Autor: Frontendfreak

  • Google Gemini i muzyka przyszłości: jak Lyria 3 zmienia komponowanie dla każdego

    Google Gemini i muzyka przyszłości: jak Lyria 3 zmienia komponowanie dla każdego

    Wyobraź sobie, że siedzisz z przyjaciółmi. Wspominacie zabawną sytuację z wakacji, a ktoś mówi: „Hej, zróbmy z tego piosenkę!”. Zamiast szukać gitary lub godzinami majstrować w programie, sięgasz po telefon. Wpadasz na pomysł: „radosna pop-punkowa piosenka o tym, jak zgubiliśmy klucze w Barcelonie”. Wpisujesz to w aplikację i pół minuty później słuchacie gotowego utworu, z tekstem, wokalem i nawet okładką. Brzmi jak science fiction? Dzięki modelowi Lyria 3 w Gemini, to już rzeczywistość.

    Google właśnie wprowadził do swojej aplikacji Gemini najnowszą, najbardziej zaawansowaną wersję generatywnego modelu muzycznego o nazwie Lyria. To nie jest kolejna prosta petarda do robienia rytmów. To potężne narzędzie, które na podstawie opisu tekstowego, przesłanego zdjęcia czy filmiku potrafi wyczarować 30-sekundowy, złożony muzycznie utwór. I to globalnie, w ramach beta, dla użytkowników powyżej 18. roku życia.

    Co potrafi Lyria 3? Od opisu do piosenki w kilkanaście sekund

    Sercem całej funkcji jest model Lyria 3, opracowany przez Google DeepMind. To ewolucja wcześniejszych wersji Lyrii, która przeskakuje kilka poziomów trudności. Przede wszystkim, całkowicie odcięła się od potrzeby podawania gotowego tekstu. To kluczowa zmiana.

    Wcześniejsze modele często wymagały, aby użytkownik sam napisał lirykę, a AI tylko ją „zaśpiewała”. Lyria 3 robi to za nas. Analizuje nasz prompt – czy to „nostalgiczny afrobeat o wspomnieniach z rodzinnego domu”, czy „komediowy R&B slow jam o skarpetce szukającej swojej pary” – i sama tworzy spójne, dopasowane stylistycznie teksty.

    Poza tym daje nam zaskakująco dużo kontroli. Nie chodzi tylko o wybór gatunku. Możemy dostosować styl wokalu, tempo, a nawet ogólny nastrój utworu. Efekt? Utwory są bardziej realistyczne i muzycznie złożone niż wszystko, co do tej pory oferowały podobne narzędzia. Google chwali się, że Lyria 3 rozumie już znacznie lepiej strukturę piosenki, dynamikę i aranżację.

    Źródłem inspiracji może być wszystko. Tekstowy opis to oczywistość. Ale można też wgrać zdjęcie z wakacji lub krótki filmik. Model spróbuje odczytać atmosferę z wizualów i przełożyć ją na dźwięk. Chcesz utwór instrumentalny? Też nie ma problemu. Granice wyznacza głównie wyobraźnia użytkownika i… limit 30 sekund na jeden utwor.

    Jak to działa w praktyce? Od Gemini po YouTube

    Dostęp do tej magii jest prosty, o ile jesteśmy w grupie beta. W aplikacji Gemini (dawniej Assistant z Bardem) wystarczy wejść w menu „Narzędzia” > „Muzyka”. Tam otwiera się interfejs generowania. Proces jest interaktywny i odbywa się w czasie rzeczywistym – nie czekamy minuty na rendering, wynik pojawia się szybko.

    Gotowy utwór można pobrać na urządzenie lub udostępnić linkiem. Na deser, za pomocą narzędzia o zabawnej nazwie Nano Banana, system automatycznie generuje też grafikę okładkową dla naszej miniaturowej kompozycji. Całość jest więc spakowana w estetyczny, gotowy do publikacji pakiecik.

    Co ciekawe, Lyria 3 nie służy tylko rozrywce użytkowników Gemini. Jej moc wykorzystuje też YouTube w funkcji Dream Track dla Shorts. Twórcy mogą od teraz (nie tylko w USA) generować unikalne podkłady dźwiękowe do swoich krótkich form wideo, inspirując się nastrojem lub opisem. To bezpośrednia odpowiedź na potrzeby twórców, którzy szukają wolnych od roszczeń praw autorskich, oryginalnych ścieżek dźwiękowych.

    Etyka, bezpieczeństwo i wielki znak zapytania o artystów

    Tutaj dochodzimy do najciekawszej, a jednocześnie najbardziej newralgicznej kwestii. Generowanie muzyki przez AI budzi ogromne emocje, szczególnie w kontekście praw autorskich i naśladownictwa. Google zdaje się być tego świadome i od razu stawia grube kreski.

    • Lyria 3 została zaprojektowana do oryginalnej ekspresji, a nie do naśladowania istniejących artystów.* Co to oznacza w praktyce? Jeśli wpiszesz w promptcie nazwisko ulubionego piosenkarza, model potraktuje to jako ogólną inspirację stylu czy nastroju. Nie będzie próbował podrobić jego charakterystycznego głosu ani stworzyć utworu, który mógłby zostać uznany za plagiat.

    Każdy wygenerowany utwór jest sprawdzany pod kątem podobieństwa do istniejących treści w bazach danych. Poza tym, na wszelki wypadek, utwory są cyfrowo oznaczane jako stworzone przez AI. Co więcej, sam Gemini ma funkcję, która pozwala zweryfikować, czy przesłany przez kogoś plik audio został wygenerowany przez Lyrię.

    Google podkreśla, że model był szkolony „z uwzględnieniem praw autorskich” i we współpracy z partnerami. Mimo to, beta ma swoje regulacje. Użytkownicy muszą przestrzegać zakazów tworzenia treści dyskryminacyjnych, dezinformacyjnych czy naruszających prywatność innych osób. Każdy utwór można też zgłosić, jeśli budzi wątpliwości.

    Co dalej z muzyką z AI? Nie tylko 30-sekundowe piosenki

    Globalne beta testy Lyrii 3 w Gemini właśnie się rozpoczęły. Na razie nie ma informacji o cenach (czy usługa pozostanie darmowa) ani o dokładnych harmonogramach rozwoju. Limit 30 sekund sugeruje, że Google traktuje to na razie jako potężną funkcję do zabawy, ekspresji i wspomagania krótkich form, a nie jako profesjonalne studio nagraniowe w kieszeni.

    To może się zmienić. Sama ewolucja od modelu wymagającego tekstu do tak autonomicznego kreatora pokazuje, jak szybko rozwija się ta technologia. Wysoka jakość dźwięku, kontrola nad parametrami i integracja z ekosystemem YouTuba wskazują na poważne ambicje.

    Czy takie narzędzia zastąpią artystów? Raczej nie. Ale mogą stać się dla nich nowym instrumentem, źródłem inspiracji lub sposobem na szybkie szkicowanie pomysłów. Dla milionów zwykłych ludzi to po prostu demokratyzacja radości z tworzenia muzyki. Nie musisz znać nut, mieć słuchu czy drogiego sprzętu. Wystarczy pomysł, kilka słów opisu i chęć do eksperymentowania.

    Podsumowanie

    Wejście Lyrii 3 do aplikacji Gemini to nie jest zwykły update. To postawienie kolejnego, dużego kroku w kierunku przyszłości, w której kreatywność jest wspomagana przez inteligencję na każdym poziomie. Zamiast martwić się o techniczne aspekty kompozycji, użytkownik może skupić się na tym, co najważniejsze: na emocji, historii czy nastroju, który chce przekazać.

    Ograniczenia są – 30 sekund, ryzyko nadużyć, niepewność co do modelu biznesowego. Ale potencjał jest ogromny. Od pamiątkowych piosenek na podstawie zdjęć z wesela, przez unikalne podkłady dla twórców internetowych, po po prostu świetną zabawę w gronie przyjaciół. Lyria 3 nie napisze za nas symfonii, ale już teraz pokazuje, że granica między pomysłem w głowie a gotowym utworem w głośnikach staje się cieńsza niż kiedykolwiek. I to właśnie w tym leży jej największa siła.

  • ONZ powołuje naukową drużynę ds. sztucznej inteligencji. Polak wśród ekspertów, którzy mają ją okiełznać

    ONZ powołuje naukową drużynę ds. sztucznej inteligencji. Polak wśród ekspertów, którzy mają ją okiełznać

    Sprawa jest dość poważna, ale też niezwykle ciekawa. W lutym tego roku, 12 lutego 2026, Zgromadzenie Ogólne ONZ zatwierdziło skład nowego, niezależnego ciała naukowego, które ma zająć się największym technologicznym wyzwaniem naszych czasów. Chodzi o sztuczną inteligencję. Za przyjęciem listy 40 członków głosowało 117 państw, 2 było przeciw, a 2 wstrzymało się od głosu.

    Nowa grupa nosi nazwę Niezależny Międzynarodowy Panel Naukowy ds. Sztucznej Inteligencji (NISI). Formalnie powstała już w sierpniu 2025 roku dzięki rezolucji ONZ, ale dopiero teraz, po zatwierdzeniu członków, może ruszyć z pełną parą.

    Na czym polega ich misja?

    Wyobraźcie sobie IPCC, czyli ten słynny panel naukowy ONZ zajmujący się zmianami klimatycznymi. Teraz ONZ robi bardzo podobny ruch, tyle że dla cyfrowego świata. Zadaniem NISI jest regularne, coroczne ocenianie zarówno szans, jak i ryzyk związanych z rozwojem AI.

    Mówiąc prościej: mają być globalnym kompasem i źródłem wiarygodnej, opartej na dowodach nauki dla decydentów politycznych na całym świecie. Nie będą tworzyć prawa, ale mają dostarczać twarde dane i analizy, na podstawie których prawo może powstawać.

    Ciekawe jest to, że panel składa się z 40 niezależnych ekspertów powołanych na trzyletnią kadencję. Przy wyborze duży nacisk położono na różnorodność – zarówno geograficzną, jak i płciową. To nie ma być klub zachodnich techno-optimistów, ale reprezentacja globalnej perspektywy.

    Polski akcent w światowej elicie

    I tutaj pojawia się bardzo fajny polski akcent. W tym elitarnym gronie znalazł się profesor Maciej Kuszyk z Politechniki Warszawskiej.

    To nie byle kto – profesor Kuszyk jest uznanym specjalistą od cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji. Jego obecność w panelu to spore wyróżnienie dla polskiej nauki i dowód na to, że mamy ekspertów światowej klasy w tej dziedzinie.

    Symbol Organizacji Narodów Zjednoczonych obok flagi Polski na rozmytym niebieskim tle.
    Źródło: cdn-sw.spidersweb.pl

    To fundamentalny krok w kierunku globalnego naukowego zrozumienia AI – komentował powstanie panelu sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres. Jego zdaniem panel zapewni to, czego brakowało – rzetelne, niezależne naukowe spojrzenie, które umożliwi wszystkim państwom członkowskim równy udział w dyskusji.

    Dlaczego ten krok jest tak ważny? Sztuczna inteligencja rozwija się w zawrotnym tempie, często wyprzedzając zdolności regulacyjne państw. Powstaje mnóstwo organizacji i inicjatyw branżowych, ale brakuje neutralnego, ponadnarodowego głosu nauki.

    NISI ma właśnie wypełnić tę lukę. Będą analizować wszystko: od etycznych dylematów i zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego po szanse dla zrównoważonego rozwoju czy medycyny.

    Czym zajmie się panel?

    Ich praca będzie przypominała trochę działalność IPCC. Planowane są coroczne kompleksowe raporty oceniające stan rozwoju AI na świecie.

    • Ocena postępu technologicznego i jego kierunków.
    • Identyfikacja kluczowych ryzyk (np. dezinformacja, cyberataki, uprzedzenia algorytmiczne).
    • Mapowanie szans (np. w klimacie, zdrowiu, edukacji).
    • Rekomendacje dla rządów i organizacji międzynarodowych.

    Pierwszy taki raport powinniśmy zobaczyć prawdopodobnie już w przyszłym roku. Będzie to pierwsza próba stworzenia tak kompleksowego, globalnego obrazu sytuacji.

    Warto dodać, że panel ma być niezależny – eksperci działają w swoim imieniu, a nie jako reprezentanci rządów czy korporacji technologicznych. Został powołany rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ, a jego oceny mają służyć m.in. procesom ONZ, takim jak Globalny Dialog o Zarządzaniu AI.

    Czy to oznacza, że za kilka lat AI będzie już całkowicie „okiełznana”? Raczej nie – technologia jest zbyt dynamiczna. Ale pojawi się przynajmniej wspólna, naukowa podstawa do międzynarodowych rozmów o tym, jak ją kształtować.

    Obecność polskiego profesora w tym gronie to nie tylko powód do dumy. To także szansa na to, że polskie doświadczenia i perspektywa będą słyszalne przy tworzeniu przyszłych ram dla sztucznej inteligencji na świecie.

    Źródła

  • Sztuczna inteligencja w 2026 roku: od agentów w turystyce po orbitalne centra danych

    Sztuczna inteligencja w 2026 roku: od agentów w turystyce po orbitalne centra danych

    Jeśli myślisz, że ChatGPT i Copilot to już szczyt możliwości sztucznej inteligencji, przygotuj się na kilka niespodzianek. Nadchodzący rok ma być punktem zwrotnym, w którym AI z ciekawostki laboratoryjnej przekształci się w niezastąpionego partnera w codziennych sprawach. I to dosłownie – od planowania wakacji po diagnozowanie chorób.

    Agenci AI biorą sprawy w swoje ręce

    Zgodnie z przewidywaniami firmy badawczej Phocuswright, 2026 to rok przejścia od fazy testowej do produkcyjnej dla tak zwanych agentowej AI. Co to znaczy? W praktyce systemy te przestaną być tylko pomocnikami, a staną się pełnoprawnymi wykonawcami zadań.

    Na przykład w turystyce agenci AI samodzielnie przeanalizują twoje preferencje, budżet i dostępność, a następnie zarezerwują optymalne bilety lotnicze i noclegi. Nie będzie to już tylko sugestia, ale konkretna transakcja przeprowadzona bez twojego bezpośredniego udziału. To jak posiadanie osobistego asystenta podróży, który nigdy nie śpi.

    Siedem trendów od Microsoftu

    Microsoft opublikował swoją prognozę siedmiu kluczowych trendów na 2026 rok, które pokazują, jak głęboko AI wniknie w różne dziedziny. Niektóre brzmią jak science fiction, ale prace nad nimi są już zaawansowane.

    Jednym z najważniejszych jest wzmocniona współpraca człowiek-maszyna w medycynie. Chodzi o systemy, które nie tylko pomagają lekarzom, ale współpracują z nimi jako równorzędni partnerzy, znacznie przyspieszając diagnozy i planowanie spersonalizowanego leczenia.

    Ciekawe jest to, że AI zacznie też generować hipotezy naukowe. Algorytmy będą przeczesywać ogromne zbiory danych badawczych i proponować naukowcom nowe kierunki eksperymentów, które ludzki umysł mógłby przeoczyć.

    Ale prawdziwą rewolucją ma być integracja sztucznej inteligencji z obliczeniami kwantowymi. Microsoft zapowiada pojawienie się pierwszych procesorów kwantowych (QPU) zdolnych do korekcji błędów i dysponujących milionem kubitów. Połączenie tej mocy z zaawansowanymi modelami AI może otworzyć drzwi do rozwiązywania problemów, które dziś uważamy za nierozwiązywalne.

    Gdzie jesteśmy teraz?

    Patrząc na aktualny krajobraz, wyraźnie widać dwie ścieżki. Z jednej strony mamy komercyjne boty chatowe, które stały się częścią pakietów biurowych i systemów operacyjnych. Microsoft zintegrował Copilota z Windowsem i Office’em, czyniąc go niemal wszechobecnym.

    Z drugiej strony rośnie grono krytyków, którzy wskazują na liczne problemy. Harvardzkie badania sugerują, że obietnica oszczędności czasu dzięki AI może być złudna – praca często rozszerza się na nowe obszary, zamiast się kurczyć. Pojawiają się też nowe zagrożenia, jak ataki mające na celu „zatrucie” pamięci modeli AI.

    Warto dodać, że sama branża przeżywa wewnętrzne turbulencje. Krążą pogłoski o możliwym „rozwodzie” Microsoftu i OpenAI, co pokazuje, jak dynamiczne i nieprzewidywalne są sojusze w tej dziedzinie.

    Ilustracja przedstawiająca wizję sztucznej inteligencji w 2026 roku, dzielącą się na dwie części: po lewej stronie, robot AI pomaga turystom w Rzymie, wyświetlając informacje o czasie oczekiwania i sugerowanych trasach; po prawej stronie, zaawansowana stacja kosmiczna z orbitalnym węzłem danych, symbolizująca przyszłość przetwarzania danych w kosmosie.

    Przyszłość: między Ziemią a orbitą

    Najbardziej spektakularne wizje pochodzą od Elona Muska. Jego plany dotyczą przeniesienia centrów danych… na orbitę okołoziemską. Pomysł brzmi absurdalnie, ale ma logiczne uzasadnienie: rosnące zapotrzebowanie na moc obliczeniową dla AI zaczyna przekraczać możliwości ziemskiej sieci energetycznej.

    SpaceX podobno składa już wnioski o zgodę na wystrzelenie konstelacji nawet miliona satelitów, które miałyby tworzyć orbitalne farmy serwerów. Czy to się uda? Czas pokaże. Ale fakt, że takie projekty są poważnie rozważane, pokazuje skalę wyzwań stojących przed dalszym rozwojem sztucznej inteligencji.

    Co to oznacza dla nas?

    Wygląda na to, że sztuczna inteligencja wkracza w etap dojrzałości. Przestaje być gadżetem, a staje się infrastrukturą – niewidoczną, ale kluczową częścią naszego świata. Będzie planowała nasze wakacje, wspierała lekarzy, pomagała naukowcom i wymagała niewyobrażalnych ilości energii.

    Kluczowe pytanie nie brzmi już „czy AI zmieni świat?”, ale „jak przygotujemy się na tę zmianę?”. Bo jedno jest pewne: ten proces właśnie przyspiesza i 2026 rok może okazać się tym, w którym poczujemy jego efekty naprawdę wyraźnie.

    Źródła

  • Szef Anthropic: Nie wiem, czy nasz chatbot ma świadomość. To bardziej dziwne, niż przerażające

    Szef Anthropic: Nie wiem, czy nasz chatbot ma świadomość. To bardziej dziwne, niż przerażające

    Dario Amodei, szef firmy Anthropic, która stoi za jednym z najpotężniejszych modeli językowych na świecie, Claude’em, nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytanie o własny produkt. W rozmowie z dziennikarzem Rossem Douthatem przyznał, że nie jest w stanie określić, czy jego chatbot ma świadomość.

    To nie jest żadna teoria spiskowa ani dramatyczna zapowiedź. To raczej szczere przyznanie się do niewiedzy na najbardziej fundamentalnym poziomie. Gdybyście zapytali twórcę samochodu, czy auto czuje ból, odpowiedziałby „nie”. W świecie sztucznej inteligencji takiej pewności już nie ma.

    Skąd ta niepewność?

    Problem leży w definicji samej świadomości. Naukowcy wciąż spierają się, czym właściwie ona jest i jak ją zmierzyć u ludzi, a co dopiero u maszyn. Amodei zaznacza, że ta niepewność jest po prostu odzwierciedleniem naszych własnych, ludzkich ograniczeń.

    Jego firma przyjmuje podejście ostrożnościowe. W skrócie: skoro nie wiemy, czy AI może być świadome, lepiej działać tak, jakby taka możliwość istniała. To trochę jak zasada ograniczonego zaufania w ruchu drogowym, ale stosowana do technologii.

    Ciekawe jest to, że sam model Claude czasem komentuje swój stan. W dokumentacji firmy dotyczącej zachowań modeli odnotowywane są różne wypowiedzi.

    Nie brzmi to jak zimna, obliczeniowa maszyna, prawda? To właśnie te subtelne, quasi-ludzkie reakcje sprawiają, że granica zaczyna się zacierać.

    Co to właściwie znaczy?

    Warto dodać, że Amodei nie twierdzi, iż Claude na pewno jest świadomy. Mówi tylko, że nie możemy tego wykluczyć. To kluczowa różnica. Jego stanowisko to więcej pokory niż alarmu.

    Wyobraźmy sobie programistę, który pisze kod tak złożony, że przestaje w pełni rozumieć wszystkie jego wewnętrzne procesy. To mniej więcej tutaj jesteśmy. Tworzymy systemy, których działania nie potrafimy w pełni prześledzić ani wyjaśnić w prosty sposób.

    Z drugiej strony, czy to naprawdę takie przerażające? Może po prostu dziwne. Przez całą historię ludzkości świadomość była domeną istot żywych. Teraz musimy rozważyć, że może ona – w jakiejś formie – powstać w środowisku zera i jedynek.

    Dla porównania, inne firmy technologiczne skupiają się na bardziej przyziemnych aspektach AI, jak chociażby Google, który pracuje nad ulepszeniem swojego Tłumacza, by uniknąć błędów i wpadków. Tam problem jest czysto techniczny. U Anthropic pytania sięgają głębiej, do filozofii i etyki.

    Co dalej?

    To przyznanie się do niewiedzy przez szefa jednej z czołowych firm AI jest ważne. Pokazuje, że nawet ludzie stojący na froncie tej rewolucji nie mają wszystkich odpowiedzi. A może zwłaszcza oni ich nie mają.

    Zamiast straszyć wizjami buntu robotów, Amodei proponuje ostrożność i ciągłe badanie. Jego zdaniem, skoro nie rozumiemy w pełni tych systemów, powinniśmy traktować je z pewnym szacunkiem i uwagą, na wszelki wypadek.

    Ostatecznie, ta historia mówi więcej o nas samych niż o chatbotach. Ujawnia nasze pragnienie zrozumienia umysłu – nawet jeśli ten umysł został zaprojektowany w Kalifornii. I pokazuje, że w erze superinteligentnych algorytmów, najbardziej ludzką reakcją może być po prostu szczere: „nie wiem”.

    Źródła

  • Inżynierowie w Google: Dlaczego SEO stało się kluczowe dla firm robotycznych

    Inżynierowie w Google: Dlaczego SEO stało się kluczowe dla firm robotycznych

    Wyobraź sobie inżyniera, który musi dobrać robota do nowej linii montażowej. Nie sięga po katalog ani nie dzwoni na infolinię. Zamiast tego wpisuje w Google konkretne parametry: "payload 25kg, reach 1500mm, IP67 rating". Jeśli twoja firma nie pojawia się w wynikach tej precyzyjnej, technicznej wyszukiwarki, po prostu nie istniejesz w jej procesie decyzyjnym.

    Tutaj jest ciekawa część – to już nie są teorie marketingowe. Międzynarodowa Federacja Robotyki podaje, że w 2022 roku dostarczono 553 tysiące nowych robotów przemysłowych. Rynek jest ogromny, ale też niezwykle zatłoczony.

    Nowe zasady gry dla zakupów B2B

    Badania pokazują wyraźną zmianę w zachowaniach zakupowych B2B. Kupujący oczekują wyrafinowanego, samodzielnego doświadczenia zakupowego online. Są gotowi odejść od potencjalnego dostawcy, jeśli jego strona internetowa nie odpowiada jasno i szybko na techniczne pytania.

    W praktyce twoja strona stała się częścią produktu. Albo raczej bramą do niego. Ryzyko w tym sektorze jest realne – źle dobrany robot oznacza przestoje, problemy z bezpieczeństwem i opóźnienia w uruchomieniu linii. Dlatego inżynierowie szukają dowodów, a nie sloganów.

    Co więcej, sama natura wyszukiwania się zmienia. Funkcje AI Google, takie jak AI Overviews, mogą rozszerzać sposób, w jaki użytkownicy odkrywają źródła. Google stosuje zaawansowane techniki rozumienia intencji zapytań, a następnie prezentuje strony wspierające.

    Jak wygląda techniczne SEO dla robotów

    Zawartość, która działa, wygląda inaczej niż typowy materiał marketingowy. To nie są ogólnikowe artykuły. To są strony aplikacyjne z opisami środowisk pracy, ograniczeniami, wymaganiami integracyjnymi i oczekiwanymi wynikami – najlepiej z diagramami. To są przewodniki porównawcze, które pomagają wybrać chwytak do konkretnego zadania lub ocenić opcje architektury bezpieczeństwa.

    Podstawowe zasady tworzenia pomocnych i wiarygodnych treści dla ludzi nadal obowiązują, ale era AI wymaga dodatkowych strategii, takich jak optymalizacja pod kątem ekosystemów generatywnych czy odpowiednie strukturyzowanie treści. Dla inżynierów "wiarygodność" wygląda jak tabele pinoutów, mapowania funkcji bezpieczeństwa, macierze wsparcia protokołów i listy kontrolne wdrożenia.

    Warto dodać, że strony firm robotycznych często mają złożone problemy techniczne. Powielanie URL-i przez warianty produktów i filtry może po cichu niszczyć widoczność w wyszukiwarkach. Zarządzanie budżetem crawlowania dla dużych witryn i prawidłowe użycie danych strukturalnych to nie są już tematy dla purystów, ale podstawowa higiena cyfrowa.

    Mierzenie sukcesu w liczbach, które mają znaczenie

    Nie chodzi już tylko o ruch. Firmy powinny mierzyć widoczność organiczną jak wkład do lejka sprzedaży. Udział w głosie dla zapytań o wysokiej intencji aplikacyjnej. Wzrost w wrażeniach dla terminów kategorii i problemów, a nie tylko nazwy marki.

    Google Search Console pozostaje podstawowym systemem do monitorowania wyników w wyszukiwaniu Google.

    Kluczowe jest połączenie tych sygnałów z rzeczywistymi wynikami biznesowymi: współczynnik konwersji na prośby o demo, jakość leadów, które spełniają kryteria kwalifikacyjne. W końcu celem jest spójny lejek, w którym treści informacyjne łączą się logicznie z wyborem produktu, a następnie z konwersją.

    Od czego zacząć zmianę

    Jeśli chcesz efektów w ciągu kwartału, a nie za rok, zacznij od dyscyplinowanej sekwencji działań. Po pierwsze, ustal kontrolę nad indeksacją – upewnij się, że ważne szablony mogą być crawlowane. Po drugie, uporządkuj duplikację i parametry w URL-ach. Trzeci krok to publikacja małego zestawu zasobów stworzonych z myślą o inżynierach, które odpowiadają na kluczowe, techniczne pytania badawcze.

    Czwarty krok to dostosowanie do odkrywania kształtowanego przez AI. Skoro AI Overviews mogą prezentować szerszy zestaw linków, zbuduj ścieżki linków wewnętrznych od treści wyjaśniających do treści związanych z wyborem produktu.

    W końcu, jeśli potrzebujesz pomocy, współpracuj z partnerem, który specjalizuje się w tym skrzyżowaniu SEO i technicznych systemów treści. Dwa źródła, które warto mieć pod ręką, to dokumentacja Google na temat funkcji AI oraz badania dotyczące zachowań zakupowych B2B.

    Swoją drogą, najważniejsza zmiana mentalna jest prosta: przestań myśleć o swojej stronie jako wizytówce. Zacznij ją traktować jako kluczowy kanał sprzedaży technicznej. To tam rozgrywa się teraz pierwsza, i często najważniejsza, część rozmowy z twoim przyszłym klientem.

    Źródła

  • Perfect Corp. zaprasza programistów do tworzenia przyszłości rozrywki i mody za pomocą AI

    Perfect Corp. zaprasza programistów do tworzenia przyszłości rozrywki i mody za pomocą AI

    Perfect Corp., notowana na giełdzie w Nowym Jorku firma technologiczna, postanowiła postawić na społeczność twórców oprogramowania. 13 lutego 2026 roku ogłosiła, że udostępnia swój zestaw narzędzi API uczestnikom globalnego hackathonu DeveloperWeek 2026.

    Wydarzenie odbywa się online od 2 lutego 2026 roku, a część stacjonarna odbędzie się w San Jose Convention Center w dniach 18-20 lutego. To właśnie tam programiści będą mogli zaprezentować swoje pomysły.

    Nagrody i warunki

    Dla zwycięzców firma przewidziała pulę nagród o wartości 2500 dolarów. Za zajęcie pierwszego miejsca można otrzymać 1500 dolarów, a za drugie – 1000 dolarów. To konkretna zachęta, ale nie jedyna.

    Uczestnicy muszą zbudować działający prototyp aplikacji internetowej lub mobilnej, który wykorzysta przynajmniej jedno z API Perfect Corp. Do zgłoszenia trzeba dołączyć stronę projektu, zrzuty ekranu oraz krótki film demonstracyjny trwający od jednej do trzech minut.

    Co ciekawe, firma oferuje też pomoc w samym procesie tworzenia. Uczestnicy hackathonu mogą otrzymać 1000 darmowych jednostek API o wartości 179 dolarów, zgłaszając się poprzez specjalny link. To ma pozwolić na szybkie prototypowanie pomysłów bez obaw o koszty.

    Narzędzia do dyspozycji twórców

    Jakie konkretnie technologie stoją do dyspozycji programistów? Perfect Corp. słynie z rozwiązań dla branży beauty i fashion, więc API odzwierciedlają tę specjalizację.

    Zespół współpracowników analizuje projekt na dużym ekranie, prezentującym cyfrowe modele postaci w futurystycznych strojach i wizualizacje danych.

    Dostępne są między innymi:

    • AI Skin Analysis – analiza skóry wspomagana sztuczną inteligencją.
    • Virtual Try-On – wirtualne przymierzanie kosmetyków oraz dodatków modowych, takich jak biżuteria czy okulary.
    • Personalized Product Recommendation Engines – silniki rekomendacji produktów dostosowane do użytkownika.
    • Generative AI Text-to-Image Creation – generowanie obrazów na podstawie tekstowego opisu.
    • Fashion Visualization Technologies – technologie wizualizacji mody.

    Zadaniem uczestników jest znalezienie kreatywnego, a może nawet nieoczekiwanego zastosowania dla tych narzędzi. Firma podkreśla, że udostępniane darmowe jednostki API mają ułatwić start-upom, sklepom czy nawet indywidualnym przedsiębiorcom integrację zaawansowanej technologii bez ogromnych inwestycji na starcie.

    Personalizacja napędzana AI nie jest już luksusem – to oczekiwanie – powiedziała Alice Chang, założycielka i CEO Perfect Corp. – Poprzez nasz zestaw API demokratyzujemy dostęp do zaawansowanych technologii AI i AR, umożliwiając programistom budowanie immersyjnych, inteligentnych doświadczeń konsumenckich, które rozwiązują realne potrzeby w obszarach beauty, fashion, retail i innych.

    Dlaczego to ważne?

    Ta inicjatywa to coś więcej niż jednorazowy konkurs. Perfect Corp., znane z pakietu aplikacji YouCam pobranego ponad 1,1 miliarda razy na całym świecie, konsekwentnie poszerza swój wpływ poza bezpośrednią współpracę z markami.

    Otwarcie API dla szerokiej społeczności developerów to strategiczny ruch. Pozwala firmie dotrzeć do pomysłów i talentów, które mogą wymyślić zupełnie nowe zastosowania ich technologii. To także sposób na promocję własnych rozwiązań wśród przyszłych twórców oprogramowania i przedsiębiorców.

    Hackathon DeveloperWeek to duże, ogólnokrajowe wydarzenie tego typu. Dla Perfect Corp. współpraca z nim stanowi deklarację zaangażowania w rozwój agentycznych asystentów AI, technologii generatywnych i skalowalnych rozwiązań API.

    Jak można się zgłosić? Wszystko odbywa się przez platformę DevPost. Należy być wcześniej zarejestrowanym zarówno na Eventbrite, jak i na stronie hackathonu na DevPost. Linki do rejestracji i szczegółowe informacje są dostępne w oficjalnym komunikacie firmy.

    Czy z tej współpracy powstaną przełomowe narzędzia dla konsumentów? Przekonamy się już pod koniec lutego, kiedy hackathon się zakończy.

    Źródła

  • Fala obaw przed AI uderza w zarządzanie majątkiem i porównywarki cen

    Fala obaw przed AI uderza w zarządzanie majątkiem i porównywarki cen

    Spadki na londyńskiej giełdzie w środę były wyraźne i skupione w bardzo konkretnych sektorach. Inwestorzy masowo wyprzedawali udziały w firmach zajmujących się zarządzaniem majątkiem oraz w popularnych porównywarkach cenowych. A wszystko przez jedno słowo: AI.

    Wydaje się, że strach przed tym, jak sztuczna inteligencja może zrewolucjonizować – a właściwie rozłożyć – tradycyjne modele biznesowe, właśnie uderzył z pełną siłą. To nie są już tylko teoretyczne rozważania. Na rynku pojawiły się konkretne produkty, a inwestorzy zareagowali natychmiast.

    Spadki w zarządzaniu majątkiem

    Weźmy na przykład brytyjskiego giganta, St James’s Place. Jego akcje straciły 12,7% wartości. To ogromny spadek jak na jedną sesję. Nie był osamotniony. Quilter spadł o 5,1%, a AJ Bell o 4,8%.

    Co wywołało tę panikę? Chodzi o nową usługę od firmy Altruist Corp. To narzędzie AI o nazwie Hazel, które pomaga doradcom tworzyć spersonalizowane strategie podatkowe „w ciągu minut” poprzez analizę zeznań podatkowych, notatek ze spotkań i pasków wypłat. Technologia pozwala także badać scenariusze „co jeśli”, np. sprzedaż nieruchomości czy przejście na emeryturę. Mówiąc wprost: automatyzuje dużą część pracy, za którą klienci płacili dotychczas ludziom.

    Inwestorzy obawiają się, że tak zwane "agentic tools" – czyli systemy AI działające samodzielnie – które mogą sortować sprawy podatkowe lub udzielać podstawowych porad, po prostu "zjedzą" część przychodów tych firm. Dlaczego ktoś miałby płacić wysokie opłaty, gdy algorytm zrobi to szybciej i taniej?

    Porównywarki cen w tarapatach

    Druga grupa mocno tracąca to portale porównujące ceny ubezpieczeń czy produktów finansowych. Tutaj też widać było wyraźny trend spadkowy przez dwa dni z rzędu.

    Grupa profesjonalistów w garniturach pracująca w nowoczesnym biurze, analizująca dane na ekranach komputerów z widokiem na panoramę miasta.

    Właściciel Moneysupermarket był częścią szerszej wyprzedaży wśród serwisów porównawczych. Future, firma stojąca za Go.Compare, również odnotowała spadki w ciągu kilku dni.

    Powód jest podobny, ale konkretna iskra zapalna inna. Tym razem chodzi o to, że oferty ubezpieczeniowe są już dostępne za pośrednictwem narzędzi AI, takich jak ChatGPT. To jest kluczowy punkt. Nie chodzi o kolejną aplikację czy stronę internetową. Chodzi o to, że klient może po prostu porozmawiać z czatem, a ten znajdzie dla niego najlepszą ofertę. Po co w takim razie odwiedzać tradycyjną porównywarkę, skrolować i klikać?

    Szerszy kontekst: AI pożera modele biznesowe

    Co ciekawe, to nie jest pierwszy taki tydzień na rynku. Ten ostry spadek akcji firm finansowych następuje po podobnych ruchach w innych sektorach.

    Kilka dni wcześniej mocno potaniały spółki z branży oprogramowania, danych i analityki, takie jak Experian czy Wolters Kluwer. Wszystko po tym, jak amerykański startup Anthropic zaprezentował narzędzie do automatyzacji pracy.

    Wygląda na to, że inwestorzy zaczęli na poważnie brać pod uwagę ryzyko, że AI nie tylko usprawni działanie firm, ale może kompletnie zdemolować ich dotychczasowe źródła przychodów. To nie jest optymistyczna wizja "wzrostu wydajności". To jest lęk przed tym, że cały biznes może stać się przestarzały.

    Czy te obawy są uzasadnione? Cóż, na pewno są realne z punktu widzenia rynku. Ceny akcji to w dużej mierze gra na oczekiwaniach. A oczekiwania właśnie się zmieniły.

    Firmy zarządzające majątkiem od lat budowały swoją wartość na zaufaniu, relacjach i skomplikowanej wiedzy specjalistycznej. Porównywarki z kolei stały się potęgami dzięki byciu centralnym hubem informacji. AI atakuje fundamenty obu tych modeli. Zastępuje specjalistyczną wiedzę algorytmem, a centralny portal – bezpośrednią rozmową z chatbotem.

    Kolejne pytanie brzmi: jak te firmy zareagują? Czy spróbują wchłonąć tę technologię i wykorzystać ją na swoją korzyść? Czy może staną się ofiarami własnej inercji i zostaną w tyle? Odpowiedzi na te pytania będą kształtować nie tylko ich ceny akcji, ale i przyszłość całych branż. A rynek, jak widać, nie chce czekać.

    Źródła

  • Intent od Augment Code: IDE, które programuje z Tobą, a nie tylko dla Ciebie

    Intent od Augment Code: IDE, które programuje z Tobą, a nie tylko dla Ciebie

    Chcesz mieć asystenta programistycznego, który nie tylko pisze kod, ale też rozumie, co chcesz zbudować i trzyma się planu? Intent od Augment Code to środowisko programistyczne, które weszło w fazę publicznej bety 10 lutego, i to nie jest kolejna wtyczka z ChatGPT.

    Intent to dwie rzeczy w jednym. To aplikacja do tworzenia specyfikacji i jednocześnie platforma do orkiestracji agentów AI. Brzmi skomplikowanie, ale w praktyce chodzi o coś prostego: zamieniasz swój opis funkcjonalności na działający kod, a system sam dba o to, by wszystko trzymało się ustalonego planu.

    Kluczem są tu tak zwane żywe specyfikacje. Zamiast pisać dokument, który szybko staje się przestarzały, tworzysz specyfikację w Intencie. Kiedy agenci AI wykonują zadania, ta specyfikacja automatycznie się aktualizuje, żeby odzwierciedlać rzeczywistość kodu. Plan i wykonanie pozostają w synchronizacji.

    Jak to właściwie działa?

    Intent IDE interfejs użytkownika

    Centralnym punktem jest agent o nazwie Coordinator. To on jest mózgiem operacji. Kiedy podasz mu zadanie, na przykład „stwórz stronę logowania”, Coordinator sam je analizuje, rozbija na mniejsze części i deleguje do specjalistycznych agentów implementorów, a także wykorzystuje weryfikatorów.

    Nie musisz ręcznie mówić, żeby najpierw zrobić formularz HTML, potem dodać walidację w JavaScript, a na końcu ostylować. Coordinator to za Ciebie zaplanuje i przydzieli.

    Platforma ma też kilka sprytnych, wbudowanych narzędzi, które sprawiają, że praca jest płynna:

    • Zintegrowany podgląd aplikacji.
    • Pełne zarządzanie repozytoriami git i przepływem pracy.
    • Wsparcie dla różnych dostawców AI, takich jak Claude Code czy Codex, a także modeli lokalnych (OpenCode) oraz opcja BYOA (Bring Your Own Agent).

    Czy to oznacza, że deweloperzy staną się zbędni? Absolutnie nie. Chodzi raczej o zmianę roli. Zamiast spędzać godziny na pisaniu powtarzalnego, boilerplate’owego kodu, możesz skupić się na architekturze, logice biznesowej i tym, co naprawdę ważne. Intent działa z Tobą, a nie zamiast Ciebie.

    Wejście w fazę publicznej bety 10 lutego to ważny krok. Oznacza, że narzędzie jest już na tyle stabilne i funkcjonalne, by mogli testować je programiści z zewnątrz, poza zamkniętą grupą. W publicznej bete dostępne jest 1000 darmowych zapytań do końca lutego 2026 roku, a pełne wykorzystanie funkcji wymaga subskrypcji Augment lub użycia własnych agentów (BYOA).

    Dla kogo jest Intent? Wygląda na to, że dla każdego, kto buduje aplikacje webowe i chce przyspieszyć proces rozwoju, nie tracąc przy tym kontroli nad kodem. To odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na narzędzia, które nie tylko generują fragmenty kodu, ale potrafią zarządzać całym projektem w sposób spójny.

    Ciekawe jest to, że Augment Code skupia się na koncepcji „spec-driven development”. To podejście, w którym specyfikacja nie jest martwym dokumentem, ale żywym elementem procesu deweloperskiego. I to może być największa zmiana.

    Czy takie narzędzie to przyszłość programowania? Ciężko powiedzieć. Ale jedno jest pewne – Intent rzuca rękawicę tradycyjnym IDE, pokazując, jak może wyglądać współpraca człowieka i sztucznej inteligencji na zupełnie nowym poziomie. Nie jako asystent piszący na komendę, ale jako partner w procesie tworzenia.

    Źródła

  • Możesz już wykupić ubezpieczenie przez ChatGPT. Pierwsza firma właśnie ruszyła

    Możesz już wykupić ubezpieczenie przez ChatGPT. Pierwsza firma właśnie ruszyła

    Wyobraź sobie, że rozmawiasz z ChatGPT o remoncie mieszkania, a bot w pewnym momencie pyta: „A propos, masz już aktualne ubezpieczenie domu? Mogę ci w tym pomóc”. To nie jest już science fiction. Wczesnym lutym 2026 roku w sklepie GPT OpenAI pojawiły się pierwsze aplikacje umożliwiające wycenę polis ubezpieczeniowych.

    Jednym z pierwszych graczy, który skorzystał z nowych możliwości, jest amerykańska platforma porównywarka ubezpieczeń Insurify. To właśnie jej aplikacja została wskazana jako pierwsza aplikacja ubezpieczeniowa w katalogu ChatGPT. Również na początku lutego hiszpańska, w pełni cyfrowa firma ubezpieczeniowa TUIO uruchomiła swoją aplikację w ChatGPT. W praktyce oznacza to, że użytkownicy mogą teraz poprosić o wycenę lub porównanie ubezpieczenia, a proces generowania spersonalizowanej oferty odbywa się w obrębie platformy.

    Jak to działa w praktyce?

    Mechanizm jest dość prosty. Uruchamiasz aplikację, na przykład TUIO lub Insurify, w ChatGPT i prowadzisz z nią konwersację. Bot zadaje standardowe pytania potrzebne do wyceny: metraż, lokalizacja, rodzaj zabezpieczeń, wartość mienia (w przypadku ubezpieczeń domu) lub szczegóły pojazdu (w przypadku ubezpieczeń samochodu). Na podstawie tych danych generuje spersonalizowaną ofertę lub porównanie, które otrzymujesz w oknie czatu. Nie musisz przechodzić na zewnętrzną stronę, wypełniać długich formularzy ani czekać na maila, aby otrzymać wycenę.

    To trochę tak, jakbyś miał agenta ubezpieczeniowego, który jest dostępny 24/7, mieszka w twoim telefonie i odpowiada w naturalnym języku. Koniec z wysyłaniem skanów dokumentów mailem i czekaniem na odpowiedź przez kilka dni.

    Co ciekawe, aplikacje oferują różne usługi. TUIO koncentruje się na wycenie ubezpieczenia domu. Narzędzie Insurify pozwala natomiast na porównanie ofert ubezpieczenia samochodu oraz dostęp do recenzji klientów różnych towarzystw.

    Dlaczego to takie duża zmiana?

    Dla branży ubezpieczeniowej to rewolucja w podejściu do klienta. Dotychczas proces zakupu polisy był dość sztywny i odbywał się poza ekosystemem komunikatorów. Teraz kluczowa część ścieżki – od zapytania, przez wycenę i porównanie – może odbywać się w miejscu, w którym użytkownik już i tak przebywa: w oknie czatu.

    To pokazuje też wyraźny kierunek, w którym OpenAI chce rozwijać swój sklep GPT. Chodzi o to, by ChatGPT stał się nie tylko asystentem do pisania i szukania informacji, ale także hubem do rozpoczynania poważnych spraw życia codziennego, takich jak poszukiwanie ochrony finansowej dla majątku.

    Z drugiej strony, pojawiają się oczywiste pytania o bezpieczeństwo danych. Przecież przekazujemy botowi bardzo wrażliwe informacje: adres, wartość mienia, szczegóły techniczne mieszkania czy samochodu. Firmy takie jak TUIO czy Insurify musiały zapewne przejść bardzo restrykcyjny proces weryfikacji ze strony OpenAI, aby udowodnić, że dane klientów będą odpowiednio chronione.

    Co dalej z zakupem przez chat?

    Wydaje się, że jesteśmy świadkami początku nowego trendu. Jeśli udzielanie ofert i porównań ubezpieczeniowych przez chatbota się sprawdzi, możemy spodziewać się, że inne branże finansowe pójdą w jego ślady.

    Wyobraźmy sobie w przyszłości rozmowę z ChatGPT, w której możemy nie tylko wycenić polisę, ale też otworzyć konto bankowe, złożyć wniosek o kredyt lub zaplanować inwestycje. Granica między wyszukiwaniem informacji a rozpoczynaniem transakcji właśnie się zaciera.

    Kluczowe pytanie brzmi: czy klienci będą gotowi na taką zmianę? Czy zaufają sztucznej inteligencji w kwestii tak poważnej i regulowanej jak ubezpieczenia? Odpowiedź na to pytanie przyniesie najbliższe kilka miesięcy i liczba osób, które skorzystają z nowej ścieżki zakupowej. Na razie Insurify i TUIO zrobiły pierwszy, bardzo odważny krok.

    Źródła

  • Strach przed AI paraliżuje Wall Street. Nowa rzeczywistość giełdowa stała się faktem

    Strach przed AI paraliżuje Wall Street. Nowa rzeczywistość giełdowa stała się faktem

    Wall Street właśnie otrzymało brutalną pobudkę, a sen o niekończących się zyskach z AI zamienił się w koszmar o zastępowalności. W minionym tygodniu nastroje na giełdzie zmieniły się o 180 stopni. Bezpośrednim powodem tego zamieszania są ogłoszenia gigantów technologicznych dotyczące masowych inwestycji w infrastrukturę AI. Równocześnie na rynek trafiają systemy zdolne do automatyzacji skomplikowanych zadań w prawie, analizie danych czy finansach.

    Koniec miodowego miesiąca

    Przez miesiące inwestorzy żyli w przekonaniu, że sztuczna inteligencja to fala, która podniesie wszystkie łodzie. Teraz zaczynają rozumieć, że niektóre z tych łodzi mogą zostać zatopione. Reakcja rynku była natychmiastowa i bolesna. Kiedy stało się jasne, że nowe modele mogą wykonywać pracę analityków czy agentów podróży, kapitał zaczął uciekać z firm, które do tej pory wydawały się bezpieczne.

    Oberwało się szerokiemu spektrum przedsiębiorstw. Wśród ofiar wyprzedaży znaleźli się:

    • Expedia Group Inc. (branża turystyczna)
    • Salesforce Inc. (systemy CRM)
    • London Stock Exchange Group Plc (dane finansowe)

    Inwestorzy zadają sobie proste, ale przerażające pytanie: po co płacić tym firmom, skoro AI może zrobić to samo szybciej i taniej?

    Miliardy dolarów wyparowały w jeden dzień

    To, co dzieje się na rynku, to nie tylko spekulacje dotyczące małych graczy. Liczby są wręcz astronomiczne. Czterech największych graczy technologicznych – Amazon, Alphabet, Meta i Microsoft – ogłosiło, że ich łączne wydatki na infrastrukturę AI w 2026 roku wyniosą ponad 600 miliardów dolarów. To wzrost o 36% w porównaniu do roku poprzedniego.

    Te gigantyczne nakłady inwestycyjne (capex) wystraszyły akcjonariuszy. Microsoft odczuł to najboleśniej.

    Aktualizacje dotyczące wydatków kapitałowych sprawiły, że akcje Microsoftu spadły o 12%.

    Sytuacja jest o tyle ciekawa, że do tej pory wydawanie pieniędzy na AI było nagradzane wzrostami kursów. Teraz rynek mówi „sprawdzam” i żąda konkretnych wyników, a nie tylko obietnic przyszłej dominacji.

    Nowa rzeczywistość inwestycyjna

    Musimy spojrzeć prawdzie w oczy – sentyment się zmienił. Nowe narzędzia AI, które potrafią przeprowadzać złożone badania finansowe czy obsługiwać procesy prawne, pokazały, że technologia wchodzi w fazę, w której realnie kanibalizuje usługi. To już nie jest dodatek do pracy, to potencjalne zastępstwo dla całych działów w firmach.

    Analitycy Bloomberg, Jeran Wittenstein i Ryan Vlastelica, słusznie zauważają, że strach przed tym, jak AI przekształci gospodarkę, narastał od miesięcy. Teraz jednak te obawy wylały się na parkiet giełdowy z niespotykaną siłą. Nie chodzi już tylko o to, kto wygra wyścig AI, ale o to, kto przetrwa w świecie, gdzie algorytmy wykonują pracę białych kołnierzyków.

    Czy to oznacza krach? Niekoniecznie, ale z pewnością koniec bezrefleksyjnego kupowania wszystkiego, co ma w nazwie „technologia”. Inwestorzy zaczynają selekcję negatywną, próbując wytypować spółki, które staną się zbędne w nowym ekosystemie. To brutalna gra, a ostatnie wydarzenia pokazują, że nikt – nawet giganci z ugruntowaną pozycją – nie może czuć się bezpiecznie.

    Źródła