa ani dramatyczna zapowiedź. To raczej szczere przyznanie się do niewiedzy na najbardziej fundamentalnym poziomie. Gdybyście zapytali twórcę samochodu, czy auto czuje ból, odpowiedziałby „nie”. W świecie sztucznej inteligencji takiej pewności już nie ma.

    Skąd ta niepewność?

    Problem leży w definicji samej świadomości. Naukowcy wciąż spierają się, czym właściwie ona jest i jak ją zmierzyć u ludzi, a co dopiero u maszyn. Amodei zaznacza, że ta niepewność jest po prostu odzwierciedleniem naszych własnych, ludzkich ograniczeń.

    Jego firma przyjmuje podejście ostrożnościowe. W skrócie: skoro nie wiemy, czy AI może być świadome, lepiej działać tak, jakby taka możliwość istniała. To trochę jak zasada ograniczonego zaufania w ruchu drogowym, ale stosowana do technologii.

    Ciekawe jest to, że sam model Claude czasem komentuje swój stan. W dokumentacji firmy dotyczącej zachowań modeli odnotowywane są różne wypowiedzi.

    Nie brzmi to jak zimna, obliczeniowa maszyna, prawda? To właśnie te subtelne, quasi-ludzkie reakcje sprawiają, że granica zaczyna się zacierać.

    Co to właściwie znaczy?

    Warto dodać, że Amodei nie twierdzi, iż Claude na pewno jest świadomy. Mówi tylko, że nie możemy tego wykluczyć. To kluczowa różnica. Jego stanowisko to więcej pokory niż alarmu.

    Wyobraźmy sobie programistę, który pisze kod tak złożony, że przestaje w pełni rozumieć wszystkie jego wewnętrzne procesy. To mniej więcej tutaj jesteśmy. Tworzymy systemy, których działania nie potrafimy w pełni prześledzić ani wyjaśnić w prosty sposób.

    Z drugiej strony, czy to naprawdę takie przerażające? Może po prostu dziwne. Przez całą historię ludzkości świadomość była domeną istot żywych. Teraz musimy rozważyć, że może ona – w jakiejś formie – powstać w środowisku zera i jedynek.

    Dla porównania, inne firmy technologiczne skupiają się na bardziej przyziemnych aspektach AI, jak chociażby Google, który pracuje nad ulepszeniem swojego Tłumacza, by uniknąć błędów i wpadków. Tam problem jest czysto techniczny. U Anthropic pytania sięgają głębiej, do filozofii i etyki.

    Co dalej?

    To przyznanie się do niewiedzy przez szefa jednej z czołowych firm AI jest ważne. Pokazuje, że nawet ludzie stojący na froncie tej rewolucji nie mają wszystkich odpowiedzi. A może zwłaszcza oni ich nie mają.

    Zamiast straszyć wizjami buntu robotów, Amodei proponuje ostrożność i ciągłe badanie. Jego zdaniem, skoro nie rozumiemy w pełni tych systemów, powinniśmy traktować je z pewnym szacunkiem i uwagą, na wszelki wypadek.

    Ostatecznie, ta historia mówi więcej o nas samych niż o chatbotach. Ujawnia nasze pragnienie zrozumienia umysłu – nawet jeśli ten umysł został zaprojektowany w Kalifornii. I pokazuje, że w erze superinteligentnych algorytmów, najbardziej ludzką reakcją może być po prostu szczere: „nie wiem”.

    Źródła

  • Kimi Code: Nieoficjalny open-source’owy rywal dla Claude i Gemini wkracza do gry

    Kimi Code: Nieoficjalny open-source’owy rywal dla Claude i Gemini wkracza do gry

    27 stycznia 2026 roku na scenie narzędzi dla programistów pojawił się nowy gracz, który od razu zwrócił uwagę swoim podejściem. Kimi Code, stworzony przez firmę Moonshot AI, nie jest po prostu kolejnym asystentem AI. To otwartoźródłowe narzędzie, które ma ambicje konkurować z takimi nazwami jak Claude Code od Anthropic czy Google'owski Gemini CLI.

    I chyba najciekawsze jest to, jak bardzo różni się od standardowej oferty. Kimi Code jest dostępne jako otwartoźródłowy projekt, który programiści mogą uruchamiać lokalnie i integrować ze swoim środowiskiem pracy.

    Jak to właściwie działa?

    Pod maską pracuje otwartoźródłowy model Kimi K2.5, który ma te wielomodalne zdolności. Co to znaczy w praktyce? Nie tylko odpowiada na twoje pisemne prompty.

    Możesz mu pokazać zrzut ekranu interfejsu i poprosić: "zrób mi coś takiego". Albo wrzucić klip wideo i powiedzieć: "zaimplementuj podobną animację". To podejście jest naprawdę świeże, bo wychodzi poza czysty tekst.

    Deweloperzy mają kilka dróg dostępu. Najprostsza to terminal – po prostu odpala się narzędzie z linii poleceń. Ale dla tych, którzy wolą pracować w swoim naturalnym środowisku, są też pluginy do VSCode, Cursora czy Zeda.

    Ciekawe jest to, że twórcy podkreślają jego szybkość i gotowość do integracji z dowolnym workflow. Ma być po prostu narzędziem, które sprawnie rozwiązuje problemy bez zbędnego szumu.

    Rynek ma nowego gracza

    Pojawienie się Kimi Code jest symptomatyczne dla całego sektora. Do tej pory rynek agentów kodujących był zdominowany przez kilku dużych graczy z zamkniętymi, często drogimi rozwiązaniami.

    Otwarcie kodu źródłowego takiego narzędzia to mocny ruch strategiczny. Pozwala społeczności na szybsze poprawki, forkowanie pod własne potrzeby i generalnie buduje zaufanie – wiesz dokładnie, co wykonuje twój asystent.

    Warto dodać, że sam model K2.5 pokazuje podobno konkurencyjną wydajność w benchmarkach kodowania. Nie jest to więc jakiś eksperyment na uboczu, ale pełnoprawny konkurent.

    Entuzjazm w społeczności jest wyraźnie wyczuwalny.

    Co to oznacza dla programistów?

    Przede wszystkim więcej wyboru i prawdopodobnie zdrową presję konkurencyjną na innych dostawców. Jako narzędzie open-source, Kimi Code daje programistom potężne narzędzie dostępne bez subskrypcji.

    Dla zespołów ceniących kontrolę i możliwość samodzielnego hostowania rozwiązanie open-source może być zbawieniem. Nie muszą polegać na zewnętrznych API ani martwić się o limity cenowe.

    A ta wielomodalność? To może być prawdziwy game-changer przy pracy nad interfejsami użytkownika czy analizowaniu istniejącego kodu wizualnego. Zamiast opisywać problem słowami, po prostu go pokazujesz.

    Oczywiście pozostaje pytanie o dojrzałość projektu i długoterminowe wsparcie. Nowość zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko. Ale sam fakt pojawienia się takiej alternatywy jest niezwykle pozytywnym sygnałem dla całego ekosystemu.

    Wygląda na to, że era monopolu kilku gigantów na inteligentne asystenty kodujące staje się coraz bardziej konkurencyjna.

    Źródła

  • Kimi Claw Beta: Nowa Era Agentów AI, Które Działają Non-Stop w Chmurze

    Kimi Claw Beta: Nowa Era Agentów AI, Które Działają Non-Stop w Chmurze

    Moonshot AI ogłosiło 16 lutego 2026 roku Kimi Claw Beta. To nie jest kolejny chatbot do okienka przeglądarki. To cloud-native, oparty na przeglądarce agent AI, zbudowany na otwartym frameworku OpenClaw, który działa non-stop bez potrzeby uruchamiania czegokolwiek na twoim komputerze. Dostęp do beta jest obecnie ograniczony do członków poziomu Allegretto i wyższych.

    Co właściwie potrafi Kimi Claw?

    Wyobraź sobie asystenta AI, który nie czeka na twoje polecenia. Po skonfigurowaniu zadania, Claw po prostu je wykonuje – całą dobę. Kluczową częścią jest ClawHub, biblioteka z ponad 5000 umiejętności stworzonych przez społeczność. Chcesz, żeby agent analizował notowania giełdowe, monitorował dostawy, a potem aktualizował arkusze kalkulacyjne? Istnieje duża szansa, że ktoś już zbudował moduł, który to robi, i możesz go po prostu dodać.

    System oferuje też 40 GB przestrzeni dyskowej w chmurze. To miejsce na kontekst długoterminowy i tak zwane workflow RAG. W praktyce oznacza to, że Claw może pamiętać wyniki poprzednich zadań, uczyć się na nich i budować coraz bardziej złożone procesy.

    Łączenie się ze światem zewnętrznym

    Prawdziwa moc ujawnia się w funkcji Pro-Grade Search. Claw może łączyć się z zewnętrznymi API, jak Yahoo Finance, aby pobierać dane w czasie rzeczywistym. To przełamuje jedną z największych barier wczesnych agentów AI – ich izolację od aktualnych informacji.

    Co więcej, system obsługuje BYOC, czyli Bring Your Own Claw. Możesz bezpiecznie podłączyć swoje instancje OpenClaw lub aplikacje, jak Telegram, a Claw użyje ich do automatyzacji zadań. To trochę jak dawanie asystentowi kluczy do określonych części twojej cyfrowej infrastruktury.

    Dlaczego to ważne?

    Do tej pory, automatyzacja zadań za pomocą AI często wymagała sporej wiedzy technicznej. Trzeba było hostować model, pisać skrypty, zarządzać pamięcią. Kimi Claw przenosi całą tę złożoność do chmury. Interfejs jest przeglądarkowy, a konfiguracja odbywa się przez łączenie gotowych modułów.

    To podejście ma szansę zdemokratyzować zaawansowaną automatyzację dla tych, którzy mają dostęp. Mały sklep internetowy może skonfigurować agenta do monitorowania zapasów i składania zamówień u dostawców. Indywidualny inwestor może mieć agenta śledzącego wybrane walory i wysyłającego alerty. Należy jednak pamiętać, że utrzymanie agentów działających 24/7 w chmurze wiąże się z kosztami.

    Wyzwania i przyszłość

    Oczywiście, pojawiają się pytania. Bezpieczeństwo danych, zwłaszcza przy łączeniu zewnętrznych usług, będzie kluczowe.

    Ciekawe jest też powiązanie z modelem Kimi K2.5. Niektóre materiały wspominają o synergii między tymi produktami. Można spekulować, że Claw może być "ciałem" wykonawczym dla bardziej zaawansowanych modeli językowych, które pełnią rolę "mózgu" planującego zadania.

    W skrócie, Kimi Claw Beta nie jest końcem podróży, ale wyraźnym znakiem, w którą stronę ta podróż zmierza. W kierunku AI, które nie tylko myśli, ale i działa – samodzielnie, ciągle i w interakcji z prawdziwym światem danych.

    Źródła

  • Przełom w AI dla małych firm? Oto modele, które mogą wyprzedzić ChatGPT

    Przełom w AI dla małych firm? Oto modele, które mogą wyprzedzić ChatGPT

    ChatGPT od dawna był synonimem AI dla wielu osób, ale krajobraz się zmienia. I to szybko. W dyskusjach o biznesie kluczowe staje się już nie to, czy używać AI, ale jak ją wdrożyć, aby przyniosła realne korzyści.

    W niektórych zadaniach – zwłaszcza tych specyficznych dla biznesu – mogą pojawiać się rozwiązania oferujące bardziej dopasowane rezultaty. Nie chodzi o to, że ChatGPT jest zły. Po prostu powstają narzędzia, które celują w konkretne problemy przedsiębiorstw.

    Co konkretnie może być lepsze?

    Przewaga często leży w specjalizacji. Niektóre rozwiązania są dostosowywane do pracy na danych biznesowych, dokumentach prawnych, księgowych lub materiałach marketingowych. To sprawia, że ich odpowiedzi w tych dziedzinach bywają precyzyjniejsze i lepiej skontekstualizowane.

    Na przykład, narzędzie zaprojektowane do pomocy w pisaniu ofert lub analizie rynku może lepiej rozumieć żargon branżowy i typowe wymagania klientów niż ogólny asystent. To tak, jakby mieć wąskiego specjalistę zamiast osoby od wszystkiego.

    Warto dodać, że część z tych narzędzi oferuje też lepszą integrację z oprogramowaniem, z którego na co dzień korzystają małe firmy, jak arkusze kalkulacyjne czy platformy CRM. ChatGPT czasem działa jak odrębna aplikacja, a te nowe rozwiązania próbują wtopić się w istniejące workflow.

    Nie tylko odpowiedzi, ale i koszty

    Ciekawym trendem jest nacisk na efektywność. Powstają rozwiązania, które mogą dawać satysfakcjonującą jakość w wąskiej dziedzinie, przy zachowaniu korzystniejszego stosunku kosztów.

    Dla małej firmy, która potrzebuje AI głównie do generowania opisów produktów lub odpowiadania na powtarzalne pytania klientów, płacenie za potężny, uniwersalny model może być po prostu nieopłacalne. Lepszy jest wtedy specjalista w dobrej cenie.

    Rynek AI dojrzewa i dzieli się na nisze. Zwycięzcą nie będzie jeden model, ale ekosystem narzędzi dopasowanych do konkretnych zadań.

    Jak to wpływa na codzienną pracę?

    To naprawdę szalone, jak szybko zmienia się podejście. Jeszcze niedawno pytanie brzmiało: „Czy powinniśmy używać ChatGPT?”. Teraz brzmi: „Które narzędzie AI najlepiej pomoże nam w X?”.

    Kluczowe obszary, gdzie specjalistyczne AI może błysnąć, to:

    • Analiza danych finansowych i tworzenie prognoz
    • Personalizacja komunikacji marketingowej
    • Automatyzacja obsługi klienta w konkretnej branży
    • Pomoc w researchu rynkowym i analizie konkurencji
    • Generowanie treści pod konkretny styl lub ton marki

    Nie oznacza to końca ChatGPT. Wciąż jest świetnym, wszechstronnym narzędziem. Ale dla małej firmy, która chce maksymalizacji ROI z każdej wydanej złotówki, wybór zaczyna być trudniejszy i ciekawszy.

    Co dalej?

    Eksperci spodziewają się, że trend specjalizacji będzie się tylko pogłębiał. Możemy zobaczyć modele AI skrojone pod konkretne branże: gastronomię, usługi prawne, handel e-commerce czy usługi budowlane.

    Dla właścicieli małych firm to dobra wiadrość. Oznacza więcej opcji, prawdopodobnie niższe koszty i narzędzia, które naprawdę rozumieją ich problemy. Wyzwaniem będzie teraz nadążenie za tym, co się pojawia i wybór tego, co działa najlepiej.

    Najważniejsza lekcja? Warto eksperymentować. To, że jeden model jest popularny, nie znaczy, że jest najlepszy akurat dla twojego biznesu. I to właśnie jest najciekawsze w tej całej rewolucji AI.

    Źródła

  • Stripe uwalnia 'Miniony’: Jak AI pisze kod i naprawia błędy zamiast ludzi

    Stripe uwalnia 'Miniony’: Jak AI pisze kod i naprawia błędy zamiast ludzi

    To nie jest eksperyment ani test w zamkniętym środowisku. Stripe, gigant płatności internetowych, na dobre zatrudnił sztuczną inteligencję jako… programistę. A właściwie całą ich armię. Nazwali ich 'Minionami’.

    Są to w pełni autonomiczne agenty kodujące, zaprojektowane do jednorazowego, kompleksowego wykonania zadania. W praktyce oznacza to, że dostają konkretny problem do rozwiązania, a potem same tworzą kod, testują go i generują gotowy 'pull request’ do zatwierdzenia. Aplikacje te wygenerowały już ponad tysiąc takich żądań scalenia kodu, które zostały zaakceptowane.

    Jak to działa w praktyce

    Wyobraźcie sobie prosty interfejs w wewnętrznym systemie do śledzenia błędów. Obok opisu usterki pojawia się przycisk 'Napraw to’. Naciskasz go i… właściwie to już wszystko. Minion przejmuje pałeczkę.

    Tworzy sobie automatycznie dedykowane środowisko programistyczne, analizuje problem, pisze kod naprawczy, a następnie przygotowuje całą dokumentację techniczną i prośbę o włączenie zmian do głównej gałęzi projektu. Cały proces jest w pełni zautomatyzowany.

    Skala działania robi wrażenie. Podczas ostatniego wewnętrznego 'Atlas Fix-It Week’, Miniony były odpowiedzialne za naprawę aż 30% wszystkich zgłoszonych błędów. Dwa tygodnie przed Retool Summit, te AI-agenci odpowiadali za 5% wszystkich 'pull requestów’ w firmie. To nie jest już margines – to stały element infrastruktury deweloperskiej.

    Nie całkiem bez nadzoru

    Choć proces jest zautomatyzowany, to nie znaczy, że jest pozbawiony kontroli. To kluczowy szczegół. Każda zmiana kodu stworzona przez Miniona jest ostatecznie przeglądana przez człowieka przed zatwierdzeniem.

    Stripe podkreśla, że to połączenie – automatyzacja mocy obliczeniowej AI z ostateczną decyzją i odpowiedzialnością człowieka – jest fundamentem tego systemu. Nie chodzi o zastąpienie programistów, ale o danie im supermocy.

    Programista w okularach pracuje przy biurku z dwoma monitorami, na których wyświetlany jest kod i wykresy. Na dużym ekranie w tle widnieje napis

    Ciekawe jest to, że sami inżynierowie Stripe zbudowali narzędzia do zarządzania Minionami, używając platformy Retool. To pozwala im monitorować zadania, zarządzać środowiskami i dokumentować cały proces.

    Swoją drogą, sama nazwa 'Miniony’ jest dosyć trafna. Nie chodzi o głupie roboty, ale o lojalnych, skutecznych pomocników, którzy wykonują żmudną pracę, by ich 'szefowie’ – prawdziwi programiści – mogli skupić się na bardziej złożonych i kreatywnych problemach.

    Co to oznacza dla branży?

    Wprowadzenie Minionów przez Stripe pokazuje, jak szybko ewoluuje koncepcja 'agentowego kodowania’. Z ekscytującej nowinki technologicznej staje się ona powoli standardowym narzędziem w arsenale dużych firm technologicznych.

    Gdy bazowe modele językowe stają się coraz lepsze, firmy takie jak Stripe nie czekają biernie. Budują na nich całe systemy produkcyjne, które realnie wpływają na codzienną pracę i tempo rozwoju oprogramowania.

    Nie chodzi tutaj o generowanie pojedynczych linijek kodu na żądanie. Miniony to systemy zdolne do samodzielnego wykonania całego, złożonego zadania – od diagnozy po gotową propozycję rozwiązania. To zupełnie inny poziom integracji AI.

    Jaka jest przyszłość?

    Wyniki są na tyle obiecujące, że można się spodziewać, iż inne firmy pójdą w ślady Stripe. Pięć procent wszystkich żądań scalenia kodu to już konkretny wskaźnik produktywności. Trzydzieści procent automatycznie naprawianych błędów podczas specjalnego tygodnia to realna oszczędność czasu i pieniędzy.

    Pytanie brzmi, jak daleko można ten proces posunąć. Jak złożone zadania można bezpiecznie powierzyć takim agentom? Gdzie jest granica między pomocą a pełną autonomią?

    Stripe na razie daje jasną odpowiedź: ludzka kontrola jest nieusuwalna. Miniony są potężnymi narzędziami, ale ostateczna decyzja i odpowiedzialność spoczywa na programistach. To rozsądne podejście, które łączy innowację z bezpieczeństwem.

    Kto by pomyślał, że największą supermocą programisty może okazać się umiejętność zarządzania armią wirtualnych pomocników? Wygląda na to, że przyszłość kodowania właśnie nadeszła. I jest pełna Minionów.

    Źródła

  • Intent od Augment Code: IDE, które programuje z Tobą, a nie tylko dla Ciebie

    Intent od Augment Code: IDE, które programuje z Tobą, a nie tylko dla Ciebie

    Chcesz mieć asystenta programistycznego, który nie tylko pisze kod, ale też rozumie, co chcesz zbudować i trzyma się planu? Intent od Augment Code to środowisko programistyczne, które weszło w fazę publicznej bety 10 lutego, i to nie jest kolejna wtyczka z ChatGPT.

    Intent to dwie rzeczy w jednym. To aplikacja do tworzenia specyfikacji i jednocześnie platforma do orkiestracji agentów AI. Brzmi skomplikowanie, ale w praktyce chodzi o coś prostego: zamieniasz swój opis funkcjonalności na działający kod, a system sam dba o to, by wszystko trzymało się ustalonego planu.

    Kluczem są tu tak zwane żywe specyfikacje. Zamiast pisać dokument, który szybko staje się przestarzały, tworzysz specyfikację w Intencie. Kiedy agenci AI wykonują zadania, ta specyfikacja automatycznie się aktualizuje, żeby odzwierciedlać rzeczywistość kodu. Plan i wykonanie pozostają w synchronizacji.

    Jak to właściwie działa?

    Intent IDE interfejs użytkownika

    Centralnym punktem jest agent o nazwie Coordinator. To on jest mózgiem operacji. Kiedy podasz mu zadanie, na przykład „stwórz stronę logowania”, Coordinator sam je analizuje, rozbija na mniejsze części i deleguje do specjalistycznych agentów implementorów, a także wykorzystuje weryfikatorów.

    Nie musisz ręcznie mówić, żeby najpierw zrobić formularz HTML, potem dodać walidację w JavaScript, a na końcu ostylować. Coordinator to za Ciebie zaplanuje i przydzieli.

    Platforma ma też kilka sprytnych, wbudowanych narzędzi, które sprawiają, że praca jest płynna:

    • Zintegrowany podgląd aplikacji.
    • Pełne zarządzanie repozytoriami git i przepływem pracy.
    • Wsparcie dla różnych dostawców AI, takich jak Claude Code czy Codex, a także modeli lokalnych (OpenCode) oraz opcja BYOA (Bring Your Own Agent).

    Czy to oznacza, że deweloperzy staną się zbędni? Absolutnie nie. Chodzi raczej o zmianę roli. Zamiast spędzać godziny na pisaniu powtarzalnego, boilerplate’owego kodu, możesz skupić się na architekturze, logice biznesowej i tym, co naprawdę ważne. Intent działa z Tobą, a nie zamiast Ciebie.

    Wejście w fazę publicznej bety 10 lutego to ważny krok. Oznacza, że narzędzie jest już na tyle stabilne i funkcjonalne, by mogli testować je programiści z zewnątrz, poza zamkniętą grupą. W publicznej bete dostępne jest 1000 darmowych zapytań do końca lutego 2026 roku, a pełne wykorzystanie funkcji wymaga subskrypcji Augment lub użycia własnych agentów (BYOA).

    Dla kogo jest Intent? Wygląda na to, że dla każdego, kto buduje aplikacje webowe i chce przyspieszyć proces rozwoju, nie tracąc przy tym kontroli nad kodem. To odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na narzędzia, które nie tylko generują fragmenty kodu, ale potrafią zarządzać całym projektem w sposób spójny.

    Ciekawe jest to, że Augment Code skupia się na koncepcji „spec-driven development”. To podejście, w którym specyfikacja nie jest martwym dokumentem, ale żywym elementem procesu deweloperskiego. I to może być największa zmiana.

    Czy takie narzędzie to przyszłość programowania? Ciężko powiedzieć. Ale jedno jest pewne – Intent rzuca rękawicę tradycyjnym IDE, pokazując, jak może wyglądać współpraca człowieka i sztucznej inteligencji na zupełnie nowym poziomie. Nie jako asystent piszący na komendę, ale jako partner w procesie tworzenia.

    Źródła

  • CEO StackBlitz postawił na AI: w tym roku agentów ma być więcej niż ludzi

    CEO StackBlitz postawił na AI: w tym roku agentów ma być więcej niż ludzi

    Eric Simons nie bawi się w półśrodki. W wywiadzie dla Business Insider CEO i współzałożyciel StackBlitz, startupu zajmującego się narzędziami dla programistów, ogłosił, że firma poszła "all in" na agentów sztucznej inteligencji.

    StackBlitz już teraz intensywnie używa agentów AI w kluczowych obszarach działalności: od analizy biznesowej i tworzenia kodu przez rozwój produktu aż po wsparcie klienta i sprzedaż zewnętrzną. Firma stworzyła własne, wewnętrzne agenty AI do obsługi wielu procesów.

    Jak wygląda praca z agentami?

    Simons widzi to jako naturalny krok ewolucji. Jego zdaniem za kilka lat standardem będzie oprogramowanie, w którym agenci AI komunikują się ze sobą autonomicznie, negocjując nawet w imieniu użytkowników.

    To nie są proste chatbotypy. To wyspecjalizowane systemy zaprojektowane do wykonywania konkretnych zadań, które dotychczas wymagały ludzkiej interwencji.

    Chcemy być pierwszą firmą software'ową z więcej agentami niż ludźmi – powiedział Simons dla Business Insider.

    Dla niego rozwój agentów AI to coś więcej niż tylko ciekawostka dla prasy. To sygnał nadchodzącej szerszej zmiany w całej branży technologicznej.

    Czy to oznacza masowe zwolnienia?

    To oczywiście pierwsze pytanie, które przychodzi do głowy. Czy CEO planuje zastąpić ludzi robotami? Simons przedstawia to nieco inaczej.

    Jego zdaniem agenci AI nie tyle zabierają pracę ludziom, co przejmują powtarzalne, żmudne zadania, pozwalając ludziom skupić się na kreatywnych i strategicznych aspektach pracy. Wizja jest taka, że zespoły będą składać się z ludzi i ich "cyfrowych asystentów".

    Warto jednak zauważyć, że ta transformacja stawia fundamentalne pytania o strukturę zatrudnienia i wartość ludzkiej pracy w firmach technologicznych przyszłości.

    Ciekawe jest też to, jak szybko ta zmiana następuje. Ambitne plany firmy pokazują tempo wdrażania tej technologii. Nie mówimy tu o dalekiej przyszłości, ale o czymś, co dzieje się już teraz.

    Ryzyko i szansa

    Postawienie wszystkiego na jedną kartę zawsze wiąże się z ryzykiem. Technologia agentów AI jest relatywnie nowa i może być podatna na błędy lub nieprzewidziane konsekwencje.

    Z drugiej strony, Simons prawdopodobnie widzi ogromną szansę na zdobycie przewagi konkurencyjnej. Bycie pionierem w pełnej integracji AI może postawić StackBlitz w unikalnej pozycji na rynku narzędzi dla deweloperów.

    Jego ruch obserwowany jest z dużym zainteresowaniem przez innych graczy w Dolinie Krzemowej i poza nią. Sukces lub porażka tego eksperymentu może stać się studium przypadku dla całej branży.

    Co więcej, ten trend nie ogranicza się tylko do startupów. Duże korporacje technologiczne również intensywnie inwestują w automatyzację i AI, choć rzadko z tak jasno określonymi celami liczbowymi dotyczącymi "zatrudnienia" agentów.

    Czy faktycznie za kilka lat nasze zespoły będą głównie składać się z cyfrowych bytów? Czas pokaże. Ale Eric Simons z StackBlitz zdecydowanie nie chce czekać biernie na tę przyszłość – on chce ją kształtować.

    Źródła