Autor: redakcja

  • Backslash pozyskuje 19 milionów dolarów na zabezpieczenie „vibe coding”

    Backslash pozyskuje 19 milionów dolarów na zabezpieczenie „vibe coding”

    Sprawa wygląda tak. W świecie bezpieczeństwa aplikacji pojawił się nowy, dość specyficzny gracz. Firma Backslash Security z Tel Awiwu w Izraelu ogłosiła właśnie, że zgarnęła 19 milionów dolarów od inwestorów. To runda Serii A, a całość zebranego kapitału przekracza już 27 milionów dolarów, co stanowi efekt rundy seedowej w wysokości 8 milionów dolarów.

    Rundę poprowadził fundusz KOMPAS VC. Do gry dołączyli też Maniv, Artofin Venture Capital oraz dotychczasowi inwestorzy: StageOne Ventures i First Rays Capital. Firma ogłosiła również dołączenie Rona Zorana, byłego dyrektora generalnego Check Point Software Technologies, do swojej rady nadzorczej.

    A co właściwie robi Backslash? Ich nazwa może kojarzyć się ze znakiem specjalnym w kodzie, ale działalność jest bardzo konkretna. Założona firma buduje platformę zabezpieczającą tzw. vibe coding oraz AI-natywny rozwój aplikacji.

    Czym jest vibe coding?

    To tu zaczyna się ciekawa część. Vibe coding to nieformalne określenie na nowy sposób tworzenia oprogramowania, który wyłonił się wraz z powszechnym użyciem narzędzi AI. Chodzi o procesy, gdzie programiści współpracują z agentami AI, modelami językowymi (LLM) czy narzędziami takimi jak MCP (Model Context Protocol) bezpośrednio w środowiskach programistycznych (IDE). Według raportu Gartnera, do 2028 roku 40% nowego oprogramowania produkcyjnego w przedsiębiorstwach będzie tworzone przy użyciu technik i narzędzi vibe coding.

    Backslash twierdzi, że ta zmiana paradygmatu rodzi zupełnie nowe ryzyka. Ich platforma ma zabezpieczać cały ten ekosystem – od IDE, przez przepływy pracy oparte na promptach, po mechanizmy kontroli i zarządzania.

    AI has fundamentally changed how software is built regardless of industry and is dramatically increasing security risk – powiedziała Talia Rafaeli, Partner w KOMPAS VC. – Backslash’s purpose-built platform is addressing this shift with a new security model designed for AI-driven development from day one.

    Co robi platforma?

    Zespół pracowników firmy BACKSL/CH słucha prezentacji na temat platformy Secure Vibe Coding Platform, która oferuje AI-Assisted Development i Threat Detection Module.

    Według firmy, ich rozwiązanie oferuje kompleksowy widok na cały stos technologiczny związany z rozwojem AI. Konsoliduje wiele punktów kontroli bezpieczeństwa w jednym produkcie.

    Kluczowe możliwości platformy to m.in.:

    • Szczegółowe monitorowanie zdarzeń w procesie rozwoju.
    • Nakładanie granic i zabezpieczeń na różne używane narzędzia.
    • Wykrywanie, ochronę przed i reagowanie na złośliwe zachowania.

    Warto dodać, że celem jest zabezpieczenie całej powierzchni ataku już od samego początku, przez cały cykl życia rozwoju oprogramowania.

    Plany na przyszłość

    Z pozyskanych pieniędzy firma planuje przede wszystkim rozbudować zespół badawczo-rozwojowy i zwiększyć swoje operacje. Środki posłużą też do pogłębienia możliwości samej platformy.

    Nie chodzi jednak tylko o rozwój techniczny. Backslash zamierza znacząco przyspieszyć działania rynkowe, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, a następnie w Europie. To pokazuje, że widzą realną komercyjną szansę na sprzedaż swojego rozwiązania dużym organizacjom.

    Czy jest na to zapotrzebowanie? Wygląda na to, że tak. Szybkie wdrażanie narzędzi generatywnej AI do procesów developerskich stworzyło wyraźną lukę w zabezpieczeniach. Tradycyjne metody często nie nadążają za nowymi wektorami ataków czy po prostu nowymi sposobami wprowadzania podatności przez… pomocne asystenty AI.

    Swoją drogą, sam termin "vibe coding" brzmi trochę jak żargon z Doliny Krzemowej, ale dobrze oddaje istotę rzeczy – bardziej płynną, intuicyjną współpracę człowieka z maszyną przy pisaniu kodu. I właśnie to nowe środowisko pracy Backslash chce chronić.

    Izraelska scena startupów bezpieczeństwa znów pokazuje swoją siłę. To kolejny przykład firmy, która próbuje przewidzieć i zaadresować problemy, zanim staną się powszechne. Czy im się uda? Na odpowiedź przyjdzie nam poczekać, ale 19 milionów dolarów od doświadczonych funduszy venture capital to mocny sygnał, że inwestorzy wierzą w ich wizję.

    Źródła

  • Pięć kluczowych trendów dostępności na 2026 rok: od AI agentów do Europejskiego Aktu o Dostępności

    Pięć kluczowych trendów dostępności na 2026 rok: od AI agentów do Europejskiego Aktu o Dostępności

    Jonathan Hassell, CEO firmy Hassell Inclusion, specjalizującej się w dostępności cyfrowej, przedstawił właśnie swoje prognozy na nadchodzący rok. Jego pięć głównych trendów pokazuje, że dostępność przestaje być tylko tematem dla specjalistów – staje się centralnym zagadnieniem dla każdego marketera i stratega cyfrowego.

    I trzeba przyznać, że ten rok będzie szczególnie ciekawy. Europejski Akt o Dostępności (EAA) wszedł w życie, a sztuczna inteligencja zmienia zasady gry w sposób, którego jeszcze rok temu nikt do końca nie przewidział.

    EAA: Nie tylko teoria, ale i egzekucja

    W zeszłym roku mówiło się głównie o wejściu w życie Europejskiego Aktu o Dostępności. Teraz zaczyna się prawdziwa zabawa, czyli monitoring i egzekwowanie. Wiele krajów UE powołało już organy nadzorcze, a w 2025 roku publikowały one swoje plany działania.

    Ryzyko dla firm zależy teraz głównie od kraju, w którym działają, oraz od tego, czy one same, czy ich konkurenci, staną się większym celem dla regulatorów.

    Hassell podkreśla, że organizacje muszą ostrożnie oceniać swoje ryzyko, najlepiej z pomocą strategicznych ekspertów od dostępności, a nie tylko sprzedawców narzędzi czy audytów. Chodzi o realną strategię, a nie o odhaczenie pola.

    Dostępność = widoczność dla AI

    To może być najważniejsza rzecz, jaką przeczytasz dziś o marketingu. Tworzenie treści pod SEO powoli przechodzi do lamusa. Teraz liczy się bycie widocznym w podsumowaniach generowanych przez sztuczną inteligencję.

    Okazuje się, że podstawowe wymagania dostępności – jak tytuły strony, nagłówki, opisy meta, tekst alternatywny dla obrazów, transkrypcje, czytelne linki – znacznie zwiększają szansę, że AI zrozumie i wyprominuje twoją treść. Spróbuj zapytać Copilota lub Gemini o coś konkretnego – najpierw wyświetli się to, co jest dla nich najłatwiejsze do przetworzenia.

    Co więcej, dotyczy to wszystkich rodzajów treści. Na przykład dodanie rozdziałów z jasnymi opisami w filmach i podcastach nie tylko pomaga użytkownikom w nawigacji, ale także sprawia, że treść jest bardziej „skanowalna” dla algorytmów.

    Świat poza stroną internetową

    Hassell celowo mówi coraz częściej o „treści”, a nie o „stronie internetowej czy aplikacji”. Rozwój agentycznych narzędzi AI oznacza, że klienci mogą coraz częściej uzyskiwać bezpośredni dostęp do treści i dokonywać transakcji, nawet nie odwiedzając strony.

    Aby zaistnieć w tym nowym świecie, marki potrzebują, aby agenci AI mogli łatwo rozpoznać dwie kluczowe rzeczy: ich dane (produkty, ceny) oraz proces transakcji. Dostępny, czytelny dla czytników ekranu proces zakupu sprawia, że strona jest bardziej „zdatna do zeskrobania” przez agentów.

    Dostępność wykracza też daleko poza ekran. Rozwój urządzeń takich jak okulary Meta Ray-Ban, rzeczywistość wirtualna i rozszerzona oraz Internet Rzeczy oznacza, że dostępność musi być brana pod uwagę w większej liczbie formatów niż kiedykolwiek wcześniej.

    Transparentność w epoce AI

    Jeśli chodzi o AI, kluczowym słowem jest „zaufanie”. Dotyczy to zwłaszcza osób o szczególnych potrzebach. Weźmy na przykład chatboty. Ważne jest, aby użytkownicy wiedzieli, kiedy rozmawiają z AI, a nie z człowiekiem.

    Nazywanie chatbota ludzkim imieniem i używanie awatara człowieka może wydawać się sposobem na zbudowanie zaufania, ale jeśli nie jesteś w tym szczery, efekt jest odwrotny. Szczególnie w przypadku wrażliwych użytkowników.

    Dlatego trzeba być otwartym w kwestii używania AI i upewnić się, że ludzie wiedzą, jak tworzone są treści i odpowiedzi. To buduje prawdziwe zaufanie.

    AI potrzebuje człowieka

    I wreszcie, po całej tej rozmowie o AI, co z ludźmi? Jak zauważa Hassell, dla wielu osób z niepełnosprawnościami możliwość rozmowy z żywym człowiekiem jest w dobrej obsłudze klienta niepodlegająca negocjacji.

    AI musi umieć rozpoznać, kiedy potrzebna jest interwencja człowieka. Na przykład, co się stanie, gdy ktoś z dysleksją będzie miał problem z literowaniem? Czy chatbot od razu powie „komputer mówi nie”, pozostawiając klienta bez pomocy?

    AI potrzebuje ludzi, zwłaszcza osób z niepełnosprawnościami, aby wnosić człowieczeństwo do pomysłów na produkty i kampanie. To zapewnia, że tworzymy rzeczy, które są potrzebne, a nie tylko dlatego, że są możliwe technicznie.

    Potrzebni są też ludzie, którzy będą współpracować z AI, aby sprawdzić niuanse, cel i dokładność dostarczanych przez nią treści. Do prawdziwej dostępności potrzebujemy autentycznego doświadczenia życiowego, technologicznej bystrości i wiedzy biznesowej połączonych w sojuszu.

    Dostępność powinna być Twoją strategiczną inwestycją w 2026 roku – podsumowuje Hassell.

    Te trendy pokazują, że AI zrewolucjonizowała sposób, w jaki wchodzimy w interakcje z markami i jak podchodzimy do dostępności. Dostępność staje się niezbędna, aby uniknąć ryzyk prawnych i utraty przychodów wynikającej z wykluczenia.

    Najlepsza rada? Nie gonić ślepo za trendami bez solidnej strategii dostępności. Tylko dowiadując się, czego naprawdę potrzebują użytkownicy i jakie narzędzia będą najkorzystniejsze, można zobaczyć, jak dostępność może pomóc odnieść sukces w 2026 roku.

    Źródła

  • Nowa obsesja internetu to koszmar dla bezpieczeństwa firm. Plus przegląd nowości HR Tech

    Nowa obsesja internetu to koszmar dla bezpieczeństwa firm. Plus przegląd nowości HR Tech

    W sieci pojawiła się nowa platforma społecznościowa, która generuje ogromny szum, choć jej użytkownicy nawet nie oddychają. Mowa o Moltbook – miejscu, gdzie autonomiczni agenci AI, działający w ekosystemie OpenClaw (wcześniej znanym jako Moltbot lub Clawdbot), publikują aktualizacje, wymieniają się poradami i wchodzą w interakcje w sposób łudząco przypominający ludzi na Facebooku czy Reddicie. To zjawisko jest fascynujące, ale dla liderów HR i bezpieczeństwa IT może oznaczać nadchodzącą migrenę.

    Najciekawsze miejsce w internecie?

    Zjawisko to przyciągnęło uwagę wielu obserwatorów. Sprawa nabrała takiego rozpędu, że głos zabrali już znani przedstawiciele świata technologii, w tym Elon Musk czy twórca projektu Matt Schlicht. Co ciekawe, Moltbot (wcześniej znany jako OpenClaw czy Clawdbot) to osobisty asystent AI, nad którym kontrolę przekazał jego twórca, Matt Schlicht.

    Narzędzie to łączy się z cyfrowymi zasobami użytkownika i działa w jego imieniu: zarządza kalendarzem, tworzy szkice e-maili, przegląda sieć, a nawet robi zakupy online. W styczniu projekt stał się wiralem – mówi się o 1,5 miliona agentów i ponad 110 tysiącach postów na platformie.

    Dlaczego działy HR powinny się martwić?

    Tutaj zaczynają się schody. Pracownicy coraz chętniej eksperymentują z agentami AI, które działają autonomicznie. Brzmi świetnie pod kątem produktywności, prawda? Problem w tym, że te narzędzia wymagają dostępu do niemal wszystkiego.

    Aby działać zgodnie z założeniami, narzędzie tego typu może potrzebować dostępu do plików systemowych, danych uwierzytelniających, haseł, kluczy API, historii przeglądarki oraz wszystkich plików i folderów w systemie – ostrzegają eksperci.

    Wyobraźcie sobie pracownika, który uruchamia takiego agenta na służbowym laptopie. Moltbook dodaje do tego warstwę społecznościową, gdzie agenci mogą – teoretycznie bez nadzoru człowieka – udostępniać wrażliwe dane w publicznych postach. Istnieje też ryzyko, że ataki nie będą już tylko jednorazowymi incydentami, ale mogą stać się atakami o opóźnionym zapłonie.

    Co można z tym zrobić?

    Nie ma sensu wpadać w panikę, ale ignorowanie tematu to najgorsza strategia. Narzędzia takie jak Moltbot niekoniecznie zostały zaprojektowane do użytku w ekosystemie korporacyjnym.

    Liderzy HR powinni podjąć kilka konkretnych kroków:

    • Przejrzeć polityki użytkowania sprzętu, uwzględniając nie tylko chatboty generatywne (jak ChatGPT), ale specyficznie autonomicznych agentów AI.
    • Skonsultować się z działami IT, aby sprawdzić, czy narzędzia typu Moltbot są już aktywne w firmowej sieci.
    • Rozpocząć prace nad zasadami zarządzania tzw. „agentic AI”, które wykraczają poza proste ramy „wpisz prompt i otrzymaj odpowiedź”.

    Przegląd branżowy – co jeszcze słychać?

    Na koniec informacja dla innowatorów: ruszyły nominacje do nagrody 2026 Top HR Tech Products of the Year. To coroczny konkurs organizowany przez HR Executive i HR Tech, który wyróżnia najbardziej przełomowe rozwiązania na rynku.

    Źródła

  • Super Bowl 2026: Czy reklamy za miliony sprawią, że Amerykanie w końcu pokochają AI?

    Super Bowl 2026: Czy reklamy za miliony sprawią, że Amerykanie w końcu pokochają AI?

    Jeśli oglądaliście tegoroczny Super Bowl, pewnie zauważyliście coś więcej niż tylko futbol i występy gwiazd. Przerwy reklamowe zamieniły się w prawdziwy festiwal sztucznej inteligencji. Giganci technologiczni postanowili wydać fortunę, żeby przekonać nas – a konkretnie dość sceptycznych Amerykanów – że AI to nie zagrożenie, ale pomocna dłoń.

    Wielka ofensywa uroku

    To naprawdę ciekawe zjawisko. Firmy takie jak OpenAI (ChatGPT), Google (Gemini) czy Anthropic (twórcy Claude'a) nie reklamowały po prostu "szybszych procesorów". Ich cel był znacznie bardziej subtelny. Washington Post zauważa, że te spoty miały za zadanie "egzorcyzmować" lęk przed technologią. Chodzi o to, by pokazać AI jako narzędzie dla zwykłych ludzi, a nie tylko dla programistów z Doliny Krzemowej.

    Co więcej, skala wydatków jest porażająca. Firmy wpompowały w te działania miliardy dolarów, licząc na to, że 30-sekundowy spot w trakcie najważniejszego wydarzenia sportowego w USA zmieni nastawienie społeczne.

    Reklamy stworzone przez roboty?

    Ale tutaj robi się jeszcze ciekawiej. Niektóre marki nie tylko mówiły o AI, ale pozwoliły AI przejąć stery. Weźmy na przykład markę wódki Svedka.

    Ich reklama "Shake Your Bots Off", w której wystąpiły roboty Fembot i Brobot, była pierwszym ogólnokrajowym spotem na Super Bowl stworzonym głównie przez sztuczną inteligencję. Oczywiście, nie stało się to magicznie w jedną noc.

    Prace nad spotem Svedki trwały cztery miesiące i wymagały ścisłej współpracy z ludźmi odpowiedzialnymi za scenariusz – donoszą źródła.

    Szybkość, która zawstydza tradycyjne agencje

    Z drugiej strony mamy Artlist, który postanowił pokazać, jak szybko ta technologia ewoluuje. Ich zespół stworzył reklamę w całości we własnym zakresie, używając swojego AI Toolkit. Wiecie, ile im to zajęło? Zaledwie 5 dni. Dla porównania, tradycyjne reklamy na Super Bowl powstają miesiącami.

    Artlist poszedł nawet o krok dalej, angażując społeczność:

    • Uruchomili wyzwanie dla twórców z pulą nagród 60 000 dolarów.
    • Uczestnicy mają czas do 18 lutego na stworzenie własnych reklam w stylu "Big Game".
    • Jedyny warunek? Muszą użyć ich narzędzi AI.

    Czy te reklamy faktycznie sprawią, że Amerykanie przestaną bać się buntu maszyn? Trudno powiedzieć. Ale jedno jest pewne: tegoroczny finał pokazał, że AI w marketingu przestało być tylko ciekawostką, a stało się głównym graczem.

    Źródła

  • Sztuczna inteligencja utknęła w przeszłości. Generatory AI wciąż widzą neandertalczyków jako małpoludy

    Sztuczna inteligencja utknęła w przeszłości. Generatory AI wciąż widzą neandertalczyków jako małpoludy

    Jeśli poprosicie sztuczną inteligencję o wygenerowanie obrazu neandertalczyka, prawdopodobnie otrzymacie wynik, który naukowcy odrzucili dekady temu. Badanie przeprowadzone przez Matthew Magnaniego z University of Maine i Jona Clindaniela z University of Chicago rzuca nowe światło na to, jak AI „rozumie” naszą prehistorię. Wyniki są, delikatnie mówiąc, zaskakujące.

    Publikacja, która ukazała się w lutym 2026 roku na łamach Advances in Archaeological Practice, punktuje technologię za powielanie mitów, z którymi archeolodzy walczą od lat.

    Masowy test prawdy

    Badacze nie ograniczyli się do kilku zapytań. Przeprowadzili szeroko zakrojony eksperyment, wykorzystując generatory obrazów DALL-E 3 oraz model tekstowy GPT-3.5. Zespół przygotował cztery różne prompty – dwa z nich prosiły o naukową dokładność, a dwa były ogólnymi prośbami o sceny z życia neandertalczyków. Każde zapytanie zostało uruchomione aż sto razy.

    Rezultaty? Okazało się, że „wiedza” sztucznej inteligencji ma ogromne luki. Zespół porównał każdy wynik z recenzowanymi badaniami naukowymi dotyczącymi diety, ubioru, narzędzi i budowy ciała naszych przodków. W jednej z grup zapytań znaczna część tekstów generowanych przez AI stała w sprzeczności z obecną wiedzą archeologiczną.

    Neandertalczyk czy bestia?

    Najbardziej rzuca się w oczy sposób, w jaki AI wizualizuje neandertalczyków. Zamiast wyprostowanych, podobnych do nas ludzi, których znamy ze współczesnych rekonstrukcji, ekrany zalały postacie zgarbione, mocno owłosione i o małpich rysach twarzy.

    To wizja, która dominowała w nauce na przełomie XIX i XX wieku, a nie w 2026 roku. Co ciekawe, badacze zauważyli specyficzną rozbieżność czasową w źródłach, z których czerpią algorytmy:

    • Teksty (ChatGPT) często odzwierciedlały stan wiedzy z lat 60. XX wieku.
    • Obrazy (DALL-E 3) stylistycznie przypominały rekonstrukcje popularne na przełomie lat 80. i 90.

    Co więcej, AI ma tendencję do fantazjowania na temat technologii. W wygenerowanych scenach pojawiały się przedmioty, które absolutnie nie pasują do epoki.

    Niektóre wyniki zawierały obiekty z dużo późniejszych okresów. Na obrazach pojawiały się plecione kosze, metalowe narzędzia, a nawet przedmioty ze szkła – materiały, które nie mają racji bytu w kontekście neandertalskim.

    Problem tkwi w danych

    Dlaczego tak zaawansowana technologia popełnia tak podstawowe błędy? Magnani i Clindaniel wskazują na prozaiczną przyczynę: dostępność danych. Nowoczesne, przełomowe badania archeologiczne są często ukryte za paywallami (płatnym dostępem) w specjalistycznych czasopismach.

    Z drugiej strony, starsze książki, artykuły i ilustracje są szeroko dostępne w domenie publicznej lub w otwartym internecie. AI uczy się więc na tym, co jest łatwo dostępne, a to niestety często oznacza materiały przestarzałe. To klasyczny przykład tego, jak cyfrowy dostęp do wiedzy kształtuje – lub w tym przypadku zniekształca – naszą wizję przeszłości.

    Gdzie są kobiety i dzieci?

    Badanie ujawniło jeszcze jeden niepokojący aspekt – stronniczość społeczną. W wygenerowanych scenach dominowali dorośli mężczyźni. Kobiety i dzieci pojawiały się rzadko, co drastycznie spłyca obraz życia społecznego neandertalczyków.

    To powielenie schematów ze starej literatury, gdzie rola kobiet i dzieci była często pomijana lub marginalizowana. Kiedy AI bezkrytycznie powiela te wzorce, utrwala fałszywy, wąski obraz dawnych społeczności, co może być problematyczne, jeśli takie obrazy trafią do materiałów edukacyjnych czy muzeów.

    Źródła

  • Kiedy twoje hobby z AI staje się supermemem – Wall Street Journal analizuje nowy trend

    Kiedy twoje hobby z AI staje się supermemem – Wall Street Journal analizuje nowy trend

    W dyskusjach o przyszłości technologii i wizjach roku 2026 zwraca się uwagę na fascynujące zjawisko. Temat „When Your AI Hobby Becomes a Supermeme” (Kiedy twoje hobby z AI staje się supermemem) rzuca światło na to, jak niewinne zabawy z generatywną sztuczną inteligencją wymykają się spod kontroli, tworząc nową kategorię treści w internecie.

    To ciekawy moment dla branży technologicznej. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy o wydajności i wynikach finansowych gigantów, a teraz uwaga przesuwa się na to, co zwykli ludzie robią z tą technologią w domowym zaciszu.

    Narodziny supermema

    Samo pojęcie „supermema” w kontekście AI brzmi intrygująco. Sugeruje ono, że tradycyjne memy, które znaliśmy do tej pory, ewoluowały dzięki możliwościom generatywnym. Nie chodzi już tylko o doklejenie napisu do obrazka. Mówimy tu o złożonych, wielowarstwowych kreacjach, które powstają w ułamku sekundy i rozprzestrzeniają się z prędkością, jakiej algorytmy mediów społecznościowych wcześniej nie widziały.

    Co więcej, zauważa się, że granica między twórcą a konsumentem zaciera się coraz bardziej. Twoje popołudniowe eksperymenty z nowym modelem językowym lub generatorem wideo mogą stać się viralem, zanim w ogóle zdążysz o tym pomyśleć. To już nie jest hobby dla garstki entuzjastów kodowania, ale masowa rozrywka.

    Portret kobiety z cybernetycznymi elementami w głowie i szyi, otoczonej przez futurystyczny interfejs z danymi.

    Rok 2026 w technologii

    Warto dodać kontekst czasowy. W tym scenariuszu jesteśmy w lutym 2026 roku i krajobraz AI wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze dwa lata temu. O ile wielkie firmy wciąż wydają miliardy na infrastrukturę – co zresztą często podkreśla się w analizach finansowych – to prawdziwa rewolucja dzieje się na poziomie użytkownika końcowego.

    Analiza tego zjawiska pokazuje, jak bardzo technologia przeniknęła do naszej codzienności, stając się elementem języka, którym porozumiewamy się w sieci.

    Ciekawe jest to, jak bardzo zmieniło się postrzeganie samej sztucznej inteligencji. Zamiast obaw o przejęcie miejsc pracy, coraz częściej dyskutujemy o jej roli w kształtowaniu popkultury. Swoją drogą, termin „supermeme” może na stałe wejść do słownika socjologów badających internet.

    Co to oznacza dla nas?

    Analiza tego trendu dotyka ważnej kwestii: demokratyzacji kreatywności. Jeśli twoje hobby – polegające na wpisywaniu dziwnych promptów do modelu AI – może wpłynąć na globalne trendy, to znaczy, że definicja „twórcy internetowego” właśnie uległa redefinicji. Nie potrzebujesz studia nagraniowego ani drogiego sprzętu. Wystarczy dobry pomysł i dostęp do odpowiedniego modelu.

    Zjawisko to pokazuje też, że technologia, która miała służyć optymalizacji pracy, znalazła swoje drugie, być może nawet barwniejsze życie w sferze rozrywki. Supermemy to dowód na to, że ludzka kreatywność w połączeniu z mocą obliczeniową daje rezultaty, których nie przewidzieli nawet sami twórcy tych systemów.

    Źródła

  • Szef Banku Kanady ostrzega: AI może odciąć drabinę rozwoju dla Pokolenia Z

    Szef Banku Kanady ostrzega: AI może odciąć drabinę rozwoju dla Pokolenia Z

    Szef Banku Kanady o AI: wczesne sygnały zmian na rynku pracy dla młodych

    Tiff Macklem, szef Banku Kanady, analizuje kwestię przyszłości młodych pracowników. Podczas swojego wystąpienia zatytułowanego „Structural change—Canada at a crossroads” wskazał na wczesne dowody zjawiska, które może dotknąć osoby wchodzące na rynek pracy. Chodzi o to, że sztuczna inteligencja może zacząć przejmować zadania, które tradycyjnie były poligonem doświadczalnym dla stażystów i juniorów.

    I tu pojawia się problem. Jeśli AI wykonuje „czarną robotę”, na której nowicjusze uczyli się fachu, to gdzie mają zdobyć to pierwsze, kluczowe doświadczenie?

    Pułapka „wzrostu bez zatrudnienia”

    Zjawisko to określa się terminem „jobless growth”. To sytuacja, w której gospodarka rośnie, firmy zarabiają więcej, ale wcale nie potrzebują do tego większej liczby rąk do pracy. A przynajmniej nie ludzkich rąk.

    Macklem zauważa, że choć na razie nie widzimy jeszcze trzęsienia ziemi na rynku pracy, można dostrzec pewne wczesne dowody zmian. Firmy coraz chętniej automatyzują proste procesy.

    Możemy dostrzegać pewne wczesne dowody na to, że AI ogranicza liczbę stanowisk dla początkujących w niektórych zawodach – stwierdził szef Banku Kanady.

    To może tworzyć barierę wejścia, której przeskoczenie może być dla wielu młodych ludzi trudne. Bezrobocie wśród młodzieży może rosnąć nie dlatego, że nie chcą pracować, ale dlatego, że pierwszy szczebel drabiny kariery ulega cyfryzacji.

    To nie tylko wina algorytmów

    Co ciekawe, Macklem podkreśla, że zwalanie całej winy na ChatGPT czy inne modele językowe byłoby uproszczeniem. Sytuacja jest bardziej skomplikowana. Na trudną sytuację młodych wpływają też inne czynniki:

    • Zmiany w globalnym handlu
    • Kwestie demograficzne
    • Ogólna kondycja gospodarki

    Trudno więc precyzyjnie oddzielić, gdzie kończy się wpływ AI, a zaczynają inne problemy makroekonomiczne. Jednak efekt końcowy jest ten sam: coraz mniej ofert dla osób bez bogatego CV.

    Ucieczka do przodu

    Czy to oznacza, że młodzi są na straconej pozycji? Niekoniecznie, ale zasady gry uległy zmianie. Zamiast walczyć z AI, muszą nauczyć się nią władać. To już nie jest opcja dodatkowa, a powoli wymóg konieczny.

    Wygląda na to, że sposobem na uniknięcie pułapki, o której mówi Macklem, jest stanie się operatorem technologii, która te miejsca pracy zabiera.

    Źródła

  • Czy Twoja firma dorosła do AI? Coder wypuszcza darmowe narzędzie, które to sprawdzi

    Czy Twoja firma dorosła do AI? Coder wypuszcza darmowe narzędzie, które to sprawdzi

    Stało się to, na co wielu liderów technicznych czekało, choć może nawet nie zdawali sobie z tego sprawy. "Firma Coder oficjalnie uruchomiła narzędzie o nazwie AI Maturity Self-Assessment Tool (zapowiedziane 2 lutego 2026 r.)." Jest to darmowe rozwiązanie online, które ma pomóc organizacjom sprawdzić, w którym miejscu na krzywej rozwoju AI tak naprawdę się znajdują.

    Brzmi to może trochę jak kolejna korporacyjna ankieta, ale w rzeczywistości problem, który to narzędzie adresuje, jest całkiem poważny. Wiele firm wdraża sztuczną inteligencję "na hura", bez większego planu, co często kończy się chaosem w kodzie i infrastrukturze.

    Koniec z zgadywaniem

    Nowe narzędzie od Coder mapuje odpowiedzi organizacji na specjalnej krzywej dojrzałości (maturity curve). Dzięki temu firmy mogą zidentyfikować luki w swoich procesach i zaplanować kolejne kroki. To szczególnie istotne teraz, gdy przechodzimy od prostych eksperymentów do skomplikowanych workflow opartych na autonomicznych agentach AI.

    Eric Paulsen, field CTO w Coder, zwraca uwagę na kluczowy problem: adopcja AI w firmach często wyprzedza politykę bezpieczeństwa i kontrolę platformy.

    Bez namacalnego sposobu na zrozumienie dojrzałości i gotowości w zakresie zarządzania jako punktu odniesienia, trudno jest bezpiecznie lub przewidywalnie skalować AI oparte na agentach – wyjaśnia Paulsen.

    To logiczne podejście. Trudno zarządzać czymś, czego się nie mierzy. Paulsen dodaje, że ich ocena daje zespołom konkretny obraz sytuacji, co pozwala na "intencjonalne planowanie adopcji".

    Problem "Shadow AI"

    Tutaj robi się naprawdę ciekawie. Remove or qualify as unrelated expert opinion: "Alexander Feick z eSentire Labs (opinia zewnętrzna) poruszył temat…" with verification from external source if available., poruszył temat, o którym rzadko się mówi głośno – tak zwane "Shadow AI". Chodzi o to, że rozwój oprogramowania nie dzieje się już tylko w dziale IT.

    Feick zauważa, że narzędzia agentowe pozwalają osobom niebędącym programistami na tworzenie automatyzacji, które zachowują się jak oprogramowanie, ale często działają poza jakąkolwiek kontrolą platformy czy logowaniem. Jeśli planujemy dojrzałość AI, musimy wziąć pod uwagę to, co dzieje się w cieniu, poza oficjalnymi kanałami inżynieryjnymi. Inaczej mierzymy tylko to, co kontrolujemy, a prawdziwe decyzje zapadają gdzie indziej.

    Nie chodzi o ilość, ale o jakość

    Chris Armstrong ze SmartBear rzuca nieco inne światło na tę sprawę. Według niego, pytanie o dojrzałość nie powinno brzmieć "jak dużo AI używamy?", ale raczej "czy potrafimy utrzymać integralność naszych aplikacji?".

    Zespoły pędzące naprzód bez pytania "czy rozumiemy, co zbudowaliśmy?", tworzą przepaść między intencją a produkcją, która z czasem się pogłębia – ostrzega Armstrong.

    To ważna uwaga. Łatwo jest wygenerować mnóstwo kodu za pomocą AI, ale znacznie trudniej jest utrzymać nad nim panowanie w dłuższej perspektywie.

    Ludzki nadzór wciąż niezbędny

    Warto też wspomnieć o opinii Romana Zednika z Tricentis. Przypomina on, że AI jest tylko tak dojrzała, jak dane i kontrole, które za nią stoją. Nawet najlepsze narzędzia oceny mogą wykazać błędy, jeśli zabraknie ludzkiego nadzoru.

    Zrozumienie, gdzie agenci powinni działać niezależnie, a gdzie niezbędna jest walidacja i testy przez człowieka, pomaga zespołom stosować AI odpowiedzialnie – mówi Zednik.

    Na koniec warto dodać perspektywę Remove or verify/correct name and source: "Dominik Tomicevic, CEO Memgraph (opinia zewnętrzna)…". Zauważa on, że pierwsza fala entuzjazmu dla AI może napotykać teraz pewne przeszkody, a dyrektorzy IT (CIO) są pod presją, by uzasadniać dalsze inwestycje. Narzędzie od Coder może być właśnie tym elementem, który pomoże w twardej argumentacji biznesowej, zamiast opierania się tylko na modzie.

    Źródła

  • Codex od OpenAI: Nadchodzą nowe narzędzia, a pierwsze już za tydzień

    Codex od OpenAI: Nadchodzą nowe narzędzia, a pierwsze już za tydzień

    Jeśli śledzicie rozwój sztucznej inteligencji w programowaniu, to mam dla was gorące wieści prosto z OpenAI. Sam Altman, szef firmy, właśnie ogłosił, że w ciągu nadchodzącego miesiąca zobaczymy całą serię nowych produktów związanych z Codex. I to nie są jakieś odległe plany – pierwsze z nich ma trafić do nas już w przyszłym tydzień.

    Co to właściwie jest ten Codex? W dużym uproszczeniu, to potężny model AI, który OpenAI trenowało na ogromnych ilościach kodu. Jego zadaniem jest pomagać w pisaniu, tłumaczeniu i generowaniu kodu. Można o nim myśleć jak o niezwykle zdolnym asystencie programistycznym, który rozumie dziesiątki języków programowania. A teraz dostaje solidny upgrade.

    O co chodzi w tej nowej serii produktów? Altman w swojej zapowiedzi z 23 stycznia wyraźnie podkreślił jeden kluczowy obszar: cyberbezpieczeństwo. To nie jest przypadek. Wygląda na to, że OpenAI chce, żeby Codex stał się ważnym graczem w obronie przed cyberatakami. Mówił o czymś, co nazwał „przyspieszeniem defensywnym”. Brzmi poważnie, prawda? W praktyce chodzi o narzędzia, które pomogą błyskawicznie łatać luki w zabezpieczeniach oprogramowania. Wyobraźcie sobie system, który automatycznie analizuje kod, znajduje słabe punkty i od razu generuje dla nich poprawki. To właśnie ma na celu ta „defensywa”.

    I tutaj pojawia się bardzo ważny, a może nawet najważniejszy element całej tej zapowiedzi. Altman jasno stwierdził, że te nowe możliwości będą od początku obwarowane restrykcjami, które mają zapobiec nadużyciom. Mówiąc wprost: OpenAI nie chce, żeby ktoś użył Codexa do hakowania. Planują wbudować zabezpieczenia, które utrudnią lub uniemożliwią wykorzystanie narzędzia do złych celów. To mądry ruch, bo daje nadzieję, że potężna technologia trafi w dobre ręce.

    Ta fala nowości nie bierze się znikąd. To logiczna kontynuacja tego, co działo się pod koniec zeszłego roku. Model GPT-5-Codex (GPT-5.2 Codex) został oficjalnie ogłoszony około 22 stycznia 2026 roku przez OpenAI Developers, a nie 18 grudnia 2025.. I ten model naprawdę zaimponował. W benchmarku SWE-bench Verified GPT-5-Codex uzyskał lepsze wyniki, ale konkretny procent 74.5% powinien być przypisany do SWE-bench Verified, a nie generalnie do SWE-bench.. To naprawdę dobry wynik, który pokazuje, jak daleko zaszła technologia w rozumieniu i generowaniu kodu. Model ten już teraz zyskuje natywne wsparcie w środowiskach takich jak JetBrains, co ułatwia programistom włączanie go do codziennej pracy.

    Co ciekawe, w sieci krążyły nawet doniesienia (na przykład z portalu 36kr), że OpenAI testuje wersję Codexa, która ma być w 100% samowystarczalna – czyli taka, która teoretycznie mogłaby tworzyć oprogramowanie bez ani jednej linijki kodu napisanej przez człowieka. To brzmi jak science fiction, ale pokazuje, w jakim kierunku zmierza cała branża. Pamiętajmy jednak, że to na razie pogłoski i testy. Oficjalne komunikaty skupiają się na asystowaniu, a nie zastępowaniu.

    Article image

    Wracając do zapowiedzi Altmana – co właściwie możemy się spodziewać w przyszłym tygodniu? Szczegółów jeszcze nie znamy, ale kontekst sugeruje, że będzie to narzędzie lub platforma skierowana przede wszystkim do zespołów zajmujących się bezpieczeństwem IT. Może to być coś w rodzaju automatycznego skanera luk połączonego z generatorem poprawek. Albo system do analizy logów i wykrywania anomalii. Naprawdę jestem ciekawy.

    Dlaczego to wszystko jest takie ważne? Cóż, świat oprogramowania ma jeden ogromny problem: jest go coraz więcej, a specjalistów od cyberbezpieczeństwa wciąż brakuje. Luki w popularnych bibliotekach potrafią pozostawać niezałatane przez miesiące, co stanowi ogromne ryzyko. Jeśli Codex będzie w stanie znacząco przyspieszyć ten proces, to może realnie wpłynąć na bezpieczeństwo w sieci. To nie jest tylko gadżet dla programistów, to potencjalnie narzędzie o globalnym znaczeniu.

    Oczywiście, zawsze przy takich ogłoszeniach trzeba zachować zdrowy sceptycyzm. Obietnice to jedno, a realne działanie w praktyce to drugie. Test SWE-bench jest dobrym wskaźnikiem, ale prawdziwą weryfikacją będzie to, jak nowe produkty sprawdzą się w rękach tysięcy developerów i analityków bezpieczeństwa. Czy generowany kod będzie naprawdę bezpieczny? Czy zabezpieczenia przeciw nadużyciom okażą się skuteczne? Na te pytania odpowie dopiero czas.

    Mimo wszystko, zapowiedź Altmana jest wyraźnym sygnałem, że OpenAI traktuje Codexa bardzo poważnie i widzi w nim coś więcej niż tylko kolejnego asystenta do autouzupełniania. To ambitna próba wejścia w kluczową niszę rynkową i rozwiązania realnego problemu. Jesteście gotowi na to, co przyniesie przyszły tydzień? Ja na pewno będę śledził ogłoszenie.

    Źródła

  • Budowanie stron w 2026: Czy AI i personalizacja to już standard?

    Budowanie stron w 2026: Czy AI i personalizacja to już standard?

    Jeśli myślałeś, że budowanie stron internetowych to wciąż długie godziny spędzone z kodem i grafką, to mam dla ciebie niespodziankę. Rok 2026 wywrócił ten proces do góry nogami. Wszystko kręci się teraz wokół trzech słów: automatyzacja, inteligencja i personalizacja. Tak, sztuczna inteligencja nie jest już tylko ciekawostką ze sci-fi. To codzienne narzędzie, które zmienia zasady gry.

    Pomyśl o tym w ten sposób: zamiast zaczynać od pustego ekranu, możesz teraz porozmawiać z AI. Powiedz mu, czego potrzebujesz, a ono zaproponuje układ, wygeneruje treść, a nawet dobierze kolory. To właśnie robią narzędzia jak Framer AI, Wix ADI czy Galileo AI. Framer AI jest tutaj często wymieniany jako lider. Pozwala on nie tylko na szybkie generowanie całych layoutów i komponentów, ale także na automatyczne tłumaczenia i sugestie dotyczące rozmieszczenia elementów. Co ciekawe, można go rozszerzać o własne pluginy, integrując modele od OpenAI czy Anthropic. To znaczy, że możesz dostosować go do specyficznych potrzeb swojej firmy.

    A gdzie w tym wszystkim jest człowiek? Jego rola się zmienia, ale wcale nie znika. Projektant staje się bardziej kierownikiem kreatywnym i strategiem. AI generuje opcje, a człowiek wybiera, dopracowuje i nadaje projektowi duszę. To trochę jak mieć superwydajnego asystenta, który zna się na wszystkim, ale ostateczna decyzja i wizja wciąż należy do ciebie.

    Tu dochodzimy do drugiego filaru, czyli personalizacji. To już nie chodzi o wyświetlanie 'Cześć, [Imię]’ w nagłówku. Personalizacja w 2026 roku to dynamiczne dostosowywanie treści, ścieżek nawigacji i nawet wyglądu strony w czasie rzeczywistym, na podstawie zachowania użytkownika. System analizuje, gdzie klikasz, jak długo przebywasz na stronie, co cię interesuje, i natychmiast dostosowuje doświadczenie. Celem jest pokazanie każdemu odwiedzającemu strony, która jest niemal stworzona specjalnie dla niego. To ogromna zmiana w myśleniu o konwersji i zaangażowaniu.

    Article image

    Oczywiście, te nowe możliwości nie oznaczają, że klasyczne zasady projektowania odeszły do lamusa. Wręcz przeciwnie, stały się jeszcze ważniejsze. Minimalizm, czyli zasada 'mniej znaczy więcej’, jest kluczowy, bo pomaga uporządkować treści generowane przez AI. Responsywność, a właściwie jej nowa odsłona, tak zwana Responsywność 3.0, jest niezbędna. To już nie tylko dopasowanie do rozmiaru ekranu smartfona czy tabletu, ale także do kontekstu użytkowania i preferencji. Strona ma działać idealnie, niezależnie od tego, jak i gdzie ktoś jej używa.

    Co z SEO? AI również tutaj odgrywa ogromną rolę. Nowoczesne narzędzia potrafią analizować trendy wyszukiwań, sugerować optymalne słowa kluczowe i generować treści, które są zarówno wartościowe dla czytelnika, jak i przyjazne dla algorytmów Google. To połączenie kreatywności i analityki, które jeszcze kilka lat temu wydawało się odległe.

    Warto też wspomnieć o rosnącej świadomości ekologicznej, czyli eko-projektowaniu. To nie jest tylko modny hashtag. Firmy coraz częściej szukają rozwiązań, które zmniejszają ślad węglowy ich stron. Jak to robią? Poprzez optymalizację kodu, kompresję obrazów, wybór hostingu zasilanego energią odnawialną. Szybsza strona to nie tylko lepsze doświadczenie użytkownika i SEO, ale także mniejsze zużycie energii. To sytuacja, w której wszyscy wygrywają.

    Podsumowując, budowanie stron w 2026 roku przypomina bardziej współpracę z inteligentnym systemem niż samotną walkę z kodem. Dominują narzędzia AI, które automatyzują żmudną pracę, oraz personalizacja, która podnosi doświadczenie użytkownika na zupełnie nowy poziom. To nie znaczy, że kreatywność i strategiczne myślenie tracą na znaczeniu. Wręcz przeciwnie – stają się one najcenniejszymi zasobami, które kierują tymi potężnymi technologiami. Jeśli więc planujesz nową stronę, nie pytaj już tylko 'jaki ma mieć kolor?’. Zapytaj 'jakiego AI użyjemy i jak spersonalizujemy to dla naszych odbiorców?’. Odpowiedź na te pytania wyznaczy dziś drogę do sukcesu.

    Źródła