Autor: Frontendfreak

  • Intent od Augment Code: IDE, które programuje z Tobą, a nie tylko dla Ciebie

    Intent od Augment Code: IDE, które programuje z Tobą, a nie tylko dla Ciebie

    Chcesz mieć asystenta programistycznego, który nie tylko pisze kod, ale też rozumie, co chcesz zbudować i trzyma się planu? Intent od Augment Code to środowisko programistyczne, które weszło w fazę publicznej bety 10 lutego, i to nie jest kolejna wtyczka z ChatGPT.

    Intent to dwie rzeczy w jednym. To aplikacja do tworzenia specyfikacji i jednocześnie platforma do orkiestracji agentów AI. Brzmi skomplikowanie, ale w praktyce chodzi o coś prostego: zamieniasz swój opis funkcjonalności na działający kod, a system sam dba o to, by wszystko trzymało się ustalonego planu.

    Kluczem są tu tak zwane żywe specyfikacje. Zamiast pisać dokument, który szybko staje się przestarzały, tworzysz specyfikację w Intencie. Kiedy agenci AI wykonują zadania, ta specyfikacja automatycznie się aktualizuje, żeby odzwierciedlać rzeczywistość kodu. Plan i wykonanie pozostają w synchronizacji.

    Jak to właściwie działa?

    Intent IDE interfejs użytkownika

    Centralnym punktem jest agent o nazwie Coordinator. To on jest mózgiem operacji. Kiedy podasz mu zadanie, na przykład „stwórz stronę logowania”, Coordinator sam je analizuje, rozbija na mniejsze części i deleguje do specjalistycznych agentów implementorów, a także wykorzystuje weryfikatorów.

    Nie musisz ręcznie mówić, żeby najpierw zrobić formularz HTML, potem dodać walidację w JavaScript, a na końcu ostylować. Coordinator to za Ciebie zaplanuje i przydzieli.

    Platforma ma też kilka sprytnych, wbudowanych narzędzi, które sprawiają, że praca jest płynna:

    • Zintegrowany podgląd aplikacji.
    • Pełne zarządzanie repozytoriami git i przepływem pracy.
    • Wsparcie dla różnych dostawców AI, takich jak Claude Code czy Codex, a także modeli lokalnych (OpenCode) oraz opcja BYOA (Bring Your Own Agent).

    Czy to oznacza, że deweloperzy staną się zbędni? Absolutnie nie. Chodzi raczej o zmianę roli. Zamiast spędzać godziny na pisaniu powtarzalnego, boilerplate’owego kodu, możesz skupić się na architekturze, logice biznesowej i tym, co naprawdę ważne. Intent działa z Tobą, a nie zamiast Ciebie.

    Wejście w fazę publicznej bety 10 lutego to ważny krok. Oznacza, że narzędzie jest już na tyle stabilne i funkcjonalne, by mogli testować je programiści z zewnątrz, poza zamkniętą grupą. W publicznej bete dostępne jest 1000 darmowych zapytań do końca lutego 2026 roku, a pełne wykorzystanie funkcji wymaga subskrypcji Augment lub użycia własnych agentów (BYOA).

    Dla kogo jest Intent? Wygląda na to, że dla każdego, kto buduje aplikacje webowe i chce przyspieszyć proces rozwoju, nie tracąc przy tym kontroli nad kodem. To odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na narzędzia, które nie tylko generują fragmenty kodu, ale potrafią zarządzać całym projektem w sposób spójny.

    Ciekawe jest to, że Augment Code skupia się na koncepcji „spec-driven development”. To podejście, w którym specyfikacja nie jest martwym dokumentem, ale żywym elementem procesu deweloperskiego. I to może być największa zmiana.

    Czy takie narzędzie to przyszłość programowania? Ciężko powiedzieć. Ale jedno jest pewne – Intent rzuca rękawicę tradycyjnym IDE, pokazując, jak może wyglądać współpraca człowieka i sztucznej inteligencji na zupełnie nowym poziomie. Nie jako asystent piszący na komendę, ale jako partner w procesie tworzenia.

    Źródła

  • Możesz już wykupić ubezpieczenie przez ChatGPT. Pierwsza firma właśnie ruszyła

    Możesz już wykupić ubezpieczenie przez ChatGPT. Pierwsza firma właśnie ruszyła

    Wyobraź sobie, że rozmawiasz z ChatGPT o remoncie mieszkania, a bot w pewnym momencie pyta: „A propos, masz już aktualne ubezpieczenie domu? Mogę ci w tym pomóc”. To nie jest już science fiction. Wczesnym lutym 2026 roku w sklepie GPT OpenAI pojawiły się pierwsze aplikacje umożliwiające wycenę polis ubezpieczeniowych.

    Jednym z pierwszych graczy, który skorzystał z nowych możliwości, jest amerykańska platforma porównywarka ubezpieczeń Insurify. To właśnie jej aplikacja została wskazana jako pierwsza aplikacja ubezpieczeniowa w katalogu ChatGPT. Również na początku lutego hiszpańska, w pełni cyfrowa firma ubezpieczeniowa TUIO uruchomiła swoją aplikację w ChatGPT. W praktyce oznacza to, że użytkownicy mogą teraz poprosić o wycenę lub porównanie ubezpieczenia, a proces generowania spersonalizowanej oferty odbywa się w obrębie platformy.

    Jak to działa w praktyce?

    Mechanizm jest dość prosty. Uruchamiasz aplikację, na przykład TUIO lub Insurify, w ChatGPT i prowadzisz z nią konwersację. Bot zadaje standardowe pytania potrzebne do wyceny: metraż, lokalizacja, rodzaj zabezpieczeń, wartość mienia (w przypadku ubezpieczeń domu) lub szczegóły pojazdu (w przypadku ubezpieczeń samochodu). Na podstawie tych danych generuje spersonalizowaną ofertę lub porównanie, które otrzymujesz w oknie czatu. Nie musisz przechodzić na zewnętrzną stronę, wypełniać długich formularzy ani czekać na maila, aby otrzymać wycenę.

    To trochę tak, jakbyś miał agenta ubezpieczeniowego, który jest dostępny 24/7, mieszka w twoim telefonie i odpowiada w naturalnym języku. Koniec z wysyłaniem skanów dokumentów mailem i czekaniem na odpowiedź przez kilka dni.

    Co ciekawe, aplikacje oferują różne usługi. TUIO koncentruje się na wycenie ubezpieczenia domu. Narzędzie Insurify pozwala natomiast na porównanie ofert ubezpieczenia samochodu oraz dostęp do recenzji klientów różnych towarzystw.

    Dlaczego to takie duża zmiana?

    Dla branży ubezpieczeniowej to rewolucja w podejściu do klienta. Dotychczas proces zakupu polisy był dość sztywny i odbywał się poza ekosystemem komunikatorów. Teraz kluczowa część ścieżki – od zapytania, przez wycenę i porównanie – może odbywać się w miejscu, w którym użytkownik już i tak przebywa: w oknie czatu.

    To pokazuje też wyraźny kierunek, w którym OpenAI chce rozwijać swój sklep GPT. Chodzi o to, by ChatGPT stał się nie tylko asystentem do pisania i szukania informacji, ale także hubem do rozpoczynania poważnych spraw życia codziennego, takich jak poszukiwanie ochrony finansowej dla majątku.

    Z drugiej strony, pojawiają się oczywiste pytania o bezpieczeństwo danych. Przecież przekazujemy botowi bardzo wrażliwe informacje: adres, wartość mienia, szczegóły techniczne mieszkania czy samochodu. Firmy takie jak TUIO czy Insurify musiały zapewne przejść bardzo restrykcyjny proces weryfikacji ze strony OpenAI, aby udowodnić, że dane klientów będą odpowiednio chronione.

    Co dalej z zakupem przez chat?

    Wydaje się, że jesteśmy świadkami początku nowego trendu. Jeśli udzielanie ofert i porównań ubezpieczeniowych przez chatbota się sprawdzi, możemy spodziewać się, że inne branże finansowe pójdą w jego ślady.

    Wyobraźmy sobie w przyszłości rozmowę z ChatGPT, w której możemy nie tylko wycenić polisę, ale też otworzyć konto bankowe, złożyć wniosek o kredyt lub zaplanować inwestycje. Granica między wyszukiwaniem informacji a rozpoczynaniem transakcji właśnie się zaciera.

    Kluczowe pytanie brzmi: czy klienci będą gotowi na taką zmianę? Czy zaufają sztucznej inteligencji w kwestii tak poważnej i regulowanej jak ubezpieczenia? Odpowiedź na to pytanie przyniesie najbliższe kilka miesięcy i liczba osób, które skorzystają z nowej ścieżki zakupowej. Na razie Insurify i TUIO zrobiły pierwszy, bardzo odważny krok.

    Źródła

  • Strach przed AI paraliżuje Wall Street. Nowa rzeczywistość giełdowa stała się faktem

    Strach przed AI paraliżuje Wall Street. Nowa rzeczywistość giełdowa stała się faktem

    Wall Street właśnie otrzymało brutalną pobudkę, a sen o niekończących się zyskach z AI zamienił się w koszmar o zastępowalności. W minionym tygodniu nastroje na giełdzie zmieniły się o 180 stopni. Bezpośrednim powodem tego zamieszania są ogłoszenia gigantów technologicznych dotyczące masowych inwestycji w infrastrukturę AI. Równocześnie na rynek trafiają systemy zdolne do automatyzacji skomplikowanych zadań w prawie, analizie danych czy finansach.

    Koniec miodowego miesiąca

    Przez miesiące inwestorzy żyli w przekonaniu, że sztuczna inteligencja to fala, która podniesie wszystkie łodzie. Teraz zaczynają rozumieć, że niektóre z tych łodzi mogą zostać zatopione. Reakcja rynku była natychmiastowa i bolesna. Kiedy stało się jasne, że nowe modele mogą wykonywać pracę analityków czy agentów podróży, kapitał zaczął uciekać z firm, które do tej pory wydawały się bezpieczne.

    Oberwało się szerokiemu spektrum przedsiębiorstw. Wśród ofiar wyprzedaży znaleźli się:

    • Expedia Group Inc. (branża turystyczna)
    • Salesforce Inc. (systemy CRM)
    • London Stock Exchange Group Plc (dane finansowe)

    Inwestorzy zadają sobie proste, ale przerażające pytanie: po co płacić tym firmom, skoro AI może zrobić to samo szybciej i taniej?

    Miliardy dolarów wyparowały w jeden dzień

    To, co dzieje się na rynku, to nie tylko spekulacje dotyczące małych graczy. Liczby są wręcz astronomiczne. Czterech największych graczy technologicznych – Amazon, Alphabet, Meta i Microsoft – ogłosiło, że ich łączne wydatki na infrastrukturę AI w 2026 roku wyniosą ponad 600 miliardów dolarów. To wzrost o 36% w porównaniu do roku poprzedniego.

    Te gigantyczne nakłady inwestycyjne (capex) wystraszyły akcjonariuszy. Microsoft odczuł to najboleśniej.

    Aktualizacje dotyczące wydatków kapitałowych sprawiły, że akcje Microsoftu spadły o 12%.

    Sytuacja jest o tyle ciekawa, że do tej pory wydawanie pieniędzy na AI było nagradzane wzrostami kursów. Teraz rynek mówi „sprawdzam” i żąda konkretnych wyników, a nie tylko obietnic przyszłej dominacji.

    Nowa rzeczywistość inwestycyjna

    Musimy spojrzeć prawdzie w oczy – sentyment się zmienił. Nowe narzędzia AI, które potrafią przeprowadzać złożone badania finansowe czy obsługiwać procesy prawne, pokazały, że technologia wchodzi w fazę, w której realnie kanibalizuje usługi. To już nie jest dodatek do pracy, to potencjalne zastępstwo dla całych działów w firmach.

    Analitycy Bloomberg, Jeran Wittenstein i Ryan Vlastelica, słusznie zauważają, że strach przed tym, jak AI przekształci gospodarkę, narastał od miesięcy. Teraz jednak te obawy wylały się na parkiet giełdowy z niespotykaną siłą. Nie chodzi już tylko o to, kto wygra wyścig AI, ale o to, kto przetrwa w świecie, gdzie algorytmy wykonują pracę białych kołnierzyków.

    Czy to oznacza krach? Niekoniecznie, ale z pewnością koniec bezrefleksyjnego kupowania wszystkiego, co ma w nazwie „technologia”. Inwestorzy zaczynają selekcję negatywną, próbując wytypować spółki, które staną się zbędne w nowym ekosystemie. To brutalna gra, a ostatnie wydarzenia pokazują, że nikt – nawet giganci z ugruntowaną pozycją – nie może czuć się bezpiecznie.

    Źródła

  • Apple zaspało na rewolucję AI i… właśnie dzięki temu wygrywa

    Apple zaspało na rewolucję AI i… właśnie dzięki temu wygrywa

    Słucham narzekań moich znajomych z branży i szczerze mówiąc, trudno im się dziwić. Otwierasz pocztę, chcesz po prostu pobrać załącznik, a tam guzik od sztucznej inteligencji. Chcesz odpisać szefowi? Kolejny guzik. Microsoft i Google zachowują się trochę jak nadgorliwy sprzedawca, który nie rozumie słowa „nie”. A Apple? Apple stoi z boku i patrzy.

    Wszyscy mają dość guzików

    Sytuacja na rynku wygląda dość specyficznie. Użytkownicy Windowsa i Androida otrzymują mnóstwo funkcji, o które nie zawsze prosili. Mój redakcyjny kolega był ostatnio zirytowany, gdy Gmail po raz kolejny próbował mu „podsumować” maila ze zdjęciami z wakacji, zamiast po prostu dać je ściągnąć. To samo dzieje się w Outlooku. Jedyny kolorowy, zachęcający element interfejsu to ten od Copilota. Nie dlatego, że jest przydatny. Dlatego, żebyś w niego kliknął, nawet przez pomyłkę.

    Z drugiej strony mamy ekosystem Apple. Korzystam z Mail.app i wiecie co? Tam jest spokój. Jasne, Apple pracuje nad swoimi rozwiązaniami, ale nie wpycha ich nam do gardła na siłę. W wielu regionach funkcje Apple Intelligence wciąż są wdrażane stopniowo, co paradoksalnie stało się… zaletą. Mój iPhone działa dokładnie tak, jak działał rok temu. Nie muszę walczyć z interfejsem.

    Spóźnieni na własne życzenie

    Tim Cook i jego ekipa są znani z tego, że na imprezy przychodzą spóźnieni. Tyle że zazwyczaj wchodzą w wielkim stylu. Tym razem spóźnienie wynika z czegoś innego. Giganci z Silicon Valley zachłysnęli się AI tak samo, jak wcześniej metaverse czy NFT. Pamiętacie jeszcze te szalone wizje wirtualnych światów? No właśnie. Teraz firmy technologiczne próbują za wszelką cenę udowodnić akcjonariuszom, że wpakowanie miliardów w modele językowe miało sens.

    Ciekawe jest to, co dzieje się na rynku sprzętu. Eksperci rynkowi zauważają – i to jest naprawdę ważna informacja – że klienci kupujący komputery niespecjalnie interesują się funkcjami AI. To nie jest ten „killer feature”, który napędza sprzedaż. Ludzie chcą sprawnego sprzętu, a nie wirtualnego asystenta, który halucynuje przy prostym pytaniu.

    Strategia na leniwca

    Apple zamiast wypuszczać niedopracowany produkt, robi coś sprytniejszego. Według doniesień, planuje zintegrować silnik Gemini od Google w Siri. Nie próbują wyważać otwartych drzwi swoim własnym, niedoskonałym modelem. Biorą to, co działa u konkurencji, ale pakują to w swoje „bezpieczne” opakowanie. To trochę tak, jakby inni producenci samochodów montowali eksperymentalne silniki rakietowe, które czasem wybuchają, a Apple po prostu czekało na sprawdzoną hybrydę.

    Jestem już w takim wieku, że irytuje mnie, gdy sklep zmienia układ półek. Wchodzę po chleb, a tam proszek do prania. Dokładnie to robią teraz Google i Microsoft ze swoimi aplikacjami, przesuwając funkcje i dodając nowe przyciski, byle tylko wykresy użycia AI szły w górę. Apple, zostając w tyle, dało użytkownikom to, czego teraz pragną najbardziej: święty spokój i stabilność.

    Wygląda na to, że w wyścigu o dominację sztucznej inteligencji wygra ten, kto najmniej zdenerwuje swoich klientów. I na ten moment, ku zaskoczeniu wielu, liderem tej dziwnej konkurencji jest firma z Cupertino.

    Źródła

  • Zimny prysznic dla Amazona. Akcje nurkują mimo rekordowych przychodów

    Zimny prysznic dla Amazona. Akcje nurkują mimo rekordowych przychodów

    Wall Street nie ma litości, nawet dla gigantów. Amazon właśnie pokazał swoje karty za czwarty kwartał 2025 roku i reakcja rynku była natychmiastowa – wyprzedaż. Kurs akcji w handlu pozasesyjnym zanurkował o ponad 10%, by ostatecznie ustabilizować się na minusie w okolicach 8%. Powód? Zyski nie dojechały do stacji „oczekiwania analityków”.

    Liczby, które bolą (i te, które cieszą)

    Zacznijmy od tego, co poszło nie tak. Zysk na akcję wyniósł 1,95 USD. Niby solidnie, ale rynek spodziewał się 1,97 USD. Te dwa centy różnicy wystarczyły, by zapalić czerwoną lampkę u inwestorów. Do tego doszła prognoza zysku operacyjnego na pierwszy kwartał 2026 roku. Amazon celuje w przedział 16,5–21,5 mld USD, podczas gdy analitycy liczyli na coś w okolicach 22 miliardów.

    Z drugiej strony, patrząc na przychody, firma wciąż jest potęgą. Spójrzcie na te dane:

    • Całkowite przychody: 213,39 mld USD (powyżej oczekiwań)
    • Amazon Web Services (AWS): 35,58 mld USD (lepiej niż prognozowano)
    • Przychody z reklam: 21,32 mld USD (również powyżej szacunków)

    Swoją drogą, to ciekawe, że firma potrafi pobić rekordy sprzedaży i zarobić krocie na chmurze oraz reklamach, a mimo to dostać po głowie za nieco niższy zysk netto.

    Zakład o 200 miliardów dolarów

    Prawdziwy powód nerwowości leży jednak gdzie indziej. Chodzi o wydatki. Amazon nie zamierza zaciskać pasa – wręcz przeciwnie, planuje wydać astronomiczną kwotę na inwestycje w 2026 roku. Mówimy tu o wzroście nakładów inwestycyjnych (CAPEX) o 50% w porównaniu z rokiem ubiegłym.

    Andy Jassy, szef Amazona, stawia sprawę jasno: przyszłość to AI i infrastruktura.

    Biorąc pod uwagę tak duży popyt na naszą obecną ofertę i przełomowe możliwości, takie jak sztuczna inteligencja (…) spodziewamy się zainwestować około 200 miliardów dolarów w nakłady inwestycyjne w Amazon w 2026 roku – zapowiedział Andy Jassy w oświadczeniu.

    200 miliardów dolarów. To kwota, która może przyprawić o zawrót głowy nawet największych graczy na Wall Street. Pieniądze te pójdą głównie w centra danych, układy scalone i robotykę. Jassy obiecuje „wysoki długoterminowy zwrot”, ale inwestorzy widzą na razie tylko gigantyczne koszty, które będą ciążyć na wynikach w najbliższych kwartałach.

    Czy to ryzykowne zagranie? Z pewnością. Ale w wyścigu zbrojeń AI, Amazon najwyraźniej uznał, że stanie w miejscu jest bardziej niebezpieczne niż wydanie fortuny na rozwój.

    Źródła

  • Poznań idzie po swoje. Gigafabryka AI może powstać właśnie w Wielkopolsce

    Poznań idzie po swoje. Gigafabryka AI może powstać właśnie w Wielkopolsce

    To nie są drobne wyścigi, ale prawdziwy maraton o technologiczną dominację w regionie. Poznań jest jednym z kluczowych ośrodków branych pod uwagę w ramach projektu Baltic AI GigaFactory. Wstępne założenia wskazują, że stolica Wielkopolski posiada znaczący potencjał w tym przedsięwzięciu.

    Projekt zakłada stworzenie rozproszonej infrastruktury, a główne instalacje mają znaleźć się w wybranych polskich lokalizacjach. W gronie miast tworzących ten ekosystem wymienia się, obok Poznania, także Warszawę, Kraków, Gdańsk czy Wrocław. To szansa dla stolicy Wielkopolski na ugruntowanie swojej pozycji na technologicznej mapie kraju.

    Dlaczego akurat Poznań?

    Można by pomyśleć, że to kwestia polityki albo przypadku, ale w tym razie decydują konkrety. Poznań nie obiecuje, że coś zbuduje – on już to w dużej mierze ma. Ważnym atutem jest gotowa infrastruktura, która w świecie sztucznej inteligencji jest na wagę złota.

    Eksperci wskazują na kilka kluczowych atutów:

    • Kampus Data Center firmy Beyond.pl, który już teraz jest gotowy na przyjęcie ogromnych mocy obliczeniowych.
    • Działający superkomputer F.I.N.
    • Zaplecze naukowe w postaci PCSS (Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe) i projekt PIAST AI.
    • Stabilne dostawy energii i świetna infrastruktura telekomunikacyjna.

    Wieloletnie inwestycje w technologie mogą teraz zaprocentować w skali makro.

    Gra o europejską stawkę

    Musimy pamiętać, że Baltic AI GigaFactory to nie jest lokalny projekt. To ogromne przedsięwzięcie o charakterze ponadnarodowym. W grę wchodzą miliardy euro – szacuje się, że wartość inwestycji może sięgnąć nawet 3 miliardów. Gotowość do realizacji tego projektu zgłosiła nie tylko Polska, ale też Litwa, Łotwa i Estonia.

    Chodzi o stworzenie gigantycznego zaplecza obliczeniowego, które pozwoli Europie Środkowo-Wschodniej nie tylko gonić Zachód, ale realnie konkurować w wyścigu zbrojeń AI. Jeśli elementy gigafabryki powstaną w Poznaniu, miasto stanie się jednym z najważniejszych punktów na cyfrowej mapie kontynentu.

    Ciekawe jest to, że Poznań stawia na model, w którym nauka miesza się z biznesem. To nie będzie tylko kolejna serwerownia. Istnienie takich podmiotów jak sieć PIONIER czy wspomniany wcześniej Beyond.pl sprawia, że ekosystem już tam funkcjonuje. Brakuje tylko tego ostatecznego impulsu, jakim jest wielka inwestycja w ramach unijnych programów.

    Czy to oznacza, że sprawa jest już przesądzona? Jeszcze nie, projekt jest obecnie na etapie analiz. Poznań ma jednak karty na stole i wygląda na to, że jest to mocne rozdanie.

    Źródła

  • Google robi porządki w Gemini. Nowa sekcja Labs i przełącznik prywatności

    Google robi porządki w Gemini. Nowa sekcja Labs i przełącznik prywatności

    Google właśnie wprowadziło cichą, ale bardzo potrzebną aktualizację do webowej wersji Gemini. Menu Narzędzi, które ostatnio zaczęło pękać w szwach od nowych funkcji, doczekało się reorganizacji. Zamiast wrzucać wszystko do jednego worka, gigant z Mountain View postanowił oddzielić sprawdzone rozwiązania od eksperymentów.

    Zmiana jest prosta, ale znacząca. Pojawiła się nowa sekcja o nazwie Labs. To tam trafią funkcje, które wciąż są w fazie testów lub są zarezerwowane dla specyficznych grup użytkowników.

    Co trafia do laboratorium?

    Do tej nowej sekcji przeniesiono kilka ciekawych, choć wciąż rozwijanych narzędzi. Google wyraźnie chce odróżnić stabilne funkcje od tych, które mogą jeszcze płatać figle.

    W sekcji Labs znajdziemy teraz:

    • Agent (dostępny dla użytkowników AI Ultra)
    • Dynamic view / Visual layout (dostępne dla wszystkich)
    • Personal Intelligence (dla płatnych użytkowników)

    Co ciekawe, oznacza to, że główne menu Narzędzi pozostanie zarezerwowane dla "pewniaków". Zostają tam takie funkcje jak Deep Research, generowanie obrazów i wideo, Canvas, Guided Learning oraz Deep Think. Dzięki temu, gdy szukasz konkretnego, stabilnego narzędzia do pracy, nie musisz przedzierać się przez gąszcz eksperymentalnych dodatków.

    Większa kontrola nad prywatnością

    To jednak nie koniec nowości. Wraz z reorganizacją menu, Google wprowadza coś, co ucieszy osoby dbające o prywatność danych. Mowa o przełączniku Personal Intelligence.

    Opcja ta, opisana jako "Personalize chat when helpful", pozwala użytkownikom jednym kliknięciem wyłączyć wykorzystywanie danych z połączonych aplikacji w bieżącej konwersacji. Jeśli więc nie chcesz, aby Gemini zaglądało do Twoich maili czy dokumentów w trakcie konkretnej rozmowy, teraz możesz to łatwo zablokować.

    To logiczny krok. W miarę jak Gemini staje się potężniejszym asystentem, granica między pomocą a inwigilacją staje się cienka. Danie użytkownikom prostego wyłącznika to ruch w dobrą stronę, który zwiększa przejrzystość działania modelu.

    Źródła

  • Przeglądarki AI: ChatGPT Atlas, Perplexity Comet i koniec ery miliona otwartych kart

    Przeglądarki AI: ChatGPT Atlas, Perplexity Comet i koniec ery miliona otwartych kart

    Przez ostatnie 15 lat nasz rytm korzystania z internetu wyglądał niemal identycznie. Wpisujesz hasło, dostajesz listę niebieskich linków, a potem otwierasz 20 kart, próbując skleić z tego sensowną odpowiedź. Przebijanie się przez reklamy i teksty pisane pod SEO to nasza codzienna udręka. Wygląda jednak na to, że ten model właśnie się kończy.

    Nowa fala przeglądarek AI, takich jak ChatGPT Atlas od OpenAI czy Comet od Perplexity, zmienia zasady gry. Zamiast wyświetlać nam sieć, one ją dla nas czytają i interpretują. Nie musisz już szukać idealnego słowa kluczowego. Możesz zadać luźne pytanie, a przeglądarka – rozumiejąc kontekst, a nie tylko słowa – poda ci gotową odpowiedź, podsumowanie lub tabelę porównawczą.

    Atlas i Comet wchodzą do gry

    OpenAI nie próżnuje. Atlas, to coś więcej niż tylko nakładka. Jedną z funkcji jest „Browser Memory”, który pamięta kontekst stron i zadań. To trochę przerażające, ale niesamowicie wygodne.

    Z drugiej strony mamy Perplexity Comet, który potrafi też działać w trybie agenta – porówna ceny, a nawet przeprowadzi nas przez proces zakupu w sklepie internetowym.

    Oczywiście starzy wyjadacze też nie śpią. Microsoft Edge mocno integruje Copilota, a Google Chrome wdraża Gemini. Różnica jest taka, że dla nich AI to dodatek do tradycyjnego przeglądania, podczas gdy Atlas czy Comet są zbudowane wokół modelu językowego od podstaw.

    Agenci, którzy robią zakupy za Ciebie

    To jest chyba najciekawsza część tej rewolucji. Mówimy o tzw. „Agentic AI”. To nie jest już tylko chatbot, z którym sobie gawędzisz w bocznym pasku. To narzędzie, które może działać autonomicznie. Wyobraźcie sobie, że przeglądarka sama wypełnia formularze, rezerwuje bilety lotnicze albo robi zakupy, podczas gdy wy tylko patrzycie na pasek postępu. Opera One i wspomniany Comet już testują te rozwiązania.

    Brzmi jak marzenie leniucha? Owszem, ale tutaj wkraczamy na grząski grunt.

    Druga strona medalu: bezpieczeństwo

    Eksperci z Gartnera nie owijają w bawełnę – ta nowa „pomocność” to spory ból głowy dla speców od bezpieczeństwa. Ostrzegają przed ryzykiem wycieku danych (bo wszystko, co przeglądasz, przelatuje przez chmurę AI) oraz czymś, co nazywają „pośrednim wstrzyknięciem promptu”. W skrócie: złośliwa strona internetowa może ukryć instrukcje, które zmuszą twojego agenta AI do zrobienia czegoś głupiego, na przykład wysłania hakerom twoich danych sesji.

    No i są jeszcze halucynacje. Jeśli polegamy na podsumowaniu zrobionym przez AI i nie klikamy w źródło, ryzykujemy, że uwierzymy w kompletną bzdurę, którą model właśnie zmyślił.

    Czy to koniec stron internetowych?

    Jest jeszcze jeden problem, o którym mówi się za mało. Internet działa na prostej umowie: strony dają nam treść za darmo w zamian za to, że oglądamy na nich reklamy. Przeglądarki AI burzą ten układ. Jeśli AI przeczyta artykuł za ciebie i poda ci gotową odpowiedź, wydawca nie zobaczy ani grosza z reklam.

    Statystyki są brutalne. Coraz więcej zapytań to tzw. „zero-click searches” – użytkownik dostaje odpowiedź i nigdzie nie klika. Jeśli ten trend się utrzyma, twórcy treści mogą stracić rację bytu.

    Czy warto przesiąść się na przeglądarkę AI? Jeśli twoja praca polega na szybkim researchu i mieleniu ogromnych ilości danych – zdecydowanie tak. Ale warto zachować zdrowy rozsądek i od czasu do czasu jednak kliknąć w ten link źródłowy. Choćby po to, żeby upewnić się, że nasz cyfrowy asystent nie buja w obłokach.

    Źródła

  • Mozilla w końcu daje wybór. Nowy Firefox pozwoli jednym kliknięciem wyłączyć całe AI

    Mozilla w końcu daje wybór. Nowy Firefox pozwoli jednym kliknięciem wyłączyć całe AI

    Mozilla właśnie ogłosiła coś, co dla wielu z nas może być powodem do małego świętowania, a przynajmniej odetchnięcia z ulgą. W nadchodzącej aktualizacji Firefox 148, która trafi do użytkowników 24 lutego 2026 roku, pojawi się "wyłącznik bezpieczeństwa" dla wszystkich funkcji opartych na sztucznej inteligencji.

    Żyjemy w momencie, gdzie dosłownie każda aplikacja i usługa próbuje na siłę wcisnąć nam jakiegoś asystenta AI. Czy tego chcemy, czy nie. Mozilla podeszła do tematu zupełnie inaczej, zauważając, że spora grupa użytkowników ma tego po prostu dość i oczekuje klasycznego przeglądania sieci.

    Słyszeliśmy od wielu osób, które nie chcą mieć nic wspólnego z AI – przyznali przedstawiciele Mozilli, tłumacząc swoją decyzję.

    Jak to będzie działać?

    Rozwiązanie jest zaskakująco proste i eleganckie. W ustawieniach pulpitu, a konkretnie w sekcji "Prywatność i bezpieczeństwo", znajdziemy nowy przełącznik o nazwie "Zablokuj ulepszenia AI" (Block AI enhancements). Co ciekawe, nie musimy przekopywać się przez dziesiątki opcji, żeby wyłączyć każdą rzecz z osobna.

    Jedno kliknięcie wyłącza wszystko – zarówno obecne, jak i przyszłe funkcje generatywne. Jeśli jednak wolicie bardziej precyzyjną kontrolę, będzie można zarządzać poszczególnymi elementami niezależnie. O jakich funkcjach mowa? Nowe ustawienia obejmą kontrolę nad takimi elementami jak:

    • Tłumaczenia stron
    • Generowanie tekstu alternatywnego dla plików PDF
    • Inteligentne grupowanie kart
    • Podglądy linków
    • Chatboty na pasku bocznym (obsługujące modele takie jak ChatGPT czy Claude)

    Powrót do korzeni

    To podejście mocno kontrastuje z tym, co widzimy u konkurencji. W innych przeglądarkach wyłączenie asystentów AI często wymaga grzebania w zaawansowanych flagach konfiguracyjnych albo po prostu jest niemożliwe, bo producenci traktują te funkcje jako kluczowe ulepszenia. Mozilla zdaje się rozumieć, że dla wielu użytkowników przeglądarka ma być po prostu oknem na świat, a nie inteligentnym asystentem, który "wie lepiej".

    Swoją drogą, to ciekawe posunięcie w kontekście walki o rynek. Zamiast ścigać się na to, kto ma bardziej zaawansowany model językowy wbudowany w pasek adresu, Firefox staje się przystanią dla tych, którzy chcą od technologii nieco odpocząć. To ruch w stronę prywatności i wyboru, co zawsze było mocną stroną tej przeglądarki.

    Nowe opcje pojawią się w stabilnym wydaniu pod koniec lutego 2026. Wygląda na to, że wreszcie będziemy mogli sami zdecydować, czy chcemy, by sztuczna inteligencja zaglądała nam przez ramię podczas przeglądania internetu.

    Źródła

  • OpenAI kontratakuje: Nowa aplikacja Codex na macOS zmienia zasady gry

    OpenAI kontratakuje: Nowa aplikacja Codex na macOS zmienia zasady gry

    OpenAI w końcu wykonało ruch, na który wielu czekało. 2 lutego 2026 roku firma oficjalnie zaprezentowała aplikację Codex dedykowaną na systemy macOS. To nie jest po prostu kolejna nakładka na czat, ale pełnoprawne środowisko desktopowe, które ma służyć jako centrum dowodzenia dla programistów.

    Wygląda na to, że OpenAI miało dość patrzenia, jak konkurencja podbiera im rynek. Aplikacja została zaprojektowana tak, aby zarządzać wieloma agentami AI jednocześnie, co w praktyce oznacza, że możemy delegować robotom kilka różnych zadań w tym samym czasie, nie gubiąc się w gąszczu okien.

    To coś więcej niż asystent

    Najciekawszą funkcją wydaje się być system tzw. worktrees. Wyobraźcie sobie, że macie jeden projekt, ale chcecie sprawdzić trzy różne podejścia do rozwiązania problemu. W nowej aplikacji Codex agenci mogą pracować na izolowanych gałęziach kodu niezależnie od siebie. To trochę jak posiadanie kilku wirtualnych stażystów, z których każdy próbuje naprawić błąd w inny sposób, nie wchodząc sobie w drogę.

    Co więcej, narzędzie to integruje się głęboko z systemem plików. Użytkownicy mogą przeglądać zmiany wprowadzane przez agentów, komentować różnice w kodzie (diffs) i otwierać edycje bezpośrednio w swoim ulubionym IDE lub terminalu. To ogromny krok naprzód w porównaniu do kopiowania i wklejania kodu z przeglądarki, co, umówmy się, bywało męczące.

    Pod maską drzemie potwór

    Sercem nowej aplikacji jest model GPT-5.2-Codex. Według zapewnień firmy, jest to ich najpotężniejszy model do zadań programistycznych. Sam Altman nie przebierał w słowach, opisując możliwości tej technologii:

    Zbliżenie na futurystycznego robota z białym pancerzem i świecącymi na różowo elementami, siedzącego przed ekranem komputera z danymi.

    Jeśli naprawdę chcesz wykonywać wyrafinowaną pracę nad czymś złożonym, model 5.2 jest zdecydowanie najsilniejszy.

    Fajne jest to, że aplikacja pozwala na tworzenie automatyzacji działających według ustalonego harmonogramu. Możemy łączyć instrukcje z konkretnymi umiejętnościami (skills) i ustawiać je w kolejce do późniejszego przeglądu. To brzmi jak spełnienie marzeń dla tych, którzy nie lubią żmudnych, powtarzalnych zadań.

    Oto co jeszcze potrafi nowe narzędzie:

    • Nadawanie agentom osobowości (od pragmatycznej po empatyczną)
    • Pełna integracja z narzędziami CLI i terminalem
    • Przejmowanie historii sesji z istniejących narzędzi Codex
    • Zarządzanie skomplikowanymi workflowami, jak np. tworzenie gier z assetami

    Walka o dominację

    Nie ma co ukrywać, że ten ruch to odpowiedź na rosnącą popularność narzędzi takich jak Claude Code od Anthropic czy Cursor. Do tej pory to właśnie konkurenci lepiej radzili sobie z "agentowym" podejściem do kodowania, gdzie AI nie tylko podpowiada, ale faktycznie wykonuje pracę w środowisku użytkownika. OpenAI, wypuszczając natywną aplikację na macOS, próbuje odzyskać palmę pierwszeństwa.

    Strategia firmy jest agresywna. Aby zachęcić deweloperów do przesiadki, OpenAI udostępniło dostęp do Codexa użytkownikom darmowym (Free i Go) na ograniczony czas. Z kolei subskrybenci planów płatnych (Plus, Pro, Enterprise) otrzymali podwojone limity zapytań we wszystkich interfejsach Codex.

    Czy to wystarczy, by przekonać programistów przyzwyczajonych już do innych narzędzi? Czas pokaże, ale integracja z ekosystemem Apple i potężny model 5.2 to argumenty, które trudno zignorować.

    Źródła